Są takie dni, kiedy w tyłku, mam jakąś samo nakręcającą się baterię. Ładuje akumulatory z energii słonecznej, to już wiem. Bez słońca jestem trupem. To te dni, kiedy niemożliwe dla mnie nie istnieje. Są jednak takie dni, kiedy mam ochotę płakać. Z nadmiaru pracy i braku sił. Każda matka tak ma.

Wiesz, to jest tak, że odkąd zostałam matką, wszystko się tak cholernie pozmieniało. Ja wcale nie mówię że na gorsze. Mówię tylko, że się pozmieniało. Jestem szczęśliwa jako matka, przepełnia mnie miłość i inne matczyne uczucia. Jednak coś za coś. I miłość tą okupuje totalnym wypruciem z energii. Zmęczeniem, jakie znają tylko matki, które na rzęsach muszą stawać, żeby pogodzić dom, prace i rodzinę.

Są takie dni, kiedy zastanawiam się, kiedy to się skończy. Serio. Wstaje i każdego dnia, przeżywam swojego rodzaju dzień świstaka. Wiesz przecież, jak to wygląda. Pobudka, szykowanie do szkoły, walka o zły kolor skarpetek i koszulkę z nie takim bohaterem, jak właśnie jest w szkole na topie. Później jest za mało mleka w szklance z kakaem i tost pokrojony w trójkąty, zamiast w prostokąty. I kiedy już myślisz, że za dziesięć minut, przez kilka godzin będziesz miała święty spokój, wracasz do domu i…pochłania Cię poczucie obowiązku. Bo bałagan przecież sam się nie ogarnie, bo obiad trzeba zrobić, praca sama się nie zrobi, no i przecież w sumie, to fajnie tak, gdyby chociaż raz udało się mieć przez chwilę czysty dom.

Jednak wiesz, że to walka z wiatrakami. Młode wraca z placówki i zaczyna się półgodzinny armagedon. Znów walka o najmniejsza pierdołę, bo dziecko musi odreagować czas, kiedy musiało podporządkować się w szkole. I niby po kilku miesiącach już się oswoiłaś i włączasz ignora, jednak nadal, to pół godziny wyjęte z życiorysu. Zamiast zjeść w spokoju obiad, wypić ciepłą kawę, miotasz się między potomkiem, a sajgonem , który właśnie znowu popełnia.

I tak każdego dnia. Każdego pierdzielonego dnia, scenariusz się powtarza. Teoretycznie przecież kiedyś to minie. Praktycznie wiesz, że zanim minie Ty padniesz na twarz. Że będzie bolało Cię wszystko, a najbardziej to chyba głowa, w której każdego dnia układasz milion scenariuszy, jak odpoczniesz, kiedy tylko wreszcie, zrobisz wszystko co do zrobienia masz.

DSC_0891

Nie da się! Tak się zwyczajnie nie da żyć. Pędząc na oślep, za kasą, za karierą, za tym co musisz i co trzeba i wypada. Za czystym, nieskazitelnie błyszczącym domem, za wyprasowanym w kantkę ubraniem i trawnikiem przystrzyżonym pod linijkę. Za czymś, co cholera jasna pewnego dnia przeminie i nie będzie miało najmniejszego znaczenia. Masz prawo odpocząć!

DSC_0892

Pewnego dnia obudzisz się i stwierdzisz, że po za praniem, sprzątaniem, gotowaniem nie pamiętasz z życia wiele. Bo przecież nie miałaś czasu, żeby żyć. Przecież samo się nie zrobi. Dzieci same się nie nakarmią, graty z pod nóg nie sprzątną, a i mąż przecież będzie zły kiedy chociaż raz odpuścisz.

DSC_0904

To nie tak. Tobie też należy się odpoczynek. Ty też kiedyś musisz naładować akumulatory. Pierdzielnąc wszystkim, usiąść pod kocem na kanapie i po prostu leżeć, czytać, oglądać durne seriale. Bez ciśnienia, że trzeba, że musisz, że wypadałoby coś zrobić.

DSC_0891

Nikt od brudu jeszcze nie umarł, a wierz mi, nawet jeżeli w sobotę do południa zrobisz generalne porządki, jeszcze tego samego dnia wieczorem, nie będzie tego widać. Zresztą, sama wiesz o tym najlepiej, że sprzątanie domu przy dzieciach jest jak mycie zębów czekoladą. Taka proza życia, która sprawia, że się odechciewa.

DSC_0936

Że mąż będzie krzywo patrzył, jeśli któregoś dnia się zbuntujesz i wprowadzisz całodzienny strajk? Też ma ręce, przecież mógłby Cię wyręczyć. A jeśli twierdzi, że zajmowanie się domem, dziećmi i pracą to nic takiego, zrób mu psikusa i zostaw go z dziećmi sam na sam, na kilka dni. Gwarantuje Ci, że po powrocie domu nie poznasz, ale Twój mąż wreszcie zrozumie czym tak bardzo jesteś zmęczona.

DSC_0921

Że obiad i dzieci z głodu umrą. A restauracje i dowóz jedzenia do domu, to myślisz po co wymyślili? Oczywiście, że dla takich zmęczonych jak my gospodyń domowych! Raz na tydzień, raz w miesiącu, każdy może sobie odpuścić wszystko.

DSC_0896

I wiem, że to cholernie trudne. Tak leżeć, nic nie robić kiedy po podłodze walają się graty, a ze zlewu wylewają brudne naczynia. Kiedy stół upaciany łapkami dziecka, a kurz na półce aż razi w oczy. Wiem.  Wiem, bo sama bardzo długo uczyłam się odpuszczać.  Przez wiele lat potrafiłam odurzać kilka razy dziennie, w tym przed samym snem obowiązkowo.  Wiem, że pierwsze razy odpuszczania są cholernie trudne i nie wychodzą, ale przychodzi taki dzień, kiedy nie masz wyjścia. Kiedy Twój organizm odmawia posłuszeństwa.

DSC_0895

Że jesteś niezastąpiona i że nie masz nikogo do pomocy? Leżę właśnie sama z młodym. Jak ta wzorowa słomiana wdowa. Podłoga upaciana, młody co jakiś czas, sam sobie w kuchni robi coś do picia ,dokładając tym samym klejących się plam. Na obiad była mrożona pizza, a na deser pudło lodów. Dookoła syf kiła i mogiła, a ja mam to gdzieś. Bo zwyczajnie przyszedł dzień, kiedy po maratonie „muszę, trzeba, jeszcze tylko to” opadłam z sił. Wstałam rano z łóżka tylko po to, żeby zaleć na cały dzień na kanapie.

DSC_0844

Prędzej czy później i Ciebie dopadnie dzień, kiedy zwyczajnie stwierdzisz, że nie masz sił, że dość masz urabiania się po łokcie, tylko dla idei bycia super mamą, super żoną, czy też najlepszą panią domu na świecie.  Bo takie stworzenia zwyczajnie nie istnieją. Są tylko kobiety, które perfekcyjnie potrafią się maskować i kryją się ze swoimi niedoskonałymi domami. A nawet jeżeli mają perfekcyjnie lśniące domy, to są permanentnie zmęczone, a ja zwyczajnie chrzanię taką zależność.

Podobno tylko nudne kobiety mają czyste domy. I tej wersji się trzymajmy ;)

DSC_0842