Nie ważne czy duży czy mały. Z każdym facetem jest zawsze ten sam problem. Nie tylko ciężko ubrać, szybko niszczy ubrania, bo robocze i wyjściowe to jedno i to samo. Największy problem jest w tym, że faceci nienawidzą zakupów! I to bez względu na wiek.

Mam takie małe marzenie. Bardzo chciałabym mieć córkę. Chodziłybyśmy razem na zakupy i długie godziny w przymierzalniach spędzałybyśmy na mierzeniu tych wszystkich falbanek, tiulów i innych różowych cudowności. Moja córka byłaby małą modnisią i uwielbiałaby się przebierać, stroić i pięknie wyglądać.

Póki co córki się nie dorobiłam. Mam za to syna. A w zasadzie, mam w domu dwóch typowych chłopaków. Którzy totalnie olewają modowe trendy, średnio rozróżniają ciuchy robocze od tych które odkładam im na większe wyjścia albo do szkoły. Mój syn w zasadzie ma jeden system wybierania ciuchów-najlepsze są te, które miał poprzedniego dnia, bo pamięta, że były wygodne. Wiecie już, że należy do tych dzieci, które wszystko ciśnie, gniecie, gryzie i poranne wyjścia to nasz mały rytuał, w którym Młody z uwielbieniem doprowadza swoją rodzicielkę do nadciśnienia. Przyjęłam więc system, że do szkoły ciuchy wybieram mu ja, a później niech się dzieje co chce.

Kiedy mój syn był mniejszy, ciuchy kupowałam mu „na oko” . I przyznam się Wam, że to był mój ulubiony okres zakupowy od kiedy zostałam mamą. Wyrywałam się wtedy z domu na kilka godzin na samotny szoping. Tak, tak-kilka godzin i nie do końca była to ucieczka od pieluch do ludzi. Bo umówmy się z chłopakami jest jeszcze jeden problem- ciężko jest kupić fajne ciuchy w przyzwoitej cenie. Wiadomo jak dzieci szybko rosną, więc spore inwestycje w ich garderobę mijają się z celem. A jeśli w domu macie jeszcze mistrza zdzierania kolan i dziurawych skarpetek, jakim jest mój syn, to już w ogóle zakupy dla takiego osobnika, to wyższa szkoła jazdy! Jednak mimo wszystko to był taki okres, kiedy jeszcze sama na spokojnie mogłam coś kupić, Młody nie kręcił nosem, że brzydkie, czy nie taki kolor, albo że gniecie. I jakoś ten wybór fajniejszych ciuchów na takiego gagatka był znacznie większy.

Ale te czasy minęły. Synu mi urósł, szafa z pękającej w szwach, nagle zmieniła się w szafę minimalistyczną a ja nie mam dziecka w co ubrać bo w nic się z zeszłego roku już nie mieści. I teoretycznie, to każda z Was sobie teraz myśli-idź do sklepu i kup. I ja z wielką chęcią. Serio. Chciałabym wsadzić Młodego do samochodu i zabrać go na wypasione zakupy, gdzie będzie mierzył, przebierał, wybierał. Bo sama niestety mam już nieudane zakupy w tym sezonie, podczas których kupiłam dwie pary za ciasnych spodenek, które nie tylko okazały się zbyt małe, ale przy okazji miały „nie chłopacki” wzór. Jednak mój syn, jak i jego ojciec nie lubi zakupów!

Jak wyglądają zakupy ze znudzonym małolatem wie każda mama. A ja przyznaję się bez bicia masochistką nie jestem. Dlatego znalazłam idealne rozwiązanie z tej patowej sytuacji. No bo same zobaczcie-do sklepu nie pójdziemy nie nie lubimy, sama nie kupię, bo Młody musi przymierzyć, a dziecko nie ma w czym chodzić. I bądź tu matko mądra! Ale, ale, my matki jesteśmy znane ze sprytnych rozwiązań i zawsze znajdujemy rozwiązanie z nawet najcięższych sytuacji.

I teraz wyobraźcie sobie- ja i moje dziecko na spokojnie robimy zakupy. W domu. Bez marudzenia, w komfortowych warunkach, bez kręcenia nosem. Razem wybieramy i tworzymy outfity i od jakiegoś czasu to jest bardzo przyjemne. Tak. Zakupy z moim synem, zarówno dla mnie jak i dla niego stały się przyjemne, a to wszystko za sprawą Zalando. Możesz robić zakupy z kanapy albo w grodzie-bo Zalando ma też aplikację mobilna, którą możesz zainstalować w telefonie. Robisz zakupy, wysyłają Ci je do domu. W domu na spokojnie robisz przymiarki i jeżeli coś Ci nie pasuje, jest za małe, lub za duże odsyłasz bez problemu, a koszty wysyłki pokrywa Zalando.

I ja Wam powiem, że nie wiem kto to wymyślił, ale to musiała być kobieta. Ba! To musiała być matka. Ten komfort zakupów. Ten spokój i wreszcie szoping bez nerwów i poganiających mnie chłopaków. CUDOWNIE. Mało tego, kiedy jestem w sklepie zawsze dostaje oczopląsu, nie potrafię się skupić na tym po co przyszłam i nigdy nie pamiętam o tym, co może się jeszcze przydać. Wyszukując na stronie sklepu na przykład spodenki, po kliknięciu w konkretny model, aplikacja podpowiada nam co jeszcze może nam się przydać, albo z czym fajnie zestawić konkretną rzecz.

Ale nie zapominajmy o tym, że szoping jest udany tylko wtedy, kiedy spełnia trzy podstawowe warunki. Po pierwsze ma być ładnie. Nie oszukujmy się, każdy z nas chce ładnie wyglądać, a każda matka, nawet jak jej syn o wygląd średnio dba, mimo wszystko stara się by wyglądał cool.

Po drugie, ma być wygodnie i funkcjonalnie! Najgorsze co może się zdarzyć w moim domu, to niewygodne ciuchy które uwierają Młodego, a dowody na takie sytuacje, możecie niemalże każdego dnia czytać na moim Facebookowym profilu. Ile razy spóźniliśmy się do szkoły bo skarpetki gniotły albo miały zły kolor, wiem tylko ja. I Wy rzecz jasna ;)

Po trzecie, te zakupy nie mogą kosztować mnie miliony monet! I dlatego kocham Zalando. Zwłaszcza ZALANDO dla dzieci. Wysyłka gratis, przymiarki w domu, promocji bez liku dla każdego i setki stron z propozycjami na każdą kieszeń i dla każdego małego marudera. Zresztą zobaczcie sami.

Koszulka | Buty | Czapeczka | Bluza | Spodenki

Kurtka | Spodnie | Buty | Koszulka | Plecak

Sandały | Koszulka | Spodnie | Kapelusz

Koszulka | Spodenki | Buty | Czapka | Skarpetki

Jest też jeszcze jedna opcja, odpowiednia na tę porę roku. Nożyczki stare spodnie. Zawsze możecie długie, przetarte na kolanach spodnie skrócić na spodenki. Ale to na pewno nie jest rozwiązanie dla nas. Młodemu się tak ostatnio szybko rośnie, że przetarte kolana i krótkie nogawki to pikuś. On się zwyczajnie nie dopina w pasie, a mojego ciążowego sposobu z gumką na guziku raczej nie będę mu serwowała, bo „mamo to obciach”.

I teraz ja Was ostrzegam, jeżeli macie córkę, albo jakiegoś małego strojnisia, który z wielką przyjemnością robi z Wami zakupy, to błagam darujcie mi te katusze. Bo ja ciągle się łudzę, że mojemu dziecko się jeszcze odmieni. Że pewnego dnia, będzie moim kompanem w galeriach podczas szaleństw wyprzedaży. Że będzie mi doradzał, że sam będzie z chęcią mierzył. No cóż. Marzenia trzeba mieć ;)