Za każdym razem, kiedy chcę poruszyć temat związku, mam trochę obawy, że mogę zrobić to niesubiektywnie. Że mogę być nie fair w stosunku do facetów. Bo żebym nie wiem jak się starała, to jestem kobietą, i przedstawić Wam mogę tylko kobiecy, a raczej swój punkt widzenia.

Jasne, że mam swój sposób na związek idealny. Że wiem, jakie składowe potrzebne są w związku, żeby się fajnie układało. Wiem, czego potrzebuje kobieta. Ale często, kiedy piszę o tym, czego potrzebuje kobieta, mam trochę poczucie winy, bo związek to dwie osoby-nie tylko kobieta, ale też facet. On też ma swoje potrzeby.  W każdym razie, przez lata naszego związku, przyjaźni i trwania u swojego boku, w lepszych i gorszych chwilach, wypracowaliśmy sobie z Szalonym sposób niezawodny.

Rozmowa.

Szacunek.

Zrozumienie.

Wsparcie.

Dbanie o siebie.

I jeszcze raz rozmowa.

Nie ma związków idealnych, więc mimo wszystko i nam przytrafiają się sprzeczki, czy nieporozumienia. Czasem, jak spojrzę na nas z dystansu, kiedy opadną emocje, śmieję się z własnej głupoty, bo zwyczajnie tracę czas na pierdoły. Mam nawet taki żart na podobne okazje, który zawsze rozładowuje emocje. Ponieważ zawsze w moim domu są świeże kwiaty, które kupuję przy okazji zakupów, po takiej sprzeczce, mówię mężowi, że kwiatów na przeprosiny kupować mi już nie musi. Bo kwiaty kupuję sobie sama. Ale tak naprawdę chodzi o to, że jestem tylko człowiekiem, do tego kobietą, której hormony szaleją nie tak jak powinny. Wtedy, często uzmysławiam sobie, po raz dziesiętny jak wielkie szczęście mnie spotkało, że na swojej drodze trafiłam na takiego, a nie innego faceta, który potrafi mnie w takich momentach okiełznać.

Nieczęsto pisze o naszym związku również dlatego, że… Wy zwyczajnie nie wierzycie, że są na świecie tacy faceci. A mi jest wtedy przykro. Nie dlatego, że nie wierzycie. Dlatego, że Wy nie spotkałyście takich facetów na swojej drodze. Często zastanawiam się jak to jest. Dlaczego ludzie tak bardzo nie potrafią się dobrać. Dlaczego, tak często rozpadają się przeróżne związki dookoła mnie. Dlaczego ludzie nie wiedzą, albo są głusi na podstawowe fundamenty budowania dobrych związków, dlaczego nie szukają rozwiązań. Dlaczego się poddają i zaczynają nienawidzić siebie wzajemnie.

Pomyślisz sobie, że łatwo mi mówić, bo trafiłam na fajnego faceta. Że jestem szczęściarą.

Owszem. Jestem szczęściarą. I trafiłam na fajnego faceta.

Ale w naszym związku Szalony nie ma monopolu na podsycanie ognia, na dopieszczanie naszych uczuć. Oboje o to dbamy. Bo chcemy. Bo zależy nam na sobie wzajemnie.

Ja całe życie, żyłam w przekonaniu, że to oczywiste. A później dostałam tym życiem w twarz, po raz kolejny. I okazało się, że rzeczy oczywistych również trzeba się często nauczyć. I to są lata doświadczeń. Lata pomyłek i błędów. Lata nabywania mądrości życiowej. Lata potknięć, często smutku, płaczu i cierpienia. Aż pewnego dnia rozumiesz, o co w tym życiu do cholery chodzi.

I muszę Wam powiedzieć, że ja uwielbiam swój blog. Bo daje mi nadzieję. Nadzieję, że ten świat można uratować. Że jest o co walczyć i jest z kim walczyć. Że nie wszyscy są zepsuci, zniszczeni i zamknięci na szczęście. Jakkolwiek miałoby ono wyglądać. Mariusz wpadł do mnie przy okazji dyskusji o związkach. Faceci rzadko się u mnie udzielają, ale jeżeli już, to muszę przyznać, że zawsze mają do przekazania mądre rzeczy. Tego komentarza nie mogłam zostawić dla siebie. Bo Mariusz, po latach krętej drogi zrozumiał, o co w życiu i związku chodzi. Ten komentarz to brakujący element postu o tym, że w związku wcale nie chodzi o kwiaty i pluszowe misie. chodzi o coś znacznie więcej.

Wiesz na czym polega problem? Matki tych wszystkich kobiet-kur domowych nie nauczyły ich aby być partnerką. Pokazały tylko, że należy facetowi nadskakiwać. I tu jest błąd. Bo kury domowe są częściej zdradzane. Facet jest zdobywcą. Ma to w genach. MUSI cały czas zdobywać. Kury domowe są zdobyte i potem jest płacz, że poszedł do młodszej czy ładniejszej, czy takiej co dobrze daje.

Z drugiej strony, wiele kobiet, jest mentalnie kurami. I tego się nie zmieni. Lubią być kurą, bo w tym czują się najlepiej. Tyle że tu, my faceci nie doceniamy tego. Albo bierzemy sobie taką, bo jest wygodniej.

Trzeci typ: kobieta zmęczona. Po codziennej walce, o wszystko, ma po prostu dość. I tych mi szkoda najbardziej.

Niestety zaczyna się ta przemiana po ciąży. Facetowi tak lepiej i łatwiej. Niech siedzi w domu. A ona po kilku latach dusi się w tym wszystkim i wyje w duszy. Ale jest już tak „pod butem”, iż nie widzi wyjścia. Bo albo pieniądze (a poświeciła karierę dla domu). Albo dzieci. Albo rozwód problematyczny itp. I GNIJĄ w takich związkach do końca życia. Nosz ku@%$wa!

Powiem Ci tak.

Znałem kiedyś piękną i mądrą kobietę. Typ przywódczyni, kariera na koncie. Ten jej wzrok, ta werwa. Niezależność. A później spotkałem ją po latach. Matkę 2 dzieci. Zmęczoną życiem. Zdradzaną przez męża. Wiesz jak zmieniają się oczy kobiety? Kiedyś wesołe ogniki a teraz zamglone i zmęczone. Pogodziły się z tym co jest i nie mają sił na walkę.

Ale wiesz co? Ja myślę, że tak nas ukształtowało społeczeństwo i lata zaniedbań. Teraz idziemy w drugą stronę za bardzo. Młode pokolenie tylko JA i egoizm.

Myślę, że problem największy tkwi, w tym, iż nie chcemy z lenistwa zmieniać partnera, gdy zobaczymy pierwsze przesłanki. Gdy emocje opadną. Za wygodnie nam jest na zmianę. A wtedy powinna być rozmowa. Jeśli nic nie da – zmiana. Tak wiem, łatwo się mówi. Ale taka prawda. Jeszcze gdy się jest młodym, jest więcej szans na znalezienie doskonałego partnera. Potem z wiekiem jest coraz trudniej. Ze względu na bagaż itp. Trochę szkoda.

Ale jest światełko. Czasami wystarczy kilka impulsów i się zmieniamy (wy i my). Skoro ja zatwardziały leń z awersją do kuchni mogę gotować, bawić dziecko. Mimo pracy po 18 godzin, znajdować czas dla dziecka i partnerki. Mimo LENISTWA, będąc zmęczonym – zejdę do kuchni i zrobię kolację na ciepło. Mimo, iż moja kobieta leży i ogląda serial. Nie jest zmęczona a ja padam na ryj. Może sama iść, ale z wygody mnie prosi. Dlaczego mam nie pójść? Chcę i pójdę, zrobię.

Bo chcę sprawić jej przyjemność.

Chcę aby czuła się ważna.

A kiedyś było odwrotnie, to one zawsze koło mnie skakały. I nie wiem czy ma to związek z uczuciem. Tak, ale w większości z szacunkiem do partnerki.

Wiesz, chciałbym aby każdy z nas. KAŻDY pomyślał o jednym:

JESTEM Z NIĄ BO CHCĘ.

Bo ma być super, bo ma być jak w niebie. W końcu lata temu o to chodziło. Więc rusze dupę i się postaram. Tak wiem, zmęczenie, problemy. Ale to gówno prawda! Też jestem zmęczony! Też mam problemy.

Ale LENISTWO I RUTYNA zabijają wszystko!

Rada dla panów:

Zapytaj ja rano: co mogę dla Ciebie zrobić aby Twój dzień był lepszy?

I to zrób, mimo że tego nie nienawidzisz. Wiesz dlaczego? Powiem Ci: bo może ona nienawidzi tego co Ty uwielbiasz i to robi? Pomyślałeś o tym? Może brzydzi się Twoich skarpetek, ale pierze. Może nie lubi robić l… ale to robi dla Ciebie? Z takich czy innych powodów. NIE WAŻNE. Ważne że robi. Bo co? Bo jak nie zrobi to ciche dni będą i woli zrobić niż wysłuchiwać czy patrzeć na Twoją minę skwaszoną? POMYŚL o tym. Bez emocji i męskiego EGO. Sam zobaczysz zmianę. Uwierz, po kilku takich razach nie poznasz własnego życia domowego.

Rada dla pań:

Zapytaj go rano: co mogę dla Ciebie zrobić aby Twój dzień był lepszy?

I to zrób mimo że tego nie nienawidzisz…bo, bo to działa w dwie strony!

Róbmy partnerom przyjemność a nasze życie będzie inne.

Uwierzcie, to potem wchodzi w nawyk. Już się nie zmuszacie do wynoszenia śmieci. Będzie to odruchem.

NAJWIĘKSZY BŁĄD:

W związku nie ma ON/ONA. Zrozumcie – nie ma „drugiej strony”.

Jesteście WY.

Jeśli jest określenie: druga strona – to znak, iż coś nie gra w związku.

A teraz na koniec: nie jestem psychiatrą. Nie cytuję „mądrych”. Jestem zwykłym facetem, którego miniecie na ulicy, nie zatrzymując wzroku na mnie. To co piszę, piszę z własnego doświadczenia, z którego nie jestem dumny. Miałem dużo związków. I dużo się nauczyłem. Kiedy się zmieniłem? Kiedy, pewna mądra kobieta powiedziała mi kilka zdań.

ona- Pytałeś ją o jej potrzeby?

ja- Nie.

ona- Dlaczego?

ja- A moje potrzeby?

ona- Egoistyczny jesteś.

ja- Każdy jest.

ona-Tak, ale do pewnego czasu. Do chwili w której myślisz na serio o związku.

ja- Zawsze myślę.

ona- Nie, myślisz o bzykaniu, wygodzie, kolacyjkach, wypadach.

ja- Tak, to normalne, każdy o tym myśli.

ona- No właśnie, teraz zobacz to z drugiej strony.

ja- Po co? A ktoś patrzy po mojej stronie?

ona- Tak, jeśli jest mądra-to ona.

ja- Skąd taki wniosek?

ona- Z życia. A teraz odwróć sytuację i powiedz dokładnie to samo.

ja- ….

ona- I widzisz. Działa to w dwie strony.

ja- Ale co gdy ja będę się starał a ona nie?

ona- To znak, że nie jesteście dobrani. Trzeba szukać dalej.

ja- Ile szukać? A jak nigdy nie trafię?

ona- Cóż, lepsze to, niż męczarnia.

ona- A teraz pomyśl: każde z was chce tego samego, ale mówicie inaczej. To samo ale innymi słowami. Do tego pochodzicie z rożnych rodzin. Z różnych grup społecznych. I w tym tkwi problem: chcecie tego samego, ale problem jest w komunikacji. To musicie wypracować i nie będzie łatwo. To najtrudniejsze w związku. Albo się dogracie albo będzie męka.

To wtedy zacząłem myśleć. Nie tylko o sobie. O drugiej o sobie. O tym co myśli, czuje i czego pragnie. O to własnie chodzi w związku. O myśleniu o potrzebach drugiej osoby. Polecam to każdemu.

I ja Wam serdecznie polecam. Miłość to nie Ja i On.

Miłość to MY.

Pamiętajcie o tym. Nie tylko dzisiaj.

Zawsze.