Toskania była moim marzeniem, odkąd zaczęliśmy zwiedzać Włochy i zakochaliśmy się w nich bez pamięci. Dlatego planując tegoroczne wakacje, nie mogłam się powstrzymać i nie podjąć tego właśnie kierunku. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie te wakacje, kiedy planowałam je początkiem roku. Miały być winnice, degustacje napoju Bogów, a tymczasem los spłatał mi psikusa i były to wakacje inne od wszystkich…

Bo kto myśli Toskania- oczami wyobraźni widzi te malownicze, piękne wzgórza, na których rozpościerają się hektary winnic. Wygląda to zjawiskowo i działa na zmysły. Kto jest koneserem wina, na podniebieniu czuje te wszystkie wytrawne gatunki pysznego trunku zrobionego z gron, dojrzewających na południowych stokach tych wzgórz. Te wszystkie małe, klimatyczne miasteczka, chłodne piwnice winnic, pełne purpurowego trunku. Tak. Dokładnie tak sobie to wyobrażałam i dokładnie taką przygodę chciałam przeżyć. Zwłaszcza, że moje dziecko jest już dość duże, mąż z koneserem win nie ma nic wspólnego i mogłam bezkarnie zanurzyć się w tej fantazji o poznaniu prawdziwej Toskanii.

Jak okazało się krótko przed wyjazdem, w sferze fantazji ten wyjazd na razie pozostanie. Ponieważ, okazało się, że wreszcie jestem w wymarzonej ciąży. To był sam początek, czułam się wyśmienicie, lekarz nie widział przeciwwskazań, więc ani przez chwilę nie myślałam przekładać wakacji. Jednak wiedziałam, że będą się znacznie różniły od tego, co planowałam od kilku miesięcy…

Przede wszystkim w planie mieliśmy 14 dni na kempingu we Włoszech. Jak zawsze wybraliśmy Eurocamp, ponieważ to był nasz kolejny wspólny wyjazd, i widzieliśmy czego możemy się spodziewać, czego oczekiwać i że obejdzie się bez problemów. 5-6 wspólnych wyjazdów robi swoje i daje poczucie zaufania i bezpieczeństwa, a to w zagranicznych wyjazdach jest bardzo ważne. Zwłaszcza, kiedy wyjeżdżasz z dziećmi i na spontaniczne decyzje, niezaplanowane wypadki raczej nie możesz sobie pozwolić.

Jeżeli pamiętacie, w zeszłym roku razem z Eurocampem przejechaliśmy Europę(relacje z tamtego pobytu, znajdziecie TUTAJTUTAJ ). Miejscem docelowym była Hiszpania, ale po drodze zatrzymaliśmy się na kilka dni we Francji i Włoszech. W trasie byliśmy w sumie 17 dni i było super! Jednak już wtedy wiedziałam, że wyjeżdżając na tak długo, mając ze sobą kupę bagaży, zmiana miejsca, przepakowywanie się i przenoszenie się co kilka dni-bardziej męczy podczas wakacji niż mogliśmy sobie wyobrazić. Dlatego wiedzieliśmy w tym roku, że zmiana miejsca przy tak długich wakacjach jest fajna wprowadza urozmaicenie, ale tylko raz.

Tegoroczne wakacje podzieliliśmy na dwa kempingi . Pierwszy kemping położony był w środkowych Włoszech, nieopodal Florencji. Camping Norcenni Girasole usytuowany był na wzgórzach i był zupełnie inny, od wszystkich kempingów na których do tej pory wypoczywaliśmy. Podczas pobytu, wiele z Was pisało do mnie z pytaniem, czy wyjazd z małymi dziećmi na kemping, położony praktycznie w górach jest dobrym pomysłem. I czy codzienne wędrówki, góra-dół, z domków na baseny (jeden usytuowany jest na górze kempingu, drugi na dole), do marketu, na plac zabaw czy po prostu na obiad do restauracji, nie będą wykańczające.

Myślę, że gdyby takie rozwiązanie było wykańczające, nikt nie zdecydowałby się na podobne rozwiązanie. Przyznaję, że w bardziej upalne dni, podczas spacerów na basen było mi ciężko. Ale z dwóch względów. Po pierwsze jestem w ciąży i upały odczuwam ze zdwojoną siłą, szybciej się męczę i trudniej pokonywać mi wszelkie dystanse, a już tym bardziej takie bardziej strome. Po drugie, my ani razu nie skorzystaliśmy z udogodnienia, jakim jest darmowa kolejka na kempingu! Tak, na kempingu jest kolejka, która jeździ przez cały dzień na trasie całego obiektu. Góra, dół, dół, góra. Ja wyszłam z założenia, że ruch to zdrowie, a w moim obecnym stanie jestem ograniczana na każdym kroku, więc absolutnie wszędzie starałam się jak najwięcej chodzić, spacerować i nie pozwalać na rozleniwienie organizmu. O co na wakacjach nie trudno, nawet kiedy nie jesteś w ciąży ;)

My byliśmy z dziećmi w wieku od siedmiu do trzynastu lat i świetnie dawały sobie radę podczas pokonywania tych dystansów. Ale mniejsze dzieci, czy dorośli o słabszej kondycji, śmiało i bez przeszkód mogą korzystać z podwózki kolejką w dowolne miejsce na kempingu. Więc myślę, że ukształtowanie terenu nie jest tutaj żadną przeszkodą. Wręcz przeciwnie!

Dzięki temu, że kemping położony był na wzgórzach, pomiędzy drzewami, upały nie były aż tak odczuwalne. A bywały dni, kiedy mimo klimatyzacji w domkach, ciężko było wytrzymać. Zresztą, nikt nie jedzie na wakacje, żeby siedzieć całe dnie w domkach i chłodzić się klimatyzacją.


Bardzo często pytaliście mnie o atrakcje dla dzieci, wyposażenie domków i wyżywienie. Po tych sześciu zwiedzonych obiektach z Eurocampem, chyba śmiało mogę powiedzieć, że na większości kempingów wszystko wygląda bardzo podobnie. Domki są całkowicie wyposażone. Jest pościel- ale zabrać ze sobą musicie poszwy i ręczniki. Jeżeli lecicie jednak samolotem, za dodatkową opłatą możecie wypożyczyć na miejscu i pościel i ręczniki. W każdym domku jest łazienka z toaletą i w pełni wyposażona kuchnia. Czyli kuchenka gazowa na której przygotujecie każdy posiłek, garnki, talerze, sztućce, kubki, mikrofalówka. W większości domków jest też piekarnik a w niektórych standardach nawet zmywarka! Zazwyczaj jest też gazowy grill-ale to też musicie sprawdzić przed wyjazdem, bo nie na każdym kempingu podobno można rozpalać grilla. Chociaż nam się jeszcze taka sytuacja nie zdarzyła, a grill był zawsze na wyposażeniu domku. Jeżeli jedziecie na kemping z małymi dziećmi- koniecznie dajcie o tym znać przy rezerwacji. Wtedy obsługa postara się Wam zapewnić komfort w postaci łóżeczka turystycznego, wanienki czy innych gadżetów, które przy podróży z małymi dziećmi ułatwiają życie.

My podczas swoich podróży zawsze sami gotujemy większość posiłków. Czasem tylko na trasie zatrzymamy się na obiad w restauracji. Tutaj często też pytaliście- co ze sklepem i zaopatrzeniem, kiedy sami gotujemy? Na każdym kempingu znajdziecie sklepy i piekarnie, gdzie kupicie absolutnie wszystko, od spożywki, przez chemię, a nawet ubrania czy środki medyczne. Codziennie też, na miejscu wypiekane jest świeże pieczywo.

Czy ceny różnią się od tych z poza obiektów kempingu? Różnie. Czasem są to niewielkie różnice, a czasem lepiej wybrać się na większe zakupy do pobliskiego miasteczka. Nie martwcie się jednak, kiedy nie jesteście zmotoryzowani, bo zazwyczaj takie miasteczka od kempingów oddalone są maksymalnie dziesięć kilometrów, a z pod samego obiektu kursują autobusy. My zawsze jeździmy samochodem, co jest swojego rodzaju dodatkowym komfortem, i zaopatrzamy się w Lidlu, gdzie ceny są naprawdę bardzo przystępne a zatowarowanie zbliżone do naszego Polskiego.

Jeśli chodzi o opcję wyżywienia(również pojawiały się takie pytania), to na kempingu znajdziecie kilka restauracji, w których możecie stołować się każdego dnia. Kuchnia serwuje zazwyczaj dania regionalne ale także specjały Europejskie, które uwielbiają wszyscy i na całym świecie. Jest też możliwość wykupienia na miejscu śniadań w restauracjach-ale są to opcje dostępne głównie w sezonie i lepiej sprawdzić tą opcję przed wyjazdem, jeżeli na taką liczycie.

Jeśli chodzi o atrakcje dla dzieci( i dorosłych ;)) na kempingu Norcenni Girasole to muszę przyznać, że baseny były świetne. Bardzo podobało nam się rozdzielenie strefy dla mniejszych dzieci- z płytkimi brodzikami i atrakcjami wodnymi dla maluchów. Tą strefę ulokowano na górnej strefie basenowej. Bardzo duże brodziki z wodą sięgającą maksylanie łydek pozwalały na zwiększenie komfortu i bezpieczeństwa maluchów i rodziców. Oczami wyobraźni widziałam siebie w przyszłym roku, jak opalam się na brzegu, chłodząc delikatnie odnóża, a najmłodsza nasza latorośl beztrosko pluska w ciepłej wodzie. A właśnie!

Pytaliście też o temperaturę wody i czy baseny są podgrzewane. Nie spotkaliśmy się z taką opcją, ale czytałam że są kempingi gdzie tak właśnie jest. I jest to rozwiązanie świetne poza sezonem, kiedy temperatury są znacznie niższe i woda nie zdąży się odpowiednio nagrzać. Jednak my jeździmy na kempingi też poza wysokim sezonem-czyli początek czerwca i we wrześniu- i są to takie miesiące, kiedy zwłaszcza we Włoszech, Hiszpani , Grecji czy na Chorwacji jest jeszcze bardzo ciepło i nie ma obaw przed zbyt zimną wodą. No chyba, że traficie na kiepską pogodę. Przy płytkich dużych brodzikach, woda nagrzewa się dwa razu szybciej niż na głębszych basenach. Dlatego, nie ma obawy, że maluchy zmarzną. Woda chłodzi, ale nie wychładza dzieciaków. Dorośli mogą chłodzić się na licznych głębszych nieckach, gdzie woda faktycznie różnie się temperaturą. Ale jak się wiele razy przekonaliśmy, zazwyczaj to pierwsze wrażenie i szok. Kiedy zaczynasz pływać, woda jest idealna!

Dolny basen z głębszymi nieckami basenowymi.
Strefa relaksu dla dorosłych na górnym basenie.
Duży brodzik dla maluchów.

Jeśli chodzi o atrakcje, to muszę przyznać, ze te zadziwiają mnie za każdym razem i na każdym kroku, kiedy jesteśmy na którymś z kempingów. Przez cały dzień, głównie na basenach prowadzone są animacje i zajęcia. Zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Są zawody w których można wygrać jakieś małe, symboliczne nagrody i które sprawiają kupę frajdy i przy okazji śmiechu. Zwłaszcza, kiedy udział w takich zawodach bierze grupa ludzi, o totalnie różnych narodowościach, średnio znająca jakiś jeden wspólny język- i dogadują się w języku zabawy i na migi. Warto po prostu stać z boku i obserwować-rozrywka gwarantowana!

Codziennie na basenie można wziąć udział w wodnym fitnessie czy zajęciach ze spinningu. I te zajęcia sprawiały mi największą frajdę. No dobra, nie brałam w nich udziału ani razu. To były przecież wakacje, a ja miałam odpoczywać ;) Ale muszę przyznać, że animatorzy to dusza każdego takiego kempingu. Zazwyczaj są to bardzo młodzi ludzie, ze świetnym poczuciem humoru i podejściem zarówno do dzieci jak i dorosłych. Potrafili wciągnąć do zabawy czy ćwiczeń każdego, a dzieciaki wręcz się do nich garnęły. Chociaż widziałam kilka razy, że sami zachęcali te mniej śmiałe dzieci, odciążając na chwilę rodziców. Serio-jeżeli o atrakcje dla dzieci chodzi, to kempingi na których byliśmy z Eurocampem są sztosem. Nie ma opcji na nudę ani dla dzieci ani dla dorosłych. W dzień można było integrować się na basenach podczas różnych animacji. A wieczorami, urządzane były koncerty dla mniejszych na głównej scenie, gry i zabawy. A dla dorosłych dyskoteki i codzienne koncerty. Dla mniej imprezowych dostępne są cały czas korty i boiska do gry w piłkę. Można też skorzystać z parków linowych czy poszaleć na trampolinach(to za dodatkową opłatą)

Będąc na kempingu Norcenni Girasole warto wybrać się do Florencji, bo jest oddalona zaledwie 70 km. Ja niestety nie czułam się wtedy najlepiej i musiałam tą wycieczkę odpuścić. Bardzo żałuję, ale siła wyższa. Równie blisko jest Sienna- którą zjechaliśmy wzdłuż i wszerz, bo się zgubiliśmy…Po godzinie samochodowej wycieczki, uważam, że największy błąd jaki można popełnić będąc w pobliżu, to właśnie nie zwiedzić Sienny. Niestety i tutaj moje samopoczucie nie pozwalało na piesze zwiedzanie, ale Wam podpowiadam, że jest to miasteczko warte zobaczenia. Jedyna wycieczka, jak udała nam się z kempingu Norcenni Girasole to miasteczko Montepulciano. I bardzo Wam je polecam, jeżeli lubicie klimatyczne, typowo Włoskie miasteczka z pięknymi starymi kamienicami. Usytuowane jest na wzgórzu(jak większość okolicznych miasteczek) dzięki czemu można zachwycać się okolicznymi widokami pięknej Toskanii.

Drugim kempingiem, na którym się zatrzymaliśmy na naszych Toskańskich wakacjach był Park Albatros na wybrzeżu Włoch. Zupełnie inny od pierwszego kempingu. Tutaj czuć było taki bardzie „południowy” klimat, jakąś taką większą egzotykę. Sam park położony jest w pięknym piniowym lesie. Co już samo w sobie robi klimat. Jest duży i naprawdę naszpikowany atrakcjami. To podobno jeden z najlepszych Toskańskich kempingów. I robi wrażenie, muszę przyznać. A zachody słońca były tam najpiękniejsze!

Czym różnił się Camping Albatros od Norcenni Girasole? I wszystkim i…niczym. Bo podobnie jak na innych kempingach, cały obiekt jest stworzony z myślą o pełnym komforcie wczasowiczów. Przyjeżdżając na kemping macie się świetnie bawić, wypocząć i musicie mieć zapewnione na wyciągnięcie ręki wszelkie wygody. Czyli sklepy, pralnie, restauracje, bary, punkt apteczny, informacyjny a nawet kosmetyczka, fryzjer i siłownia. Takie udogodnienia są na większości kempingów i tak było i tutaj. Tak na dobrą sprawę, jeżeli się uprzecie, zupełnie nie musicie opuszczać granic ośrodka, nawet kiedy przyjedziecie na kemping z jedną walizką bez samochodu, ponieważ wszystko kupicie na miejscu.

Czym więc różniły się kempingi, na których wypoczywaliśmy w Toskanii? Głównie klimatem, jaki tworzył cały ośrodek. animacje nawet były podobne na obu, bo tworzył je team Human, ale jednak ludzie zupełnie różni i tworzący jakiś taki bardziej lokalny południowy klimat. Na Albatrosie miało się wrażenie, że jest się na prawdziwych wakacjach, gdzie od rana do nocy trwa jedna wielka impreza. Zdecydowanie atrakcje, imprezy były większe, głośniejsze i bardziej…no po prostu panował typowo imprezowy klimat.

Czy to dobrze czy źle? To kwestia bardzo indywidualna. Bardzo podobał mi się ten klimat, ale z racji mojej ciąży jednocześnie momentami przytłaczał i męczył. Mieliśmy domek przy centrum kempingu, gdzie było serce całego obiektu-więc od rana panował gwar, a wieczorami całe rodziny bawiły się do późnych godzin, co odrobinę przeszkadzało mi spać. Ale…z drugiej strony, kiedy nasze dzieciaki szły na plac zabaw, który również znajdował się obok-mieliśmy do nich dwa kroki i mogliśmy ich spokojnie puścić same. A w razie potrzeby kontroli mieliśmy dosłownie dwa kroki.

Kemping jest duży, i mimo że tutaj teren był całkowicie płaski i łatwiej było się po nim poruszać- to jednak odległości dla rodzin z dziećmi mogły męczyć. Ale i tutaj jako świetne rozwiązanie sprawdzała się kolejka, która również kursowała cały dzień i rozwoziła w każdy zakątek kempingu całe rodziny. A coś, co nie sprawdziłoby się na kempingu Girasole, tutaj było fajnym i wygodnym rozwiązaniem-czyli rowery, które ludzie ze sobą przywozili. My w tym roku ich nie wzięliśmy, bo ja nie czułam się na siłach. Ale tereny na Albatrosie i wokół były idealne do rodzinnych wycieczek rowerowych, bo było naprawdę sporo bezpiecznych ścieżek rowerowych. Jeżeli więc macie taką możliwość i jesteście fanami takiego spędzania wakacji-polecam Wam z całego serca zabrać ze sobą rowery.

Wracając jednak do rozmieszczenia domków i ewentualnych nocnych niedogonień. Kemping jest naprawdę ogromny, a domki Eurocampu rozmieszczone w różnych miejscach. Przy tych dalszych, wieczorami będzie znacznie ciszej. Chociaż umówmy się, życie na kempingu rządzi się swoimi prawami ;) Jeśli jednak jesteście z małymi dziećmi, które są wrażliwe na takie hałasy, rozważcie wybranie domku w dalszych częściach kempingu. Dotarcie na strefę basenową czy rekreacyjną ułatwi Wam wtedy kolejka.

I dochodzimy do tego co tygryski na wakacjach lubią najbardziej, czyli…baseny! Nie ukrywam, że kiedy wybieramy się na wakacje w lecie, dużą rolę odgrywa woda. Musi być w pobliżu morze, albo porządne baseny na obiekcie jaki wynajmujemy. Jestem foką, moje dziecko też i w upały nie wyobrażam sobie innego relaksu. Zresztą, nie znam dziecka, które nie kochałoby wody. Baseny załatwiają większą część wyjazdowych atrakcji dla dzieci. I największym problemem jest zazwyczaj-jak wyciągnąć dzieciaki z wody :) No i tutaj muszę przyznać, kempingi z Eurocampem, górują to właśnie, głównie ze względu na pewność fajnych basenowych atrakcji, parki zabaw i animacje dla dzieci, ciągle podróżujemy z Eurocampem. Po prostu mamy pewność i ten komfort, że nie będziemy musieli słuchać, tak bardzo znienawidzonego przez wszystkich rodziców „nudzi mi się”. A to chyba najgorsze, co może nas na wakacjach spotkać…

Na Albatrosie wszystkie baseny usytuowane były w jednym miejscu. Wszędzie były leżaki z parasolkami, więc spokojnie można było rozłożyć się i chillować przez cały dzień. Generalnie rozmieszczenie basenów było tak przemyślane, że kiedy Wasze dziecko bawiło się w wodzie, Wy spokojnie mogliście obserwować je z leżaka, bez względu na to gdzie siedzieliście. Na tym kempingu górowały trzy wielkie brodziki dla maluchów. Były naprawdę ogromne i kąpały się w nich całe rodziny. Dla starszych dzieci, czy do popływania dla dorosłych był tylko jeden basen o głębokości 130 cm. Ale tak wielki, że nie czuć było tłoku kiedy w największy upał chłodziło się w nim większość kempingu.

Jeżeli lubicie pływać, w ten sposób się relaksujecie lub praktykujecie aktywność fizyczną-codziennie rano, godzinę przed otwarciem kemping był dostępny tylko dla pływaczy. Ratownik pilnował, żeby ludzie pływali tylko w torach i wyrzucał z basenu osoby, które przyszły popluskać się nieświadomie, żeby nie przeszkadzały innym.

Pojawiały se pytania o morze i plażę. Przyznaję, że byliśmy na niej raptem dwa razy. I tylko żeby podziwiać zachód słońca. Woda w morzu była dość ciepła, zdecydowanie cieplejsza niż w Bałtyku. Ale zdarzały nam się cieplejsze wybrzeża podczas wakacji. Ktoś pisał o brudzie na plaży-zupełnie tego nie zauważyliśmy. No chyba, że komuś przeszkadza naturalny plankton i glony z morza, wtedy musi szukać plaż prywatnych, sprzątanych regularnie. Jedynym minusem tej plaży, jaki mnie uwierał był piasek. W zasadzie nie do końca był to piasek a taki bardzo drobny żwirek. Wygodnie się na nim siedziało, nie był problematyczny, ale jak wszedł, to już wszedł wszędzie, ciężko się było go pozbyć i posprzątać.

Plaża jest oddalona od kempingu jakieś 800 metrów. Większość trasy to chodnik i ścieżka rowerowa. Ostatnie metry(około 100-200) musicie pokonać piaszczystą ścieżką w lesie. Ale uważam, że nie są to jakieś wielkie odległości, a taki trasy pokonuje się bardzo przyjemnie spacerkiem.

Gdzie warto się wybrać będąc na kempingu Albatros? Podobnie jak z Norcenni Girasole z tego kemingu macie podobną odległość do Sienny. Więc i tutaj możecie rozważyć zwiedzenie jej. My jednak wybraliśmy się na termy, które zobaczyliśmy w internecie przed wyjazdem i które nas zauroczyły. Z kempingu do Saturnii-bo właśnie tam znajdują się termy jest jakieś 120 km. Czy warto? To było dla mnie ciekawe doświadczenie, bo nigdy nie byłam na takich gorących źródłach. Wybraliśmy trasę przez góry, więc widoki były cudne. Ale na pewno, środek lata, największy skwar i ciąża potęgująca wszelkie doznania- to nie jest najlepsza kombinacja ;) Było ładnie, przyznaję. Wprawdzie niecki i półki skalne nie były naturalne, a zrobione przez ludzi w celach zwiększenia atrakcyjności. Ale i tak robiły wrażenie. Nie żałuję, że zobaczyłam to zjawisko na żywo. W życiu nie widziałam nigdzie, tak naturalnie gorącej wody. Jednak gorący skwar, gorąco buchające od wody i potęgujące doznania, specyficzny zapach siarki(większość gorących źródeł taki zapach wydziela), sprawiły, ze wytrzymałam tam zaledwie pół godziny.

Dlatego, jeżeli chcecie się wybrać i zobaczyć na żywo to zjawisko, to myślę, że naprawdę warto. Ale w chłodniejszy dzień, żeby odczuć przyjemność przebywania w gorącym źródle, a podobno najlepiej wieczorem. Bo z tego co opowiadali lokalsi, wieczorami nie ma tłumów turystów. Przebywają tam tylko lokalni znawcy tego miejsca, którzy wiedzą że…termy są wieczorami oświetlone a w tle puszczana jest klimatyczna muzyka. Co jest doskonałą zapowiedzią na romantyczny wieczór we dwoje!

Jeżeli jesteście zmotoryzowani, to na pewno warto odwiedzić też pobliskie miasteczka. Są maleńkie, ale zupełnie różne i na pewno warte zobaczenia-jeżeli wolicie takie urokliwe mieściny od wielkich turystycznych atrakcji.

Jednak coś co zdecydowanie polecam Wam zobaczyć, i co uważam, że jest wręcz konieczne do odhaczenia, na liście miejsc które TRZEBA zobaczyć, to Piza. Zostawiliśmy ją na sam koniec, a właściwie na drogę powrotną. I niewiele brakowało, a odpuścilibyśmy ta trakcje. Byliśmy już zmęczeni po dwóch tygodniach poza domem, a przed nami było jeszcze 1500 km trasy do pokonania. I powiem Wam, że jak należę do osób, które uważają, że są takie miejsca, które naprawdę trzeba zobaczyć na własne oczy, tak ze względu na ciąże i dokuczające już zmęczenie, niewiele brakowało, że sama bym odpuściła. Ale zacisnęłam zęby i coś Wam powiem. Uważam, że żadne zdjęcie, żaden film nie oddadzą niesamowitości tego miejsca! To naprawdę trzeba zobaczyć na własne oczy.

Z racji tego, że do Pizy wstąpiliśmy w drodze powrotnej, byliśmy tam z samego rana, czyli koło godziny 8 rano. Jeżeli będziecie się wybierać na tą wycieczkę z kempingu Albatros, będziecie mieli do pokonania jakieś 80 km. I wierzcie mi lub nie-godzina ma tutaj wielkie znaczenie. Pod samą wieżą spędziliśmy może pół godziny, nie więcej, bo naprawdę nie mieliśmy czasu. Kiedy przyjechaliśmy na placu były pustki, stragany z pamiątkami dopiero zaczynały się rozkładać. Pół godziny później, mijaliśmy już tłumy!

Jeżeli marzy Wam się jakieś wymyślne zdjęcie, na którym podtrzymujecie wieżę, bez tłumów w tle- zrobicie je właśnie z samego rana. Ale uwaga! Wtedy należy uwzględnić jednak, że słońce pada na wieżę w ten sposób, że ładne zdjęcie jesteście w stanie zrobić tylko w pionie. Bo od tej, oświetlonej przez słońce, strony wieży więcej miejsca niestety nie ma. A przynajmniej nie tyle, żeby ująć i Was i całą krzywą wieżę. Z drugiej strony, wieże uchwycicie w poziomie dopiero przy zachodzie słońca. Ale wtedy musice liczyć się z tłumami w tle. No chyba, że jesteście fotografami, macie magiczne umiejętności i cudowne aparaty, to śmiało możecie poszydzić z mojej podpowiedzi dla laików ;)

To zdjęcie. zrobione od zachodu, jest całkiem spoko, ale sporo je rozjaśniłam i usunęłam cienie-tylko dlatego wieża jest dobrze widoczna. Na oryginale była bardzo ciemna i widać było tylko jej zarys.
A tym zdjęciem pochwaliłam się światu, że powiększy nam się rodzina! Zaraz wyląduje w ramce na ścianie jako jedna z najcudniejszych pamiątek.

Jeżeli zapytacie mnie, który z tych dwóch kempingów w Toskanii wybrać, to nie podpowiem Wam. Oba były zupełnie różne i oba jednocześnie fantastyczne i spełniające wszelkie udogodnienia i warunki atrakcyjnych dla rodzin z dziećmi. Norcenni Girasole jest zdecydowanie spokojniejszy i w klimacie Toskanii. Ale Albatros jest większy i z bardziej południowym klimatem. Wszystko zależy od Waszych preferencji i tego co bardzie lubicie. Jednak gdybym miała wrócić na któryś z kempingów(a staramy się nie jeździć dwa razy w to samo miejsce, bo tyle jest cudownych jeszcze miejsc do zobaczenia!) to moim numerem jeden będzie El Delfin Verde w Hiszanii, a zaraz po nim Park Albatros właśnie.

Jeżeli macie jakieś pytania odnośnie wakacji z Eurocampem, albo kempingów na których byliśmy-śmiało pytajcie. Jeżeli nie będę znała odpowiedzi, ekipa Eurocampu na pewno pomoże odpowiedzieć.

A na koniec zostawiam Wam klasycznie, nasze wakacyjne wspomnienia w formie video :)