Wstrzymywałam się od komentarza w tej sprawie, ale chyba dłużej nie chcę. To, że Filip Chajzer robi dużo dobrego swoją działalnością w internecie, nie daje mu przyzwolenia na podwójną moralność.
Człowiek, który walczy z hejtem w internecie i nie tylko-nie może zasłaniać się tą walką, wystawiając na publiczny lincz kogoś, kto go krytykuje i nasyłać na tą osobę swoich obserwatorów, żeby…ją hejtowali.
Bo uwaga, tutaj kolejna zasłona dymna-zrobił coś nie tak, zabrakło mu samokrytyki,pokory. Nie potrafi posypać głowy popiołem, przyznać się do błędu i przeprosić.
 
Tutaj od samego początku zawaliła produkcja programu Azja Ekspres, w której zabrakło autorefleksji, nad odbiorem zadania jakie wymyślili. Bo to, że puścili ten odcinek w świat, ten sam w którym uczestnicy napadali na obce osoby na ulicy i molestowali je całując- to już kolejne wielkie zdziwienie, nad brakiem refleksji nad odbiorem przez społeczeństwo.
 
To nie było ani śmieszne, ani rozrywkowe w żaden znany mi sposób.
 
W żaden.
 
I kiedy słyszę obrońców Filipa, który zupełnie zdaje się nie rozumieć, o co ludziom chodzi, i broni się tym, że przecież to był tylko całus, a tak w ogóle to było zadanie dla wszystkich uczestników, a obrywa się tylko jemu, więc ma prawo się bronić. No to się coś we mnie gotuje.
 
Bo fakt. Oberwało się tylko jemu. Ale może nie bez przyczyny? Może właśnie dlatego, że kreuje się na takiego empatycznego człowieka, który co nieco tego świata i historii ludzi liznął i z założenia wie co jest dobre a co złe?
 
Może właśnie dlatego, że jako jeden z niewielu w programie, jako że mocno działa w internecie i promuje słuszne idee, jest bardzo blisko ludzi i powinien rozumieć, co promuje i dlaczego tak ważne jest utożsamianie się z ideami o których tak głośno się mówi?
 
Ja absolutnie nie zamierzam ujmować temu, co ten człowiek robi dla ludzi. Wielki szacun, za setki zebranych tysięcy na domy samotnych matek, chore dzieci, bezdomnych, ja nie zebrałam pewnie nigdy nawet procenta tego co on.
 
Ale ja, w przeciwieństwie do niego, rozumiem czym jest molestwanie. Rozumiem, że to działanie o podtekście seksualnym, które odbywa się bez zgody jednej z osób. Rozumiem doskonale, bo kila razy tego doświadczyłam…
 
Raz, w towarzystwie koleżanki. Pamiętam to jak dzisiaj. Miałam kilkanaście lat, nie więcej. To się działo pod odsłoną białego dnia i świadków z ulicy, przechodziłyśmy przez światła. To działo się szybko. Widziałam go, szedł z naprzeciwka. Przyatakował mnie dokładnie jak Filip swoje „ofiary” w Peru.
Z zaskoczenia.
Bez pytania.
Nagle na swoim kroczu, poczułam jak zaciska się jego ręka…
 
Nawet nie widziałam jak to się stało. Jeszcze kilkanaście minut później zastanawiałam się jak mogłam nie zauważyć i jak mogłam się nie obronić.
 
Do dzisiaj na samą myśl robi mi się niedobrze. Przechodzi mnie dreszcz i czuję to co czułam wtedy…
 
OBRZYDZENIE I UPOKORZENIE!!!
 
Wiecie co zrobiła moja koleżanka? Śmiała się do rozpuku! Tak jak połowa fanów Filipa. Nie widziała w tym incydencie nic zdrożnego. Przecież nie zrobił mi nic złego. Przecież mnie nie skrzywdził, nie zranił…
 
Że to zupełnie inna sytuacja? Że nie czujecie tego? Zupełnie się Wam nie dziwię. W końcu to nie Was ktoś napadł na środku ulicy, obmacał w jednoznaczny i bardzo dotkliwy sposób, przekazał bakterie całując w usta, mimo, że tego nie chcieliście.
 
Nie Wy poczuliście ten wstyd, upokorzenie, wściekłość i bezradność.
 
To może w takim razie inaczej.
 
Zanim kolejny raz powiecie, że nic się nie stało, że to nadal było zabawne, niewinne i o co tyle szumu, zadajcie sobie jedno pytanie. I odpowiedzcie tak szczerze:
 
Co byś zrobił, co byś zrobiła, gdyby tą napadniętą na środku ulicy kobietą, której naruszono nietykalność cielesną i bez jej zgody doprowadzono do pewnych czynności o znamionach seksualnych-była Twoja siostra, żoną, córka?
 
Z ta refleksją Was zostawię.