Całe życie jestem oceniana po pozorach. Ludzie nie mając o mnie zielonego pojęcia, i o tym co siedzi w mojej głowie, kuszą się na wysuwanie różnych teorii i opinii. Pół życia spędziłam na przejmowaniu się tym. Kolejne pół uczyłam się z tym żyć. Dzisiaj śmieję się ludziom prosto w twarz i współczuję, że oceniają mnie, nie wysilając się na zadanie chociażby jednego pytania. Bo po co. Wszyscy, wszystko wiedzą najlepiej. Przecież wszystko widać gołym okiem?

man-569099_640


To że czegoś nie widać, nie znaczy że tego nie ma. Albo to co widzisz, nie koniecznie jest tym, na co wygląda. Ludzie z lenistwa i braku odwagi, żeby poznać prawdę o drugim człowieku, wyciągają wnioski które są im na rękę. Tak jest bezpieczniej. Tak jest łatwiej. Bo co jeśli nagle okazałoby się, że poznanie drugiego człowieka, nagle zburzy nasz pogląd na temat jego osoby? Dramat! Trzeba będzie przyznać się do błędu…

A tego robić nie lubimy. Ludzie lubią być nieomylni. Lubią, kiedy ich zdanie jest na wierzchu. Przyznanie się do pomyłki, powiedzenie sorry stary, myliłem się co do Ciebie, równy z Ciebie gość  nie wchodzi w grę! Przecież straciłby na tym Twój nieomylny autorytet?!

A dupa blada! Bardziej cenię ludzi, którzy są w stanie przyznać się do pomyłki. Którzy potrafią porozmawiać i po ludzku przeprosić. Niż tych, którzy za wszelką cenę, nawet podejrzewając, albo widząc już swój błąd- uparcie będą udawali że  o niczym nie wiedzą. Będą trwali przy swoim.

Życie nauczyło mnie żeby nie ufać ludziom. Może nie uwierzycie, ale nie zawsze byłam otwarta na ludzi. Był taki moment w moim życiu, kiedy wszystkim wydawało się iż jestem duszą towarzystwa, otwartą pewna siebie. A ja w tym czasie, codziennie nakładałam maskę kogoś kim nie byłam. Nie potrafiłam uzewnętrzniać swojego strachu, lęków, czy też zwierzać się komuś- kto zwyczajnie na to nie zasługiwał.  Dlaczego miałam to robić? Dlaczego całemu światu miałam opowiadać o tym co myślę i czuję? Umiałam dobrze grać, więc ludzie kupowali mnie taką jaką im się podkładałam.

Zresztą nikt nigdy nie pytał. Nikogo nie interesowało, jak żyje, co czuje i czy mam jakieś problemy. Bo ludzie o problemach słuchać nie chcą. Taka jest prawda. Głośno mówimy o tym, że każdy może na nas liczyć. Ale w chwili, kiedy człowiek najbardziej potrzebuje przyjaciół, Ci ulatniają się jak kamfora. Mają swoje życie i problemy, po co słuchać jeszcze o czyichś. Tak życie weryfikuje przyjaciół.

Nie. Nie mówię Wam teraz miedzy wierszami, że mam jakieś problemy. Zwyczajnie stwierdzam fakt, do którego każdy sam kiedyś dochodzi. Prędzej czy później.

Ja też, kiedyś do tego faktu doszłam. Nauczyłam się nie ufać. Bo po co. Lata hartowania siły w sobie, i możesz nauczyć się zwalczać każdy problem. Przez te wszystkie lata, usłyszałam na swój temat wiele. Wiele razy było mi cholernie przykro. Wiele razy, miałam ochotę wykrzyczeć komuś prawdę prosto w twarz. Ale ten hart sprawił, że nauczyłam się nad tym panować.

Ile rzeczy należy mieć w dupie, to się w głowie nie mieści!

Dzisiaj, kiedy ktoś zaczyna ze mną dyskusję na jakikolwiek temat. Kiedy próbuje mnie do czegoś przekonać, wysuwając argument bo Ty na miejscu XVZ zrobiłabyś to i tamto, czułabyś się tak i siak… zachowuje spokój. Ile razy można tłumaczyć komuś, że przecież mnie nie zna, skąd ma wiedzieć jak bym się zachowała?

Przez te wszystkie lata, po za dystansem, nauczyłam się jeszcze czegoś. Moją bronią jest śmiech! Jeszcze do niedawna nie wiedziałam jak wielką. Jednak, kiedy przy kolejnej, podobnej dyskusji, olałam rozmówcę i jego ataki, przytakując i obracając jego przytyki w moim kierunku,w najzwyklejszy żart, usłyszałam;

Wiesz co, zazdroszczę Ci tego. Chciałabym tak jak Ty potrafić śmiać się z siebie.

To jest coś!

Kurde wtedy właśnie zrozumiałam, że przez te wszystkie lata, kiedy milczałam o swoich słabościach, kiedy inni snuli domysły i różne teorie na mój temat, ja potrafiłam wylewać swoje pretensje i żale, tylko tym- którzy naprawdę na to zasłużyli. Bo to nie jest tak że nie ufam nikomu. Po prostu kieruje się zasadą bardzo ograniczonego zaufania. Oddaje z nawiązką to co daję mi inni. Staram się traktować tak, jak sama chciałabym być traktowana. Chociaż nie zawsze to wychodzi.

Bo nie jestem krową. Podobno tylko krowa poglądów nie zmienia. Nie jestem nieomylnym Nostradamusem. Mylę się czasem. Ale grunt, to potrafić się do błędu przyznać. I ja to potrafię. Grunt to mieć dystans do świata i olać tych, którzy nie zasługują na cząstkę Ciebie.