Faceci dzielą się na tych, którzy są romantyczni i bez skrępowania okazują miłość swojej kobiecie. I na tych którzy może i by chcieli romantyczni być, ale przecież romantyzm jest słaby bo jest dla mięczaków! A po za tym to milion wymówek, żeby się wykręcić od miłego, najmniejszego gestu.

Romantyzm jest dla słabych facetów

Za każdym razem kiedy z jakąś koleżanką rozmawiam na temat romantyzmu ich facetów, dochodzimy do podobnych wniosków. Żaden, ale to absolutnie żaden, nie przyzna się oficjalnie, że jest z natury romantykiem. Że lubi zabiegać o swoją kobietę, sprawiać jej przyjemność małymi bądź większymi gestami. Mimo, co zaskakujące, ich zachowanie kompletnie przeczy ich wypieraniu się prawdziwej natury! Mówi jedno, robi drugie- prawie jak typowa kobieta. Zaczęłam się zastanawiać co jest grane i w końcu, pewnego dnia nie wytrzymałam i zapytałam jednego z kolegów, który uchodzi za typowego twardziela o co w tym wszystkim chodzi. I wiecie co mi powiedział?

Ale jak Ty sobie to wyobrażasz? Przecież romantyzm jest dla słabych facetów, a Wy kobiety chcecie, potrzebujecie silnych mężczyzn! Przecież na każdym kroku to podkreślacie. Że facet w rurkach to cipeusz, że chłop ma być chłop. Masz móc na nim polegać, ma Ciebie obronić, chronić. Zresztą co by kumple powiedzieli, gdybym pół dnia przy garach stał szykując romantyczną kolację przy świecach, albo całe tygodnie w konspiracji planował wyjazd dla dwojga. Hanek, zejdź na ziemię, facet ma być facet i same tego chciałyście!

Opadła mi kopara. Że niby my same? Że my nie potrzebujemy, że nie chcemy miłych gestów. I co to w ogóle za teoria o całodniowym staniu przy garach i wielkich przedsięwzięciach z wyjazdami?! Że to już jak coś romantycznego to od razu wielkie rzeczy, wielkie gesty? Heloł!

To był moment, kiedy uświadomiłam sobie jedną rzecz. To, że my potrzebujemy silnych mężczyzn, na których zawsze możemy liczyć jest faktem. Ale ten fakt stał się doskonałą wymówką dla tych facetów! Przecież łatwiej jest zgrywać twardziela przed kumplami, niż wysilić się na odrobinę kreatywności i sprawić przyjemność swojej kobiecie…

A przecież to nie musi tak być! Jedno drugiego nie wyklucza, a my kobiety nie potrzebujemy wielkich czynów!

Mam wrażenie, że faceci kompletnie nie rozumieją czego od nich oczekujemy. Ja wiem. Że oni tak już są skonstruowani, że potrzebują jasnych komunikatów, prostych sformułowań. Musisz powiedzieć koleś, zrób to i to, tego i tego robić Ci nie wolno. Jedzie do sklepu, robisz listę zakupów, i nic po za tą listą nie kupi(chociaż tę umiejętność chciałabym akurat posiadać :P ), mówisz żeby wyjął pranie z pralki, to je wyjmie, ale już nie powiesi, bo przecież takiego komunikatu nie było. Mówisz, wymyśl coś na obiad, wracasz z pracy a on Ci mówi, że wymyślił dzisiaj na obiad kaczkę po pekińsku. Ale zakupów już nie zrobił, obiadu nie ugotował, bo przecież o to już go nie prosiłaś. Tacy są właśnie faceci. I ja tutaj nie chcę wszystkich wkładać do jednej szufladki, bo i mojemu się zdarzy niesamowicie mnie zaskoczyć i bez moich próśb chwycić za odkurzacz a zmywarkę to sam z siebie napełnia, podobnie z pralką. Tylko z pralką akurat to my mamy jeden problem. Bo mój mąż pralkę włączy, ale zapomni mi o tym powiedzieć(mamy zabudowaną) i ja się o tym praniu dowiaduje dwa dni później, jak sama chce wstawić jakieś pranie i otwieram pralkę…Ale my nie o tym. Wiem, że są faceci którym nie trzeba mówić. A przynajmniej nie wszystko. Wiem.

Ale jeśli o nasze oczekiwania względem miłych gestów chodzi, to mamy zgryz. My chcemy żeby oni się domyślili, a oni przecież nie czytają nam w myślach! No i. Nie można kogoś nauczyć bycia romantycznym! Można za to wytłumaczyć, że romantyzm to nie tylko wycieczki na Bora Bora, kiedy ona się tego kompletnie nie spodziewa. To nie tylko kolacja w najdroższej restauracji w mieście, wyjazd do SPA, czy bukiet z tysiąca róż.

Romantyzm to poranna kawa przyniesiona przez niego do łóżka i pobudka słodkim buziakiem w czoło. To polne kwiaty zerwane na spacerze, albo ukradzione nocą z ogródka sąsiada. To wspólne oglądanie spadających gwiazd w sierpniu, albo zachodów słońca późnym latem. To drobne upominki, niekoniecznie te najdroższe- jak ulubione czekoladki, czy jej ukochany zapach, który właśnie się skończył. To trzymanie jej za rękę, kiedy jedziecie samochodem i wycieczka rowerowa za miasto. To kupienie ulubionego pudełka lodów, kiedy ma zły humor. Albo coś co rozbraja każdą kobietę na świecie, zwykłe- kochanie poleż sobie, odpocznij, ja posprzątam i zajmę się dziećmi. Tak niewiele, a tak wiele.

I wiecie co odpowiedziałam mojemu kumplowi?

Słuchaj, ale my kobiety, nie chcemy zmuszać Was do rzeczy wielkich. My chciałybyśmy uświadomić Was, że bycie romantykiem nie wymaga od Was wielkich poświęceń i nie przekreślania natury twardziela. Paradoksalnie, dla nas kobiet, większym twardzielem będzie facet, który troszczy się o swoją kobietę  każdego dnia, dotyka jej policzka kiedy śpi, przynosi ciepłą herbatę i aspirynę, kiedy widzi, że dopada ją przeziębienie, niż taki macho co to palcem nie kiwnie, żeby kumple przypadkiem się nie śmiali. Wiesz, żeby być prawdziwym facetem, trzeba mieć jaja i odwagę, żeby olać to, że kumple mogą się z Ciebie śmiać.

Powiedziała kobieta, która każdego ranka witana jest kawą do łóżka, zapomina o lekach podczas swojej choroby, bo wie, że on będzie o nich pamiętał i od swojego faceta oczekuje jedynie tego, żeby był. Zawsze. Chociaż lody i czekoladę też chętnie przyjmę ;)