Spotkała mnie wczoraj sytuacja, w której poczułam się jako kobieta, jak szmata. Pierwszy raz w życiu, nie odszczekałam, nie odpyskowałam, nie obróciłam sytuacji w żart. Przykro jest mi dzisiaj. Bo siedzę już bezpiecznie w domu i nic mi nie grozi. Wczoraj najzwyczajniej w świecie się bałam… #MeToo.

 

#MeToo-nie godzę się na traktowanie kobiet poniżej godności!

Jeżeli myślisz, że takie sytuacje spotykają kobiety które się nie szanują, które same prowokują swoim zachowaniem, sposobem bycia, stylem ubierania się, które wychodzą same w środku nocy, albo szlajają się w ciemnych zaułkach- to jestem w wielkim błędzie.

Spotkało mnie to kilka razy. I za każdym razem zbagatelizowałam sprawę. Bo moja wina, bo nic takiego się nie stało, bo byłam w nieodpowiednim miejscu, bo może sama się o to prosiłam. Byłam wtedy młoda i głupia, i bardzo zaślepiona tym co mówią inni i czym kieruje się społeczeństwo.

Od tamtych przykrych sytuacji minęło kilkanaście lat. Dojrzałam, dorosłam, zmądrzałam i na szczęście wiem, że żadne z tamtych zdarzeń moją winą nie było. I przysięgam, wydawało mi się, jeszcze do wczoraj że mam to za sobą, że jestem na tyle mądra, że więcej taka sytuacja mnie nie spotka. Że w razie gdy wyczuje zagrożenie, będę potrafiła takiej sytuacji uniknąć.

Nie wzięłam pod uwagę, że nie jesteśmy w stanie w życiu przewidzieć wszystkiego, że nie odpowiadamy za zachowanie innych ludzi. I chociaż czasy się zmieniły, chociaż społeczeństwo jest coraz bardziej wyczulone na tego typu zachowania, że chociaż kobiety nie pozwalają sobie na takie sytuacje. To jednak jest wielkie prawdopodobieństwo, że ciągle każda z nas, w swoim życiu spotka się z taką sytuacją.

Tak jak ja wczoraj, kiedy musiałam zatankować samochód i nic nie wskazywało na to, że zapamiętam ten dzień na dłużej…

Płaciłam na małej, prywatnej stacji kartą. Od początku, kiedy tylko weszłam zapłacić poczułam się nieswojo. Pan-obsługa stacji. Którego znam z widzenia. I dwóch mocno podchmielonych typów. Nie wiem, czy koledzy, czy przypadkowi klienci. Wiem natomiast, że od samego początku zawiesili na mnie swój obleśny samczy wzrok. Chciałam jak najszybciej stamtąd uciec.
A że nienawidzę zbierania paragonów, więc jak zawsze, kiedy usłyszałam, że terminal płatniczy drukuje paragon, grzecznie zapytałam czy płatność przeszła. Żeby tylko jak najszybciej się stamtąd ewaluować.

-Przeszła, przeszła, a jakby nie przeszła?

Nie wiem czy facet ze stacji chciał zażartować, ma taki ma sposób bycia czy chciał rozładować atmosferę. Nie wiem. Wiem, że miałam już sytuację w której miałam problem z płatnością na stacji i bezproblemowo tą sytuację rozwiązałam. Otóż stacja wystawiła mi fakturę, z krótką datą płatności (24h), więc wiedziałam, że to żaden problem i stacje mają swoje procedury działania w takiej sytuacji. I właśnie dlatego pytanie wydało mi się najmniej dziwne. Ale…uśmiechnęłam się grzecznie i chwytając już za klamkę odpowiedziałam:

-Jakby płatność nie przeszła, wtedy byśmy się zastanawiali.

I już, już miałam wyjść z tej jaskini niezręczności, kiedy zobaczyłam, że jeden z tych podchmielonych samców, którego wzrok wlepiony był we mnie, był najbardziej obleśną rzeczą jaka mnie od dawna spotkała, zobaczyłam, że otwiera usta, żeby coś do mnie powiedzieć:

-Wtedy poszlibyśmy na zaplecze…

Przysięgam, w pierwszej sekundzie byłam przekonana, że mi się wydaje, że on TO powiedział. W drugiej zobaczyłam niezręczny wzrok sprzedawcy, którego chyba żart przerósł i który sam nie wiedział, jak sytuacja się skończy. Odwróciłam się na pięcie i najszybciej jak potrafiłam wskoczyłam do auta.

I jak mnie znacie, tak wiecie, że do żartowania z siebie, do obracania sytuacji w żart-jestem pierwsza. Że mam dystans i poczucie, że czasem patrzymy na pewne sytuacje z własnej perspektywy. Jednak ta sytuacja, była jedną z tych, która nie pępowina spotkać absolutnie żadnej kobiety! Ta sytuacja nie ma absolutnie żadnej innej perspektywy i interpretacji. Bo wytłumaczcie mi, co trzeba mieć w głowie, żeby puszczać takie teksty d zupełnie obcej kobiety, która nie chce nawet utrzymywać z Tobą kontaktu wzrokowego? Końskie zaloty? Nieudolny podryw? Nie!

Do tej pory daleka byłam od przyłączania się do akcji #MeToo, ale nie godzę się na takie traktowanie kobiet!

Te oblechy, takie jakich spotkałam wczoraj, są czyimiś braćmi, mężami, synami, kolegami. Jeżeli pozwalają sobie sobie na takie komentarze w stosunku do obcych kobiet, robią to także wśród rodziny i przyjaciół.

Nie pozwalajmy na takie zachowanie!

Jeżeli widzisz, że Twój brat jest bucem i nie szanuje kobiet- reaguj!

Jeżeli widzisz, że Twój kumpel poniża obce kobiety- bądź mądrzejszy, zwróć mu uwagę i reaguj!

Jeżeli jesteś facetem i widzisz takie zachowanie, jakiegoś kolesia do kobiety która nie wie jak ma się zachować, pomóż jej i reaguj!

Jesteśmy matkami, żonami, siostrami i możemy przyczynić się do wychowania naszych synów, braci i mężów. Mamy wpływ na ich zachowanie i szacunek w stosunku do siebie, a zarazem to jak będą się zwracać do innych kobiet.

Ale nie możemy brać odpowiedzialności za to, jak traktują finalnie kobiety.

Nie możemy, ale nie musimy się na to godzić.

I ja się nie godzę!

Nie godzę się sprowadzanie kobiety tylko do obiektu seksualnego!

Nie godzę się na sprośne żarty wymierzone w moim i innych kobiet kierunku!

Nie godzę się na poniżanie kobiet!

Nie godzę się na ubliżanie im i powodowanie, że czują się bezbronne i zmieszane z błotem!

Nie godzę się, żeby obcy facet nie miał do mnie szacunku i traktował mnie poniżej mojej godności!

Nie godzę się, żeby wbrew mojej woli ingerowano w moją strefę intymną w miejscach publicznych!

Nie godzę się na brak reakcji otoczenia!

Nie godzę się na to, żeby faceci, którzy powinni nas kochać, szanować i bronić stali obok i patrzyli bezczynnie!

Nie godzę się, żeby obcy faceci spoufalali się ze mną, bez mojej zgody!

Nie godzę się na taką bezbronność…

Nie godzę się!