W Tefałenie afera. Wprost opublikował artykuł, w którym kobieta oskarża o molestowanie swojego byłego szefa. Była pracownica Tefałenu właśnie. Nie piszą wprost, mimo że to Wprost- kto niby miał molestować. Ale wszyscy wiedzą że chodzi o Pana „ujebany stół”. Chociaż nie, dzisiejsza okładka- jednoznacznie oskarża Kamila Durczoka właśnie. Ale właściwie o co? Jak z ofiary stać się katem.

shoes-616111_1280

Podobno dziennikarka, miała usłyszeć od niego bardzo jednoznaczną propozycję.

Moje kłopoty z nim zaczęły się od tego, jak powiedziałam mu „nie”. Któregoś dnia podszedł do mnie z tekstem: „Widzę, że nie masz majtek pod dżinsami. Jedziemy do mnie?”. Rzucił też, niby w żartach: „Oprzesz się, suko, o ścianę, a ja wejdę od tyłu”. Byłam tak zawstydzona, że mnie sparaliżowało – mówiła dziennikarka dziennikarzom „Wprost”.

więcej—>nto.pl

Kobieta odmówiła, a wtedy zaczęły się jej problemy. A raczej jak twierdzi, przełożony zapuścił ignora,  dając jej do zrozumienia, że przy nim nie ma szans na zrobienie kariery. I tak też się stało. Skończyła na transferze do TVP. Kiedy więc poczuła się bezpieczna, postanowiła rozliczyć się z byłym przełożonym.

Serio?!

Taka kobieta biedna i poszkodowana, taką ofiarą wielką była, a jedyne na co ją stać to wylewanie żali w prasie. W marnym do tego artykule, o tytule tygodnika już nie wspominając. Żeby była jasność, nie pałam miłością do Durczoka. Nie zamierzam go bronić. Chociaż umówmy się, właśnie dostaje publiczny lincz. Zanim sprawą zajęły się odpowiednie organa. Nawet jeżeli w sądzie udowodni swoją niewinność, to jego „dobre” imię, zostało właśnie przeżute, wyplute i wdeptane w ziemię. Ten smród, będzie się za nim ciągnął, czy jest winny czy nie.

Ale przyjrzyjmy się tej taniej rozgrywce. Skoro sprawa była aż tak poważna, dlaczego dziennikarka nie nagłośniła sprawy wcześniej? Czekała kilka lat. Jaki jest tego powód? Banalnie prosty. Liczyła na zrobienie kariery. Kariera przechyliła szalę ofiary. Czyli nie było tak źle.

Z relacji kobiety wynika, że była to jednorazowa sytuacja. Zgłosiła sprawę do szefostwa, gdzie miała usłyszeć, że jest dorosła i powinna ze sprawą robić co uważa. I zrobiła. Olała rzekome molestowanie, zajmując się wspinaniem po szczeblach kariery. Nie wyszło, więc postanowiła rozliczyć się ze swoim katem.

Przykre i smutne zarazem. Bo zaiste kobieta jest dorosła. Jeżeli otrzymuje chamską, jednoznaczną propozycję- ma prawo zrobić dwie rzeczy. Użyć swoich szpilek, żeby zahamować wzrost podniecenia kata. Albo, użyć prawego sierpowego i ostrzec inne ofiary przed oprawcą.

W głowie mi się nie mieści, że w dzisiejszych czasach, można chcieć przez kilka lat ukrywać taką sprawę. Chociaż szczerze powiedziawszy, jednorazowa niemoralna propozycja, jak dla mnie molestowaniem jeszcze nie jest.

W głowie mi się nie mieści, że z taką wielką krzywdą, zamiast do odpowiednich służb, idzie się do gazety. I zamiast załatwić sprawę po cichu, rozliczyć się z byłym szefem z twarzą, robi się aferę godną najlepszych tabloidów.

Tak o to ofiara staje się oprawcą. W najmarniejszym stylu.

Kamil Durczok odpiera zarzuty. Obiecuje procesy o zniesławienie. Ofiara sprawy komentować nie chce.

A szkoda, jeszcze kilka dni temu była bardziej rozmowna.

Cała afera o to, że tamtego dnia, nie założyła majtek…