Staram się podchodzić do wszystkiego z dystansem. Staram się zrozumieć drugiego człowieka, przeanalizować co mógł mieć na myśli, kiedy kompletnie nie czaję jego toku myślowego. Staram się, ale czasem mi nie wychodzi i zwyczajnie się wkurzę. Jak dzisiaj. Matka która notorycznie wyprowadza mnie z równowagi!

Matka która notorycznie wyprowadza mnie z równowagi!

Matka która notorycznie wyprowadza mnie z równowagi!

Zawsze myślałam, że nikt inny nie zrozumie matki, jak inna matka. Że przecież przechodzimy wszystkie niemalże to samo, mamy podobne problemy, podobne rozterki, podobnie wygląda nasze życie. Że kiedy coś mi kuźwa nie wyjdzie, coś idzie nie tak, albo coś zwyczajnie po ludzku zawalam. Że kiedy moje życie nie wygląda perfekcyjnie, a mam świadomość tego, że nigdy perfekcyjne nie będzie. Że kiedy zwyczajnie na polu matka-dom daję dupy po całości, to jedyną osobą która jak nikt inny mnie zrozumie jest druga matka.

O jakże się myliłam!

Nikt inny jak druga matka nie będzie bardziej zawistna. Będzie gryzła, kopała, drapała i jak lwica swoich młodych, broniła swoich racji. Bo ona wie najlepiej, jest przecież matką! Najgorsze są takie, które mają idealne domu, idealne dzieci, idealnych mężów, idealną pracę, idealną figurę, idealnych przyjaciół, idealne ciuchy, idealne rodziny, idealne wczasy, idealne samochody, idealne wspomnienia, idealne przepisy, idealnie ogarniają rzeczywistość. Chodząca kurwa perfekcja! I ja to cholera szanuję, szanuję i często zazdroszczę, kiedy już patrzeć na swój chaos patrzeć nie mogę. Bo czasem też bym tak chciała, też mi się czasem marzy, żeby być Perfekcyjną Panią Domu, życia i chuj wie czego jeszcze. Ale nie jestem.

Mam jakieś dziesięć kilo, których chętnie bym się pozbyła i milion wymówek, żeby tego nie robić. Całe moje ciało usiane jest rozstępami i w dupie to mam. Już teraz mam, bo jeszcze kiedyś, jak się osłuchałam od idealnych matek, miałam wyrzuty sumienia, że zaniedbałam swoje ciało podczas ciąży. Piersią karmiłam tyle co nic, i także miałam wyrzuty sumienia, bo zamiast wsparcia, słuchałam, czytałam jak to matki karmiące proszkową papką są złe, wyrodne i w ogóle samolubne.  Moje dziecko bardzo często nie odkłada na miejsce swoich zabawek. W zasadzie jego budowle z klocków Lego walają się po całym domu cały czas. Gdzie się nie obrócę tam nowa konstrukcja. I mogłabym to wszystko zgarnąć do wielkiego pudła, ale tego nie zrobię. Bo to jego praca, zabawa, rozwijanie kreatywności. Ściany mam umazane, bo moje dziecko to dziecko, a nie zaprogramowana zabawka, która posłusznie wykonuje polecenia i ja rozumiem, że są rzeczy których będzie się uczył jeszcze latami. Tresować go nie zamierzam.

Każdego dnia, kiedy moje życie w domu przeplata się z pracą, którą również wykonuję w domu, siadam rano i planuję swoje obowiązki. Od nowych tekstów, filmów, zleceń, przez gotowanie obiadu, robienie prania, zabawy z dzieckiem. Ale zaplanować to sobie możesz urlop(i to nie zawsze) a nie życie! Tu zadzwoni telefon, który przedłuży jedno zadanie, tam przyjedzie kurier, któremu nie chce się do mnie zajeżdżać i muszę dymać do niego kilka domów dalej. Albo innym razem najdzie mnie na lody czy chłopaków na ciasto  i jadę do sklepu, a to godzinna, minimum wyprawa. Jeszcze innym razem coś się zbije, coś stłucze, coś rozsypie, a coś rozleje i dodatkowe sprzątanie niewpisane w grafik. Syn ostatnio często choruje, więc mam go pod ręką cały czas i dezorganizuje mi pracę i wszystko robię dwa razy dłużej. I jak żyć?! I jasne, że są dni, że mi się uda plan wykonać w stu procentach, ale padam wtedy na pysk i to bez wyolbrzymiania.

I to są momenty w których zaczynam zastanawiać się jak te idealne mamy to robią?Organizacją? Phi! dobre mi sobie! Organizacja jest dobra wtedy, kiedy na głowie masz tylko dom i dziecko. Kiedy nie pracujesz zawodowo, kiedy nie masz pasji i zainteresowań. Kiedy Twoje życie kręci się tylko wokół rytuałów Twojego dziecka. Czyli za niemowlaka. Byłam taką mamą do roku życia mojego syna. Później Młody zaczął chodzić i wszystkie moje plany, cała organizacja w łeb wzięła. Później sama zaczęłam sobie dokładać studia, hobby, a na koniec pracę, coraz więcej pracy.  Były dni, takie jak dzisiaj, kiedy w domu panował chaos a ja siadałam i załamywałam sama nad sobą ręce, miałam potworne wyrzuty sumienia, że jak to tak można, przecież inne matki ogarniają!

Inne matki, moje drogie, mają inne życie! Inne matki mają inne obowiązki, inne domy i inne dzieci. I jeżeli nie zaczniemy wreszcie brać tego pod uwagę, to się wzajemnie powybijamy! Inne matki mają inne ciało i przemianę materii, inne matki, mają wsparcie swoich rodzin albo ich nie mają, inne matki mają z natury i od urodzenia bardzo grzeczne dzieci, a jeszcze inne matki mają dzieciaki które roznosi energia i nie usiedzą na dupie. Inne matki lubią gotować, a inne olewają system i kupują gotowce. Inne matki są szczęśliwe jak wieczorem siadają utyrane w lśniącym domu, a jeszcze inne matki potrafią się wyluzować i odpuścić kiedy im się zwyczajnie po ludzku nie chce, nie mają siły i również być szczęśliwie!

Żadna z nas nie jest taka sama, żadna  z nas nie żyje życiem drugiej i żadna z nas nie ma prawa jej oceniać!

Wszystkim matkom w życiu chodzi o jedno- o to żeby mieć szczęśliwą rodzinę. O to żeby samej być szczęśliwą. A dla każdej z nas to szczęście będzie oznaczało coś innego! Czy Wy to kiedyś zrozumiecie? Że każda z nas postrzega świat inaczej, ma wobec życia inne wymagania i inne potrzeby?

Nie możesz patrzeć, czytać, oglądać tego jak żyje ja, czy inne mamy? Nie patrz, nie czytaj, nie oglądaj? Ktoś Cie do tego zmusza?

Wiesz, my matki nieidealne znalazłyśmy sposób na to, żeby w tym swoim nieidealnym życiu, w świecie chaosu, który nas otacza, nie zwariować. Nauczyłyśmy się dystansu i samoakceptacji. To cholernie trudna sztuka, kiedy często, na każdym kroku ktoś atakuje Ciebie, jaka jesteś do dupy, jaki z Ciebie leń i nieudacznik bo dzisiaj nie posprzątałaś, bo piekarnik niedomyty po ostatnim pieczeniu, a na podłodze niestarty sok, który rozlało sobie Twoje dziecko, nalewając go bez Twojej atencji.  To takie wieczne podcinanie skrzydeł i powiem Ci coś więcej. Mam wrażanie, że takie dopierdzielanie innym to nic innego, jak…dowartościowywanie siebie i swojego życia cudzym kosztem. A to słabe jest bardzo.

Czy na każdym kroku będziemy się wzajemnie atakować, tylko dlatego, że jednej się nie podoba jak żyje druga? W duszy mam to co robisz ze swoim życiem. Możesz się głodzić i katować na siłowni całymi dniami. Możesz latać ze szmatą całe dnie, gotować co lubisz i oglądać to co lubisz. Nie obchodzi mnie, co jest dla Ciebie lepsze. I mam jedną prośbę.

Żyj i daj żyć innym!

Wiesz co powiedziałabym komuś, kto nieogarnia jeszcze bardziej ode mnie ? Kto ma wyrzuty sumienia, bo mu nie wychodzi? Stara, wrzuć na luz, mi też się czasem nie chce. Bo każdemu to się zdarza, tylko niektóre „idealne” nie potrafią się do tego przyznać, bo to zaburzyłoby ich idealny wizerunek.Mi też czasem nie wychodzi, nie tym razem to następnym! Dasz radę!

W życiu nie przyszłoby mi do głowy wyzywać kogoś od leniwców, czy nieudaczników, tylko dlatego, że ja żyję inaczej.

Kiedy zdarza mi się, że mi się nie chce, wtedy pierdole nie robię. I już. Po temacie. I nie uważam tego za objaw lenistwa a człowieczeństwa. Nie jesteśmy cyborgami! Jak czytam, że macie idealne domy, dzieci i jesteście szczęśliwe to jednocześnie trochę Wam zazdroszczę bo czasem na swój chaos patrzeć nie mogę (ale wreszcie nauczyłam się odpuszczać i nie mieć wyrzutów sumienia!) , a jednocześnie jestem na Was zła! Bo w taki właśnie sposób rodzą się złośliwości, kompleksy a nawet depresje innych matek! Kuźwa powinnyśmy się wspierać, motywować a nie dopierdalać sobie na każdym kroku! Burdel na chacie to od razu leniwa matka? Niefrasobliwe dziecko z ciężkim charakterem od razu jest niewychowane? Trochę dystansu, odrobinę zrozumienia i przestańcie dążyć do perfekcji której nie ma i nie będzie. Przeżyj jeden dzień w czyichś butach, poznaj go trochę, a później wymądrzaj się na temat życia tej osoby.

Pozdrawiam.

Kobieta która często nieogrania.