Na odpusty chodziłam ostatnio za dzieciaka. Czyli całe wieki temu. Nic ciekawego, zero fanu, tona tandety na straganach, słodkości od których bolą zęby i pełno ludzi, wystrojonych jak na wesele. 

82H

Przez te naście lat, byłam przekonana, po pierwsze, że odpusty z czasem całkiem zniknął. Po drugie, że nawet jeśli nie, to zmieni się mentalność i specyfika tego „święta”. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w weekend trafiłam na jeden z okolicznych odpustów. Czas stanął w miejscu!

Kiedy dowiedziałam się, że kilka kroków obok jest taka impra, wiedziałam że muszę sprawdzić co się zmieniło. W związku z tym, że do kościoła nie chodzimy i takie imprezy omijamy raczej szerokim łukiem, chciałam pokazać młodemu te cuda i dziwy na straganach.

Kolorowe jarmarki, blaszane zegarki, koguciki na druciku, jojo, wiatraczki, tona tandetnych pierścionków a do tego cukierki rybki, malinki we wszystkich kolorach chemii. Nie zmieniło się nic. Z całej tandety wybraliśmy bańki mydlane, które były frajdą dnia. Na inne cuda szkoda mi było zwyczajnie kasy. Jednak patrząc na torby wypchane przez kupujących…byłam jedyną z niewielu, którzy w odpustowym kiczu nie widzieli nic specjalnego.

Stragany, straganami. Ale ta moda! Wiedziałam że ludzie idąc do kościoła się stroją. Ale żeby aż tak?! Nie wiem, może ja jakaś dziwna jestem. Ale stroje niektórych, na głowę biły moje najlepsze weselne kreacje.

Desktop3

Sukienka Vero Moda TUTAJ

Buty Even&Odd TUTAJ

Torebka mint&berry TUTAJ

To taka wersa soft tego co udało mi się zobaczyć. Istny wybieg, rewia mody rodem z Cannes czy innych tygodniów Mody w Paryżu. I wiecie co. Nic mi do tego, jak kto i gdzie się ubiera. Serio. Nawet większość tych kreacji bardzo mi się podobała. Patrzyłam z zazdrością na długie, zgrabne, wyeksponowane w krótkich sukienkach nogi. Zazdrościłam nawet, że te kobiety znalazły kolejną okazję do tego, żeby się wystroić i poparadować w ciuchach, które u mnie wiszą w szafie całymi miesiącami, bo nie mam okazji, żeby je założyć.

Zbrodnia w bały dzień!

Jednak jednego nie jestem w stanie ani zrozumieć, ani wybaczyć. Nigdy, absolutnie nigdy nie popełniłabym takiej zbrodni. Nie za cenę podbudowania mojego ego, super samopoczucia czy dowalenia znienawidzonej koleżance, którą tego dnia miałabym spotkać. Nie ma takiej opcji!

Bo wyobraźcie sobie, szutrową drogę. Taka polna. Nierówna jak diabli. Tona kurzu i dziesięć milionów ton kamieni. Długość takiej trasy, to około kilometra do drogi asfaltowej. Innej opcji brak.

Widzicie już to w swojej wyobraźni? Szłam tą dróżką. W japonkach. Bolało jak diabli. Trudno. Ale kiedy zobaczyłam te wszystkie dziewczyny, w tych wszystkich pięknych szpilkach, szpileczkach, sandałach, koturnach, szczerze zabolało mnie serce!

Desktop3 (2)

Fuksja szpilki Blink TUTAJ

Kremowe szpilki Bullboxer TUTAJ

Różowe szpilki Anna Field TUTAJ

Czarne czółenka Anna Field TUTAJ

Nigdy nie zrobiłabym tego swoim butom! Ich nogi nienaturalnie się wykręcały. Patrzyłam i czekałam z przerażeniem, kiedy któraś skręci kostkę. Trudno. Kostkę się wyleczy. Ale buty?!  NEVER EVER!

Szpilki rzecz święta!

Mam kilkanaście par szpilek. Nosze je od święta, często ze względu na wygodę. Ale kiedy już zakładam, zawsze w torebce mam zapasową parę na płaskiej podeszwie. Wyciągam ją kiedy warunki robią się ekstremalne i grożą zniszczeniem moim pięknym bucikom.

Wolę ściągnąć buty, iść na boso, poranić stopy, porwać najlepsze rajstopy niż zniszczyć swoje ukochane szpilki. Rajtki kupie nowe, na stopach szybko znikną rany wojenne, ale tak wygodnych, ułożonych na mojej stopie, dopasowanych butów już nie kupę. Dlatego nie jestem w stanie pojąc swoim rozumem, jak można poświęcać tak ulubione buty w imię nieskazitelnego wizerunku. Na odpuście. Na wsi.

Może Wy mi to wytłumaczycie?