Gdybym poznała tą informacje trochę wcześniej, być może moje małżeństwo nie zawisło by na włosku. A tak…Dzisiaj jestem strzępkiem nerwów, chodzącą rozpaczą i poważnie zastanawiam się nad rozwodem. Bo ileż można? Musicie wiedzieć, że nie jest mi łatwo o tym pisać, ale…chcę Was przestrzec. Może nie popełnicie naszego błędu. Rozwód.

rozwód

Rozwód

Zaczyna się bardzo niewinnie i ciężko dostrzec symptomy. Jesteście szczęśliwym małżeństwem. Kochacie się i zupełnie nic, ale to nic nie zapowiada nadchodzącego dramatu. No bo kto, powiedzcie mi kto mógłby się spodziewać, że wiszą nad Wami ciemne chmury nieszczęścia, kiedy wydaje Wam się, że znacie się jak łyse konie, kochacie się, szanujecie, rozumiecie się bez słów! Miłość to z Was kipi i wylewa się uszami, znajomych i rodzinę mdli na widok Waszych czułości na każdym kroku.

A jednak. Najciemniej to zawsze jest pod latarnią-jak mawia dawne przysłowie…

Bo to jest tak, że jak jest dobrze, to w każdej kobiecie usypia się instynkt samozachowawczy. Gdzieś tam w głębokiej szufladzie, w swojej głowie, chowa się to, o czym kobieta powinna pamiętać zawsze. Absolutnie zawsze!

Czujność.

Nigdy nie powinnyśmy zapominać o tym, że miłość miłością, ale czujności nigdy za wiele. Kiedyś tak powtarzały mi koleżanki, a ja głupia, zaślepiona swoim uczuciem śmiałam się i ignorowałam ostrzeżenia. Dzisiaj bije się w pierś. I dzisiaj to ja ostrzegam Was.

Bo zaczyna się od jednej głupiej myśli. Twojej, jego, nie ważne.

Komuś z Was, nagle do głowy wpada genialny pomysł. Że a może by tak, że może czas na zmiany.

Że jest fajnie, miło i sympatycznie, ale… może by tak w życiu zaszaleć?

Może by tak wprowadzić coś nowego.

Odrobinę tylko tak dla urozmaicenia nudnego życia.

Że może by tak tylko troszkę odmienić Wasze życie.

I wystarczy tylko słowo. Jej lub jego i machina rusza…

Wystarczy, że kobiecie szepniesz na ucho:

Kochanie, a może byśmy tak zrobili mały remont?

I jak świat światem, to każda kobieta kocha remontować, odnawiać, wprowadzać zmiany w swoim domu, mieszkaniu, ukochanym gniazdku. Jedno słowo i już na zawsze może zmienić się Wasze życie.

Bo w sumie to potrzebujesz tylko biurka do pracy. Wstawisz je w salonie i tyle, więcej nie trzeba. No dobra, możeby tak jeszcze ściany odświeżyć. Może na biało myślisz sobie, ale on koniecznie chce na czarno. No heloł? Odbiło mu?!

Ale to dopiero początek, zupełnie nie spodziewasz się co nastąpi za chwilę, kiedy stwierdzisz, że wstawiając biurko do salonu, będzie się gryzło z resztą mebli. On stwierdza, że faktycznie zrobi się graciarnia, meble mają już swoje lata, nie są modne więc, wpadacie na genialny pomysł wyremontowania CAŁEGO pokoju.

Zaczyna się od tapety, bo stwierdzasz, że w nowym wystroju zupełnie nie będzie pasowała. Więc jest mała awantura-która powinna dać Ci już do myślenia-że jak ją kładliście, tą tapetę w sensie, to on Cie ostrzegał, że zaraz Ci się znudzi i sama se będziesz ja zrywać. Spoko luz. Na szczęście ktoś genialny wymyślił preparat do rozpuszczania kleju do tapet i to akurat zajmuje Ci raptem pół godzinki.

Ale później zaczynają się schody bo trzeba wybrać meble. Ich rodzaj, rozmiar, wybrać metodę funkcjonalności, kolor, to z czego będą zrobione, jak będą stały, dodatki-które dla niego oczywiście są zbędną cepelią i tak się zaczyna największa rozróba w Waszym związku.

Jeszcze dobrze pędzla do ściany nie przyłożycie, a Ty masz ochotę pieprznąć wszystkim w cholerę, krzyknąć „sama sobie to zrobię” i pogonić dziada z babą w siną dal.

Patrzysz na ten rozpierdol wściekła, w oparach taktycznej ciszy w Waszym  związku i zastanawiasz się na cholerę Ci to było.

Nie. Nie Twoje małżeństwo.

Ale ten cały pieprzony remont.

Tak więc, ostrzegam Was drogie koleżanki i koledzy. Jeżeli chcecie nadal być szczęśliwi. Jeżeli nie chcecie zastanawiać się czy Wasze małżeństwo to przetrwa i kiedy nastąpi jego koniec.

Pod żadnym pozorem nie róbcie remontu.

W końcu nie od dzisiaj  wiadomo, że remont to jedna wielka próba związku i cierpliwości dwojga ludzi.

To by się zgadzało. Potwierdzam. Było ciężko, ale…przetrwaliśmy i skoro remont już skończony, to chyba mogę uznać, że najgorsze już za nami i rozwód nam nie grozi ? ;)