Najmodniejszy deser, albo jak kto woli śniadaniowa propozycja sezonu. I ja uległam modzie i spróbowałam, czy tak zachwycają się wszyscy dookoła. Przyznam się Wam, że moje pierwsze podejście do chia nie było wcale udane…

Nasiona chia to nic innego jak nasiona szałwii hiszpańskiej. Są bardzo cenione, ze względu na swoje wartości odżywcze, w zasadzie wielkim skrócie po za bardzo dużą zawartością kwasów omega3, potrzebnych naszemu organizmowi-nasiona chia są samym dobrem dla naszego organizmu. Zawierają 20% białka, 34% tłuszczu, 25% błonnika pokarmowego do tego sporo przeciwultaniaczy. Dlatego warto wprowadzić nasiona do swojej diety. I dlatego właśnie postanowiłam spróbować i ja. Moda modą, ale jak coś nie ma w sobie dodatkowych, prozdrowotnych wartości, to ja niekoniecznie chcę tej modzie ulegać ;)

Małe opakowanie około 250g nasion kosztuje około 9 zł. To dość sporo, jednak do przyrządzenia jednej porcji deseru potrzebujecie łyżkę, może dwie. Więc nasiona są bardzo wydajne. Nasiona najlepiej spożywać po całonocnym namoczeniu. Możecie je zalać ulubionym jogurtem greckim, naturalnym, albo smakowym. Możecie połączyć je z mlekiem kokosowym, migdałowym albo zwykłym. Śmiało odrobinę możecie dodać do smoothie, wody na trening albo innego napoju, zwiększając ich wartość odżywczą. Jednak mam też przepis na szybszą wersję, bez całonocnego moczenia.

Jak już wspomniałam, moje pierwsze spotkanie z chia nie było udane. Wymyśliłam sobie bardzo egzotyczną wersję, która zupełnie mi nie podeszła. Nasiona połączyłam z mleczkiem kokosowym i zaserwowałam sobie z musem z mango. O ile mus jeszcze, był całkiem spoko, o tyle nasiona które mają delikatny metaliczny posmak, w połączeniu z mleczkiem kokosowym to dla mnie niewypał. Tak naprawdę było to kilka miesięcy temu, a ja byłam przekonana, że cała reszta nasion z opakowania, które wtedy kupiłam, pójdzie…no. Do kosza pójdzie. Aż do naszego wypadu do Bacówka Radawa SPA, gdzie na śniadanie serwowano właśnie pudding z nasion i musem malinowo-truskawkowym. Pomyślałam, że dam nasionom chia jeszcze jedną szansę i to było to!

Wersja którą dla Was dzisiaj przygotowałam była totalną improwizacją. Troszkę chciałam odtworzyć smak z Bacówki, ale pod rękę wpadła mi biała czekolada, którą kupiłam do mojego kolejnego przepisu musu z białej i ciemnej czekolady. Podczas gotowania puddingu wrzuciłam kilka kostek do garnka i wpadłam w kulinarną rozkosz.

Pudding z nasion chia i białej czekolady z musem truskawkowym:

  • 3 łyżki nasion chia
  • szklanka dowolnego  mleka
  • kilka kostek białej czekolady
  • truskawki
  • opcjonalnie cukier puder

Nasiona wrzucamy do garnuszka i zalewamy mlekiem. Gotujemy kilka minut na małym ogniu. Podczas gotowania zaczną wchłaniać mleko. Pudding ma być gęsty jak budyń, ale nie może „stawać” w nim łyżka. W razie gdyby był za gęsty, należy dodać odrobinę mleka. Kiedy pudding będzie gotowy, wrzuć kilka kostek czekolady i mieszaj do jej rozpuszczenia. Truskawki zblenduj na gładki mus, gdyby były zbyt kwaśne, możesz dosłodzić cukrem pudrem albo miodem. Ja użyłam do tego kielicha blendującego z robota który obecnie testuję Kenwood Titanium Chef XL KVL8470S, nie tylko idealanie zmiksował truskawki, że nie było czuć nasionek, ale też delikatnie go spienił na delikatny mus.

Pudding chia idealnie smakuje zarówno na ciepło jak i na zimno. Ja chyba nawet wolę ciepłą wersję. Możecie spakować go do słoiczka i zabrać na piknik albo do pracy. W tym przepisie użyła zwykłego mleka 3,2% i chyba już więcej nie będę kombinowała z tym przepisem. Chociaż kusi mnie mleko migdałowe. Wy możecie dodać dowolne mleko i podobnie możecie bawić się z musem. Zblendujcie ulubione owoce, będzie pysznie! Ja już nie mogę doczekać się, kiedy dojrzeją borówki w moim ogrodzie, wtedy dopiero, mam wrażenie nasiona stworzę idealne połączenie nasion chia z ulubionymi owocami ;)