Jestem blogerką. Piszę, pracuję w internecie. Tu mam swoje społecznościowe kanały. Tutaj pracuję. Tutaj prowadzę równoległe do realnego życie. Wiele lat poświęciłam na studiowanie społeczności internetowej. Jednak dopiero niedawno odkryłam coś, co mocno mnie przeraża.

 społeczna odpowiedzialność

Ludziom dosłownie, wydaje się, że internet to jakiś abstrakcyjny twór, totalnie oderwany od rzeczywistości. Że to co dzieje się w internecie, nie ma nic wspólnego z realem. Że coś co wydarzy się w internecie, zostanie napisane, opublikowane, powiedziane- w każdej chwili może zostać usunięte, skasowane i nie pozostanie po tym ślad. W przeciwieństwo do życia w realu. Nie skasujesz swojego życia jak Simsy.

Lewe konta w społecznościówkach stworzone do prowadzenia drugiego życia. Tego fikcyjnego. Bo przecież to w realu nie wychodzi. Można więc stworzyć sobie drugie życie. Można udawać kogoś, kim się  nie jest. Można być kimś innym. Można wreszcie być kimś fajnym, kto przecież zna się na wszystkim najlepiej i zawsze ma rację. I za wszelką cenę Ci to udowodni.

Albo kiedy w prawdziwym życiu jest się niesamowicie samotnym, albo kiedy to życie Ci nie wychodzi, można wzbudzić współczucie. Możesz wymyślić miliony powodów i znajdziesz dziesiątki miejsc w których ludzie Ci zaufają, potraktują jak prawdziwego człowieka, z prawdziwymi problemami. Możesz skupić na sobie uwagę tych ludzi i karmić ich bujdami jak to życie Cie skrzywdziło. Fajnie-wreszcie jesteś w centrum uwagi!

Możesz też zrobić biznes życia. Nie chce Ci się pracować? 500+ to za mało? Nie ma problemu! Jest wiele grup na których  życzliwe, empatyczne kobiety oddają swoje rzeczy za darmo. Oddają bo im się już nie przydadzą. Ale przecież jest wiele osób w potrzebie, którym taka używana rzecz może uratować, albo ułatwić życie. I Ty się pod taką osobę-potrzebującą możesz podszyć. To proste. Lewy profil, dobra historyjka i dziesiątki osób, wysyła Ci gifty za darmochę. Serio. Do domu nagle zaczynają Ci spływać różnego rodzaju produkty, z których się niezmiernie cieszysz. Och jak super, zrobię zdjęcie i wystawię na Allegro! Przecież to bardzo dobre rzeczy są, komuś się na pewno przydadzą. Owszem. Ktoś to od Ciebie na pewno kupi. A Ty z litości, empatii i dobrego serca innych zrobisz biznes życia.

To nie są wymyślone przykłady. Takie rzeczy dzieją się każdego dnia, w najróżniejszych zakątkach internetu. Być może jesteś autorem jednej  z takich sytuacji, naciągasz innych, a być może każdego dnia jesteś ofiarą czyjejś nieodpowiedzialności i braku wyobraźni. 90% użytkowników internetu padło ofiarą bezpośrednio, albo pośrednio podobnych historii. Nazwijmy rzeczy po imieniu-jesteśmy ofiarami własnej empatii i ludzi, którzy ją wykorzystują.

Niestety Ci ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak wielką krzywdę robią społeczeństwu. Im więcej  takich sytuacji, tym bardziej uodparniamy się na pomoc drugiemu człowiekowi! Bo przecież dzisiaj każdy, w każdej sytuacji może nas oszukać. Każdy może podszywać się pod matkę, samotnie wychowującą dzieci w dramatycznej sytuacji potrzebującej pomocy. Każdy może udawać kogoś śmiertelnie chorego, kto potrzebuje pieniędzy na leczenie, albo zwykłej atencji, współczucia i uwagi innych. Każdy może Cie zmieszać z błotem, zrobić Ci koło tyłka w świecie wirtualnym, a w realu będzie z Tobą na piwo chodził.

I to nie są jednostkowe sytuacje. Spotykam się z tym na  co dzień, po kilka razy. I nie wiem co przeraża mnie bardziej; fakt że ludzie w ciemno wierzą i z miejsca chcą nieść pomoc, czy to że Ci drudzy bezczelnie empatię ludzką wykorzystują.

I można by tu się wykłócać kto jest głupszy- człowiek który oszukuje, czy ten który ufa i chce pomóc. Jenak ja w tej kwestii nie mam wątpliwości , że oczywiście wszelkiej maści oszuści. Problem naiwnych empatycznych ludzi polega na tym, że wystarczy że raz się natną, a więcej nie zaufają człowiekowi w potrzebie, bo będą w nim widzieli oszusta! Bo tak między nami- jaką masz pewność że ktoś po drugiej stronie komputera, kogo w życiu na oczy nie widziałeś Ciebie nie oszuka? Jak sprawdzić, czy mówi prawdę, kiedy do dyspozycji masz tylko…to co Ci o sobie powiedział?

Nie możemy wszystkich potrzebujących wkładać do jednego worka. Worka naciągaczy ludzkiej wrażliwości i dobrego serca. Jeżeli jednak ludzie nie zaczną sobie zdawać sprawy z tego, co swoimi krętactwami robią, jaką odpowiedzialność społeczną niosą za sobą ich czyny, przestaniemy sobie ufać i pomagać! Jeżeli więc wydaje Ci się, że to co dzieje się w internecie pozostanie, to jesteś w błędzie. Wszelkie twoje czyny, zachowania mają przełożenie na realne życie innych.

Wczoraj była świadkiem sytuacji, w której dziewczyna łaknąca atencji innych, na jednej z grup zasiała panikę. Twierdziła, że jest sama z dzieckiem, źle się czuje, a objawy które opisała były przerażające. Wrzuciła post, po czym zamilkła na długi czas. Kilkaset dziewczyn  przerażonych sytuacją(matka w sytuacji zagrażającej życiu sama z małym dzieckiem!)stanęło na wysokości zadania, od kontaktu z rodziną, znajomymi dziewczyny, przez zgłoszenie na policję. Okazało się, ze dziewczyna wszystko zmyśliła. Potrzebowała uwagi,ale sytuacja ją przerosła, nie spodziewała się aż takiej reakcji.

Ta sytuacja uświadomiła mi jak wielkie znaczenie ma każdy nasz ruch w internecie. Jak bardzo mamy wpływ na ludzi, których kompletnie nie znamy, a wydaje nam się, że nasz los ich zupełnie nie obchodzi.  Obchodzi. Wystarczy że pojawisz się gdziekolwiek, napiszesz cokolwiek, co zobaczy konkretna osoba, aby Twój los przestał być obojętny. Nie ważne czy z ciekawości, czy ze współczucia, jesteś w stanie poruszyć setki osób, mimo, że jak Ci się wydaje w rzeczywistym świecie nie masz na to szans.

Internet rządzi się innymi prawami. Tutaj ludzie reagują szybciej, tutaj masz wielokrotnie więcej odbiorców swoich emocji. Wreszcie tutaj, w internecie jesteś anonimowy(chociaż nie do końca!), nie ma stereotypów i plotek z realnego życia na Twój temat-co w tym przypadku daje Ci czystą kartę. Od Ciebie zależy jak ludzie będą Cie postrzegać, od tego co napiszesz, co zrobisz, jak się zachowasz.

I tak naprawdę wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że swoimi egoistycznymi wybrykami, zniechęcają ludzi do pomagania. Jakiegokolwiek. Co jest równoznaczne z tym, że wiele osób w potrzebie, które faktycznie potrzebują wsparcia zarówno materialnego, jak i tego psychicznego,zostaje pozbawionych pomocy. Ludzie przestają ufać innym i wcale mnie to nie dziwi. Sama wielokrotnie, mimo swojego doświadczenia dałam się nabrać na udawaną białaczkę, raka, czy udawaną biedę. I chociaż dostaje dziesiątki próśb o wsparcie, to sama podchodzę do nich z wielką ostrożnością. Bo chociażbym bardzo się starała, nie jestem w stanie ich zweryfikować.

Dlatego następnym razem, zanim stwierdzisz, że świat wirtualny to fikcja i nie ma na nikogo żadnego, najmniejszego wpływu, pomyśl dwa razy. Bo życie realne już dawno zostało wchłonięte przez internet, przenika się. I odpowiedzialność jaką ponosimy za swoje czyny i słowa jest równie wielka w realu co w świecie internetu.