Stało się. Nie wiem czy dobrze czy źle. Nie wiem, czy moment odpowiedni, i czy forma oczyszczenia, rozliczenia się, albo auto rozgrzeszenia była odpowiednia. Jednak Natalia Przybysz zrobiła coś, na co nie miała i nie będzie miała odwagi głośno niejedna z nas. Powiedziała głośno, publicznie, tak zrobiłam to-poddałam się aborcji, bo nie chciałam zmieniać swojego życia. Tak jak dziesiątki innych napiętnowanych kobiet. 

pexels-photo-63874

Musze Wam przyznać, że pierwsza moja reakcja na wyznanie Natalii nie było do końca pozytywna. Sama siebie musiałam przekonać do tego co za chwilę przeczytacie. Bo ja, jak zapewne każdy z Was poddałam się pierwszej swojej myśli-ja bym tego nie zrobiła! Nie z tak błahego powodu!

Tak robią wszyscy. Z każdym razem, kiedy przychodzi nam zmierzyć się z jakimś problemem, nie ważne czy kogoś z naszych bliskich, czy też kogoś, kogo zobaczymy jedynie na szklanym ekranie, od razu zaczynamy zastanawiać się co zrobilibyśmy na miejscu tej osoby. Jakbyśmy się zachowali, jaka byłaby nasza reakcja czy jaką decyzję podjęlibyśmy.

Od dłuższego czasu staram się tego nie robić. Bo z doświadczenia wiem, jak bardzo potrafi zaskoczyć nas życie. Dzisiaj wydaje Ci się, że czegoś nie zrobisz, nawet jeżeli ktoś zapłaci Ci za to grube miliony, jutro znajdujesz się w podobnej sytuacji ale kilka szczegółów radykalnie ją zmienia i Twoja decyzja już wcale nie jest taka oczywista. łatwo jest nam oceniać z pozycji ciepłego fotela. Gdzie problem zupełnie nas nie dotyczy. Gdzie faktycznie nie musimy się mierzyć z decyzjami, które mają zaważyć na całym naszym życiu.

Szafujemy wyrokami na ludziach, których kompletnie nie znamy. O których nie wiemy więcej, niż przeczytamy w tabloidach. I jeśli dobrze pójdzie, możemy liczyć na strzępki informacji, odpowiednio podrasowanych, przekoloryzowanych na potrzeby danego tematu. Bo przecież musi być efekt wow, musi się klikać i czytać.

Rościmy sobie prawo do tego, żeby podjudzać też innych do oceny, nakierowując na konkretne argumenty-nasze rzecz jasna. Tym samym, dalej przekłamujemy obraz danej osoby, nie dając jej szansy na obronę w żadnej mierze.

To nie jest post, w którym chcę kolejny raz bronić prawa kobiet do aborcji. To jest post, w którym chcę bronić praw każdego człowieka do WYBORU. Bo jeżeli nadal nie rozumiecie o co toczy się ta głośna ostatnio wojna, w której my kobiety wyzywane jesteśmy od najgorszych szuj, kurw, puszczalskich i zdzir. W której my matki, żony, kobiety ,poniżane, sprowadzane do bezmózgich ameb jesteśmy potępiane przez ludzi- którzy nie chcą poczuwać się do brania odpowiedzialności za czyjekolwiek życie, ale jednocześnie uzurpują sobie prawo do decydowaniu o  naszej przyszłości.

To jest cholernie smutne, że często w momencie, kiedy dopadają nas problemy, kiedy musimy podejmować decyzje, których konsekwencje zaważą niekiedy na całym naszym życiu, często większość z nas myśli- co sobie o mnie ludzie pomyślą? Jak będą mnie postrzegać przez pryzmat danej decyzji? Czy ja sobie z tym poradzę?

Czy doprawdy, przez pryzmat tego, jak pomyślą o nas ludzie, co powiedzą znajomi czy rodzina, musimy podejmować decyzje o całym naszym życiu? Czy to jest do jasnej cholery normalne, że zamiast robić w życiu to co dyktuje nam serce, lub to co uważamy, że będzie dla nas odpowiednie, co sami w swoim życiu będziemy musieli dźwigać na swoich barach i nikt, absolutnie nikt nam w tym (z tych oceniających ludzi) nie pomoże, robimy to co będzie akceptowalne społecznie?!

Patrze dzisiaj na Natalię Przybysz i myślę sobie, że to jest moment w którym my wszyscy, powinniśmy się zastanowić, czy doprawdy wiemy dlaczego podjęła taką a nie inną decyzję. I ktokolwiek, po za nią sama i jej mężem, ma prawo oceniać czy była to dobra decyzji.

Ten coming out powinien nam wszystkim uświadomić, że nikt z nas, nie ma prawa decymować o życiu drugiego człowieka. Nikt z nas nie ma prawa odbierać mu wyboru. Bo chociaż mogłabym tutaj powiedzieć, co hipotetycznie zrobiłabym na miejscu Natalii, do do jasnego pierona nie jestem na jej miejscu i nigdy nie będę!

Najbardziej chyba jednak w tej całej historii przerażają mnie obrońcy życia. Ludzie, którzy wedle swoich przekonań powinni być nieskazitelnie idealni, bez najmniejszej rysy. Którzy swoją postawą powinni dawać przykład innym. Obserwując pełne nienawiści , podłości, wyzwisk, przekleństw wpisy-matek, ojców i całej elitarnej społeczności mającej się za chodzące cnoty, śmiem wątpić w słuszność wyznawanych przez nich norm, obyczajów moralności, którą tak zaciekle bronią. Wręcz nie pozostawiają mi złudzenia, czy ich postawa, zachowanie może być wzorem do naśladowania dla kogokolwiek. Etyka jest jak dupa. Każdy ma swoją. A wolność wyboru, możliwość podejmowania suwerennych decyzji i ponoszenia za nie konsekwencji należy się każdemu człowiekowi.

Każda z nas jest taką Natalią Przybysz, która miała prawo zadecydować tak a nie inaczej. To ona będzie ponosić konsekwencje tej decyzji. To ona sama przed sobą  będzie odpowiadać za tę decyzję, to ona, nie nikt inny będzie przeżywała dalej swoje życie, w taki sposób w jaki sama zadecydowała. I jeżeli dokonała aborcji, to widocznie miała ku temu powód. I nikomu z nas oceniać jakiej rangi były to powody.