Znam różne teorie wychowywania dzieci, kiedy ja byłam mała, panowała moda na „dzieci i ryby głosu nie mają”. Dziecko miało słuchać i być posłuszne. Wtedy często mi się to nie podobało, ale mała byłam, to co ja mogłam wiedzieć o życiu. Teraz jestem trochę większa i mam własne dziecko. I jeszcze do niedawna miałam ten właśnie problem- moje dziecko mnie nie słucha!

Moje dziecko mnie nie słucha

Moje dziecko mnie nie słucha!

To jest trochę tak, że wychowywania dziecka uczysz się na własnych błędach.  Że generalnie, wszelkie teorie, przeczytane książki, rady wszystkich mam i babć to swoją drogą, sobie bocznymi torami lecą, a praktyka której doświadczasz w życiu to zupełnie inna bajka jest. Mi na przykład wydawało się jeszcze do niedawna, że dziecko powinno bezwarunkowo, w każdej sytuacji słuchać rodzica. I nie chcę tutaj podważać autorytetu jakim jest rodzic sam w sobie- mentor, ktoś kto prowadzi przez życie przez te pierwsze lata, uczy, pokazuje świat, wpaja pewne zasady. Bo to wszystko jest bardzo ważne. Jednak ważniejsze jest w jaki sposób tą całą mądrość dziecku podamy.

Bardzo często, spotykam się z komentarzami, że dziecko to powinno, tamtego nie może, a zachowywać to się musi tak i tak, bo moje dziecko… Tyle tylko, że każde dziecko jest inne i od tego powinniśmy zacząć. Nie można do każdego człowieka podchodzić przez jeden szablon. Bo jeden obrazi się, kiedy powiesz mu, że chyba odrobinę się zaokrąglił, drugi nawet nie zauważy aluzji i totalnie ją zleje, a trzeci obróci w żart i powie Ci, że zwiększa powierzchnię użytkową do kochania. Podobnie jest z dziećmi, każde dziecko ma inny poziom percepcji i w różny sposób należy do każdego dziecka podchodzić. Ale to nie wszystko.

Mam dość rezolutne dziecko, na tyle, że szybko wyłapuje pewne schematy, sytuacje, co później sprytnie potrafi wykorzystywać dla własnych celów. Jest też bardzo uparty, stawianie na swoim to jego życiowe hobby, a dodatkowo do wszystkiego musi dojść sam. Są takie sytuacje, że tłukę do głowy upartemu osiołkowi, że na przykład nowe dwie pary dresów, są takie same, jak te stare, ulubione ale już podarte. Nie i koniec. Nie założy. Po tygodniu, dwie nowe pary dresów stają się ulubionymi, a innych na tyłek nie założy. Albo wczoraj. Nie będzie jadł obiadu, bo nie, bo nie lubi tego co zrobiłam, a w ogóle to nie jest głodny i już. I nie przegadasz, że przecież zrobiłaś jego ulubione mięsko, tylko kolor sosu jest trochę inny. Pół godziny później, Twoje dziecko zjada wszystko mlaskając i prosi o dokładkę. A wszystko to, samemu, małymi kroczkami, kiedy wydaje mu się, że to jego niezależne decyzje i do niczego go nie zmusiłam.

Takie sytuacje na co dzień potrafią zdezorganizować mi życie, wyprowadzić osiemnaście razy z równowagi, i jeszcze do niedawna miałam początki załamania nerwowego i wyrzuty sumienia, z powodu tego, jak bardzo kiepską matką jestem. I wtedy stało się coś, co wprawiło mnie w osłupienie. Mój syn pewnego dnia, podczas kolejnej awantury, kiedy chciałam zmusić go do czegoś, na co zwyczajnie nie miał ochoty zapytał:

Mamuś, ale dlaczego Ty mnie nie słuchasz? Prosisz mnie, żebym ja Ciebie słuchał, żebym robił to czego Ty chcesz, ale sama mnie słuchasz. I nie chcesz wiedzieć czego chce ja!

Ręce mi opadły do samej podłogi. Moje sześcioletnie dziecko, właśnie wyłożyło mi podstawy wychowania dzieci. Mi-swojej matce. A przecież to co powiedział, było takie oczywiste! Jak można wymagać od kogoś żeby Cie słuchał, skoro Ty tego kogoś nie chcesz słuchać?! Proste i logiczne!

Ile razy olewałaś kogoś, kto mówił tylko o sobie, kto w nosie miał innych, kto nie potrafił słuchać Ciebie? Czy jesteś w stanie dogadać się z kimś kto nigdy nikogo nie słucha i wszystko wie najlepiej? Kto jest najmądrzejszy i kogo nie interesują potrzeby drugiej osoby. Kto ciągle narzuca swoją wolę, wbrew woli innych? No właśnie.

To był moment, kiedy zaczęłam mocno wsłuchiwać się w swoje dziecko i zrozumiałam bardzo ważną rzecz. Nie da się wychowywać dobrze dziecka, nie wsłuchując się w jego potrzeby. Możesz chcieć zaprogramować dziecko według własnych potrzeb, ale to się nigdy nie uda. Bo ten mały człowiek, jest tak jak Ty, indywidualną jednostką, która ma zupełnie inne potrzeby od Twoich,a Ty musisz je respektować.

I jasne, nie możesz przecież postawić całego swojego życia do góry nogami i podporządkować się dziecku. Chodzi jednak o to, żeby stworzyć partnerskie relacje. Nauczyć się wspólnie rozmawiać, słuchać i dochodzić do kompromisów! Nie mówię, że jest łatwo, bo macierzyństwo na każdym kroku emocjonalnie rozwala mnie na łopatki. Raz negatywnie, raz pozytywnie. Ale kiedy po jakimś czasie przychodzi do Ciebie to samo dziecko i zamiast kolejnej awantury, mówi;

Mamusiu a teraz się przytulimy, dam Ci buziaczka a później musimy poważnie porozmawiać. Tylko pamiętaj, bez nerwów! Ja słucham Ciebie, Ty słuchasz mnie!

To wiesz, że warto. Bo każda ciężka praca, zawsze, prędzej czy później zaowocuje.