Większość z Was jest tu ze mną, bo kiedy smutno i źle szukacie pocieszenia. Bo nie owijam w bawełnę, ale robię to z dystansem i poczuciem humoru. Utożsamcie się ze mną, bo do niczego nie zmuszam, ani nie namawiam, ale pokazuje, że można inaczej. Dlatego piszę. I jeżeli chociaż odrobinę, chociaż jednej z Was nadam w życiu sensu, nadziei, że może być lepiej to warto. A szczególnie dzisiejszy post, chce żeby zapadł Wam w serca.  Bo do jasnej ciastej, kobieto musisz mieć swój kawałek podłogi!

dsc_0290

Leginsy-BrasilFit

Jeszcze kilka lat temu, tak jak większość z Was nie pracowałam zawodowo. Z różnym względów. Tak zdecydowaliśmy oboje z mężem i tak wyglądało moje życie. On polował, ja zajmowałam się ogniskiem domowym. Wtedy tak było mi dobrze, wtedy tak nam było dobrze. I w zasadzie byłam szczęśliwa, więcej nie trzeba mi było. Nie myślałam o przyszłości, bo brałam to, co życie dawało mi w danym momencie. Zresztą, wiedziałam, że w każdej sytuacji sobie poradzę.

Ale pojawiło się dziecko. Zmieniło się podejście do życia i priorytety. Wiedziałam, że w życiu bywa różnie, a ja muszę sprawić, żeby w razie kiedy mnie to życie weźmie z totalnego zaskoczenia, będę gotowa. I teraz najważniejsze. Nigdy nie myślałam o tym, że może mogę się rozstać z mężem, z którym kochamy się na amen. Nigdy nie myślałam o tym, że główny żywiciel rodziny może ulec wypadkowi a ja zostanę z przysłowiową ręką w nocniku. I nie robiłam tego dlatego, że zwyczajnie byłam głupia i bagatelizowałam sytuację i życie. Robiłam tak i w zasadzie robię nadal, bo nie dopuszczam do siebie takich myśli!

Nie wyobrażam sobie życia, w którym wszystko i na każdym kroku robię z oddechem tragedii na karku, z przerażenia, że kiedyś mogę zostać sama, z czystego wyrafinowania bo mnie może facet zostawić. Takie życie zero jedynkowe, gdzie wszystko jest poukładane jak w zegarku, gdzie zabezpieczasz się na każdą ewentualność musi być straszne.  Jestem wystarczająco empatyczna i rozczulam się na każdym kroku, przeżywam każdą pierdołę, żebym jeszcze miała myśleć o tym, jaką tragedią zaskoczy mnie życie. Nie o to w życiu chodzi, żeby się ciągle zamartwiać. Nie o to chodzi, żeby każdego dnia się bać.

Jedak kiedy pojawił się na świecie pojawia się dziecko, przewartościowujesz i swoje życie i priorytety. Zaczynasz myśleć inaczej.  Bo przed dzieckiem, kiedy jesteś sama, wszystko możesz zacząć od nowa. Zawsze i wszędzie. Nie masz ograniczeń, nie jesteś od niczego ani nikogo zależna i nie ma bata, żebyś sobie w życiu nie poradziła. I nie, nie chcę powiedzieć, że dziecko jest kłopotem, problemem, czy przeszkodą. Bo nie jest! Chodzi o to, żeby ani przez sekundę w przyszłości tak nie pomyśleć. A to zależy tylko i wyłącznie od ciebie!

Pamiętam, jak jeszcze w ciąży, moja przyjaciółka powiedziała, że ja muszę mieć swój kawałek podłogi. Coś, co będzie moją bezpieczną przystanią, coś od czego będę mogła się odbić jak od stabilnego dna, kiedy się wszystko popieprzy. Oczywiście zrugałam ją wtedy, bo  ja ona mogła zakładać coś, czego nie zakładałam nawet ja. Bez sensu. Ale miała rację. Dzisiaj to wiem

Kiedy po urodzeniu młodego moje priorytety radykalnie uległy zmianie, zrozumiałam, że muszę zrobić wszystko, żeby kiedyś dać radę. To nie było cyniczne. To był zwykły matczyny odruch. Kocham swojego syna i chce, żeby miał w życiu jak najlepiej. A niestety wiem, bo znam siebie, że tylko będąc szczęśliwą kobietą, spełnioną i czująca, że robię to co kocham, mogę mu to „najlepiej” zapewnić. To dlatego poszłam na studia, to dlatego zaczęłam rozwijać bloga, to dlatego zaczęłam robić milion innych rzeczy, o które kiedyś bym siebie nie podejrzewała. To dlatego każdego dnia, kiedy już nawet padam na pysk, nadal szukam, nadal się zastanawiam jak coś ulepszyć, gdzie MI, jako kobiecie będzie lepiej, w czym jestem i będę najlepsza. Bo wiem, że jeżeli kiedyś dopadnie mnie frustracja, że kiedyś sama sobie uświadomię, że dałam dupy, olewając wszystko bo jakoś się poukłada…Wiem, jestem o tym przekonana, że moje dziecko może mnie zwyczajnie przestać lubić. Ja sama wtedy, przestanę siebie lubić…

I teraz musicie mi wybaczyć, ale nie będzie miło.

Ruszcie tyłki dziewczyny! Znajdźcie swój kawałek podłogi, który nie tylko sprawi, że dzisiaj poczujecie się spełnione, który będzie Waszą odskocznią od rzeczywistości. Róbcie to co kochacie, póki macie możliwość, bo kiedyś będziecie musiały robić to co musicie. Odłóżcie na bok strach i niepewność, jakieś uprzedzenia i obawy że nie dacie rady. Dacie radę! I teraz kiedy nie macie noża na gardle będzie Wam łatwiej. Przestańcie polegać wiecznie na innych. Bo ktoś pomoże, bo ktoś coś za Was zrobi, bo ktoś coś da.

Wiecie że internet to mój drugi dom, każdego dnia otwiera mi się nóż w kieszeni, kiedy czytam pełne roszczeń posty kobiet:

„Bo ja nie pracowałam całe życie, mąż odszedł, należą mi się alimenty!”- owszem na początku może i tak, tylko po to żebyś wróciła na rynek pracy, ale całe życie? To szczyt lenistwa, wyrachowania i braku jakiegokolwiek honoru! Niestety w takich przypadkach prawo, zamiast pomagać, wspierać, motywować, sadza takie kobiety na cieplutkim portfelu byłych i rozwija lewe rączki.

„Bo ja mam ciężką sytuację, dziecko w domu, nie mogę pracować, może jakaś zbiórka”- ja rozumiem, że z dzieckiem jest ciężko i o tym pisałam wyżej. Jednak dziecko nie może być Waszą wymówką!

Nie może, ale jest. Bo łatwiej narzekać, łatwiej polegać na innych. Łatwiej być ofiarą, niż wziąć życie w swoje ręce i pokazać że masz siłę kobieto! A masz!

Uzależnianie życia od innych, to najgorsze co możecie zrobić dla siebie i swoich dzieci. W życiu bywa różnie, a Wy jako matki na to różnie powinnyście być przygotowane. I to nie z przymusu, a dlatego że chcecie. I to z uśmiechem na twarzy! Tylko Wasz kawałek podłogi, jakaś pasja, jakieś hobby sprawi, że zachowacie w swoim życiu zdrowie psychiczne, będziecie mogły oderwać się od problemów, a kiedyś, kiedy życie Was zaskoczy, będzie to świetną trampoliną do tego, żeby zrobić coś więcej i nie zostać z ręką w nocniku.

Ja wiem że ciężko, że czasu brak, że wszędzie daleko i nie po drodze. A Ty doskonale wiesz, że to są tylko kolejne wymówki…Musisz wyjść ze swojej strefy komfortu, bezpiecznej kryjówki bo ona kiedyś przestanie istnieć. Wtedy będzie bolało, teraz może być to przyjemne pokonywanie własnych słabości i zaliczaniem celów.

Zrób wszystko, żeby kiedyś niczego nie żałować. Zrób wszystko, żebyś kiedyś mogła z podniesioną głową, powiedzieć, że sama dałaś radę. Zrób wszystko, żeby Twoje dzieci mogły być z Ciebie dumne. Zrób wszystko, żebyś Ty sama była z siebie dumna!