Każdego dnia, każdy przeciętny, dorosły człowiek wypija przynajmniej filiżankę kawy z wielu powodów. Matki, kobiety mają tych powodów do lubienia kawy mają trzy razy więcej niż faceci. Serio. Kiedy zaczęłam sobie wyliczać powody dla których uwielbiamy kawę byłam w szoku, że jest ich aż tyle więcej.

Mężczyźni kawę piją dla pobudzenia, rozbudzenia się. Nie znam faceta, który piłby kawę dla walorów smakowych. No dobra, może garstkę smakoszy znam. Ale jak to my kobiety mamy w swojej naturze, lubimy drążyć, kombinować, szukać, wymyślać-więc powodów do kochania kawy, mamy jakby więcej.

1.Pięć minut dla mamy

To chyba mój ulubiony argument uwielbiania dla kawy. Kiedyś piłam kawę zimną, jak większość mam. W pośpiechu ja robiłam, byle jaką-byleby kopała. Zalewałam na szybko, po czym zostawiałam, żeby wystygła, bo przecież wrzątkiem się poparzę. Więc kawa stygła w spokoju, a ja w tym czasie latałam po domu jak kot z pęcherzem, bo mama ja Ciebie potrzebuje, bo mama ja chce pić, bo mama zgłodniałem, bo mama zacięła mi się bajka, bo mama nie mogę rozszczepić klocków, bo mama uderzyłem się, bo mama telefon dzwoni. I tak w kółko. Kiedy wreszcie dochodziłam do kawy, żeby ją wypić była zimna, a podgrzana pięć razy w mikrofali smakowała paskudnie.

Dlatego egoistycznie wymyśliłam swój mały rytuał. Piętnaście minut na kawę. Rzucam wszystko, parze kawę i nic ani nikt nie ma prawa mi przerwać tej chwili do momentu kiedy nie skończę jej pić. Przez te piętnaście minut chwilę w ciągu dnia mogę odsapnąć. Taki time dla odsapnięcia.

2.Wymówka do wyjścia na ploty z koleżanką.

W zasadzie to koleżanka jest bardziej wymówką do wypicia kolejnej kawy. W spokoju. Ważne żeby tylko znaleźć pretekst i wybyć z domu. Chociaż ja coraz częściej, kiedy tylko sama wypuszczam się, chociażby na zakupy, siadam w pierwszej lepszej kawiarni, zamawiam kawę i…delektuję się ciszą i spokojem. Przedłużam swoje chwile, wyrwanej z obowiązków wolności.

3.Napój którego Twoje dziecko nie tknie.

Ile napojów, soków bym nie kupiła, ile herbat z cytryną bym sobie nie zrobiła, zawsze zostaną mi wypite. Ilekroć pomyśle żeby się czegoś napić, moje dziecko mnie ubiega. Jest jak mały Ninja, który czai się za rogiem, żeby tylko opróżnić moja szklankę. Bo od mamy smakuje najlepiej przecież. Kawa, jest jedynym, o za alkoholem trunkiem którego ten mały drań nie ruszy.

4.Mam tę moc-zastrzyk energii.

Nie powiem, żebym była jakoś specjalnie podatna na wpływ kofeiny. Na mnie działa trochę jak placebo-już sam fakt, że się kawy napije, w sensie poczuje jej smak w ustach, sprawia że dziwnie się pobudzam. Chyba zwyczajnie, mój organizm się przyzwyczaił do dawki kofeiny którą codziennie dostarczam i na nią nie reaguje. Ale kiedy tylko tę dawkę przekroczę, czuję jakby mnie od środka rozsadzała energia i czasem muszę popijać melisę na wstrzymanie ;)

5.Domowe SPA

Nawet nie wyobrażacie sobie na ile sposobów można w łazience wykorzystać kawę! Po pierwsze peeling z kawy-jest rewelacyjny! Nie tylko cudownie pachnie podczas zabiegu, ale też nie rozpuszcza się tak jak cukier wykorzystywany przy domowych peelingach. Kofeina zawarta w kawie ma właściwości  drenujące i przyspieszające spalanie tłuszczu, co z a tym idzie pomaga pozbyć się cellulitu.

6.Aromaterapia

Wiecie, że jestem miłośniczką zapachowych świec, olejków eterycznych. O tym jak sama robię sobie aromatyczne specyfiki, żeby w całym domu pachniało pomarańczą na przykład-pisałam TUTAJ. Wystarczy, że w domu zapachnie kawą, a ja od razu dostaję zastrzyk energii i przepełniają mnie pozytywne wibracje. Możecie też kupić świeczkę w szklanym pojemniku. Wosk rozpuścić w kąpieli wodnej odrobinę płynnego wosku odlać i zastąpić ziarnami kawy. Podczas palenia świeczki, ciepło uwolni aromat z kawy.

7.Desery

Kawa z lodami to chyba mój ulubiony deser w lecie, kremy kawowe, kawowe biszkopty, tiramisu pełne biszkoptów nasączonych kawą. Jakiego deseru sobie nie wymyślisz, możesz nadać mu smak kawy odrobiną espresso.

8.Element dekoracji.

Serio,serio! Jakiś czas temu odkryła, jak genialną dekoracją są ziarenka kawy. U mnie są nieodłącznym elementem świec. Zwykłe tealighty układam na spodku, wkładam do szklanki i obsypuje ziarnami kawy. Nie tylko wyglądają obłędnie, ale też podczas palenia uwalniają swój aromat. Prosty i szybki sposób na efektowna dekorację stołu.

9.Pretekst do kolejnego ciastka.

No bo jak to ciastko bez kawy? Kawa bez ciastka? Kto to widział?! Kawa i ciastko to nieodłączny element rytuału „pięć minut dla mamy”. I nie wiem kto to wymyślił, ale cwana bestia z niego była, bo zauważcie, że pod wieczór już przestrzegamy się przed piciem kawy. Żeby działanie kofeiny nie sprawiło nam problemów z zaśnięciem. A z zaleceń lekarzy i wszelkich dietetyków ciastków na noc tez nie można. Sprytne!

10.Przyspiesza metabolizm.

Na szczęście dla kalorycznych ciastków-zjadane w towarzystwie kawy szybciej uwolnią się z naszego organizmu. Kawa przyspiesza metabolizm, dzięki czemu łatwiej oczyszcza się nasz organizm. Na różne sposoby , o których może nie będę pisała, żeby nie zepsuć aromatycznego wpisu. Fakt jest taki, że kawa działa cuda.

11.Pretekst do kupowania nowych, ładnych gadżetów do kawy.

I to jest to co tygryski uwielbiają najbardziej! Kobiety uwielbiają robić zakupy. A kiedy w grę wchodzi przyjemne spędzenie piętnastu minut, należy zadbać o wszelkie szczegóły.  Kawa musi być dobrej jakości. Nie będę się tutaj wymądrzała na temat odpowiedniego przyrządzania kawy, bo specjalistką nie jestem. Jeszcze. Podobno najlepsza kawa to taka z czajniczka. Ale trzeba ja odpowiednio zaparzyć. Czyli odpowiednia ilość kawy, wody, odpowiednia temperatura i czas gotowania. Jeżeli któryś z tych czynników sknocimy, kawa będzie przepalona i w smaku zwyczajnie kwaśna. Jednak taki rytuał to kolejne piętnaście czasu na przygotowanie, a my matki czasu nie mamy. I tutaj pojawiają się inteligentne rozwiązania w kuchni. Na przykład ekspres na kapsułki. Nie wiem kto to wymyślił, ale też był geniuszem, i podejrzewam, że była to jakaś matka.

Wrzucasz kapsułkę, podstawiasz filiżankę i gotowe! Chociaż przy ekspresach na kapsułki warto zastanawiać się czego oczekujemy, bo ekspres ekspresowi nie równy, a przerobiłam już kilka. Marzy mi się taki z młynkiem do kawy, który sam będzie kawę mielił, parzył, sam się oczyszczał i sam spieniał mleko. Do tego nastawię sobie timer na konkretną godzinę, podejdę do ekspresu i kawa będzie zrobiona. Ale to za jakiś czas. Póki co mój Tchibo Caffisimo Latte od Saeco daje radę i to bardzo. I żeby była jasność, nikt mi tutaj za reklamę nie płaci. Po prostu uwielbiam ten ekspres, a Wy często pytanie, jak robię swoje ładne kawy z Instagrama. No więc ten ekspres mi pomaga. Wrzucam kapsułkę, do pojemnika wlewam mleko, wciskam jedne guzik i gotowe. Nie wszystkie ekspresy mają opcję automatycznego spieniania mleka. zazwyczaj jest dysza, którą sami musicie obsłużyć. Z doświadczenia barmanki wiem, że zwykłemu laikowi bez wprawy ciężko zrobić piankę idealną. Wprawa to raz, a dwa mi samej, mimo że wiem jak to zrobić, nie chce się za każdym razem ręcznie spieniać mleka. Tutaj ekspres robi wszystko za mnie. Możecie przygotować Espresso, Caffè Crema, kawę parzoną, specjały kawowe z mlekiem i spienione mleko, a nawet herbatę. Pojemnik wraz z mlekiem możecie przechowywać w lodówce ;)

A jak już jesteśmy przy gadżetach, to kawa najlepiej smakuje w czym? W ulubionym kubku lub filiżance! Nie rozumiałam  kiedyś tej mody na różne kubki, kubeczki, ładne filiżaneczki. Dla mnie był to jeden pies. Do momentu, kiedy nie zostałam smakoszką kawy. Te kilkanaście minut delektowania się ładnej, pysznej kawy w pięknej filiżance…Mój ostatni łup to filiżanki w kropeczki z Ikea, ale już poluję na piękne cuda w innych sklepie, tylko jeszcze się zastanawiam, czy wybrać w kolorze białym, różowym czy szarym. Czy może jednak brać wszystkie…;)

Więc jak same widzicie, kawa to samo dobro! Pozwala kobiecie odpocząć, spędzić miło czas,mieć w domu ładne, pyszne i pięknie pachnące rzeczy, schudnąć i wydawać bezczelnie pieniądze na nowe ładne gadżety. W magiczny sposób dodaje Ci każdego dnia mocy i sprawia, że nawet najbardziej męczący dzień jesteś w stanie przeżyć. Czy znacie równie wielozadaniowy produkt spożywczy? Bo ja nie ;)