No ile, ile, ile, powiedz Halyyna ile! Czy to faktycznie daje efekty i czy jest sens te pudełka jeść? Każdego dnia, któraś z Was wysyłała takie pytanie, a ja mozolnie odpowiadałam, tłumaczyłam, opisywałam efekty częściowe. Dzisiaj, kiedy moja przygoda z pudełkami dobiegła końca(przynajmniej na razie), mogę Wam podsumować cztery miesiące moich zmagań z dietą LightBox .

Jak schudnąć bez wyrzeczeń?

Jak schudnąć bez wyrzeczeń?

O tym, dlaczego w ogóle zdecydowałam się na dietę, mimo akceptacji siebie-pisałam Wam w TYM poście. Przede wszystkim, dlatego, że zmusiło mnie do tego zdrowie. A raczej jego brak. Pisałam Wam też, o tym, że zdrowie było mi potrzebne przede wszystkim do tego, żeby znów móc zostać mamą. Ten tekst znajdziecie TUTAJ.  I chociaż to TYLKO cztery miesiące, to przyznam Wam szczerze, że to było dla mnie jakby zupełnie inne życie.

Co mi dało cztery miesiące na diecie LigtBox?!

WSZYSTKO!

Zacznijmy od znacznej poprawy wyników. Dokładnie miesiąc przed rozpoczęciem diety, widziałam się ze swoim lekarzem, który mnie prowadzi. Powiedziałam mu o swoich problemach z zajściem w ciąże, pokazałam wyniki krzywej cukrowej i insulinowej. Był bezlitosny. Od razu stwierdził, że albo biorę się za siebie, albo idziemy w leki wspomagające na cukrzycę. Powiedział też, że jeżeli te leki zacznę brać, to jest bardzo duże prawdopodobieństwo, graniczące z pewnością, że przyzwyczaję do nich organizm, i już zawsze będę musiała się nimi wspomagać. Wiedziałam doskonale, że leki to ostateczność, i jeżeli teraz, kiedy jeszcze mam siłę, chęci i przede wszystkim motywację-zgodzę się na leki-upośledzę swój organizm jeszcze bardziej.  Wiedziałam, że tego nie chcę i muszę zacząć działać. Miałam dużą motywację, bo która z Was miała problemy przy zajściu w ciążę, wie-jak bardzo chęć pozostania mamą potrafi zmotywować.

Tamtego dnia, w styczniu- wyszłam od lekarza z diagnozą insulinooporności. Dzień przed wyjazdem na wakacje w czerwcu, dokładnie na finiszu mojej diety, odwiedziłam mojego lekarza ponownie z najnowszymi wynikami. Po mojej insulinooporności nie było śladu! To znaczy, ona nadal jest, ale jest uśpiona. Ale nie potrzebowałam wyników badań do tej wiedzy. Bo pierwszy raz od kilku lat (serio!) budzę się wsypana! Jeszcze przed dietą, każdy mój poranek był dramatem. Niby nie chodziłam późno spać, bo grubo przed północą. Niby nie wstawałam bladym świtem, bo najwcześniej o siódmej rano, a czasami nawet o ósmej. Jednak każdego ranka, otwarcie przeze mnie oczu było nie lada wysiłkiem. Zresztą przewalałam się całe noce, z boku, na bok, więc rano zapewne mój organizm odsypiał. Dzisiaj całą noc śpię jak zabita, a rano często budzę się bardzo wypoczęta, jeszcze przed budzikiem. Zniknęła też codzienna, poobiednia niemoc. A raczej, moment, kiedy jakieś pół godziny po posiłku ścinało mnie z nóg spanie. Nie pomogły kawy, nie pomagało zupełnie nic. Był obiad-po obiedzie było spanie i rozwalony totalnie rytm dnia. Dzisiaj już nie pamiętam tych momentów. Bez względu na to jak bardzo wyeksploatuję się w ciągu dnia-spać chodzę dopiero wieczorami.

Regularne, zdrowe, zbilansowane jedzenie, dostosowane do indywidualnych potrzeb to jest coś, coś co powinien sobie zafundować każdy z nas, żeby na własnej skórze przekonać się jak wielki ma na nasz organizm wpływ. Bo nam się wydaje, że skoro jemy wszystko i żyjemy to jest ok. Teoretycznie tak. Praktycznie jednak, czy ktoś z Was zastanawiał się kiedykolwiek nad jakością tego życia? W sensie, ile z Was nie przesypia nocy, w dzień chodzi senna, ma zaparcia, kolki, wzdęcia, zgagi, i milion innych dolegliwości, które według Was biorą się z absolutnie wszystkiego, ale nie…z jedzenia?

Jako miłośniczka, koneserka i kobieta uzależniona od jedzenia, powiem Wam, że ja sama wszelkie swoje dolegliwości, niejednokrotnie zrzucam na wszystko tylko nie na jedzenie. I pewnie w kilku, skrajnych przypadkach przyczyny są inne, jednak w większości, w moim przypadku, wszystko zaczyna się od jedzenia.

Jesteś Tym co jesz! Niestety.

Zdrowie to najważniejszy czynnik, jaki zdeterminował mnie do przejścia na dietę. Ale plusów diety pudełkowej jest zdecydowanie więcej. Ja przede wszystkim oszczędzałam czas i wbrew pozorom pieniądze.  Pisałam o tym  w TYM wpisie, kiedy to sobie i diecie LightBox rzuciłam wyzwanie i postanowiłam samodzielnie, przygotować całodzienne menu z diety. Pięć posiłków. Owszem dałam radę, bo kocham gotować i eksperymentować w kuchni. Posiłki były pyszne-bo wybrałam moje ulubione przepisy(je też znajdziecie w TYM wpisie).

Jednak czas spędzony w kuchni rozłożył mnie na łopatki i poczułam się finalnie pokonana. Pokonała mnie też ilość produktów, które musiałam kupić i z z których pozostałości, nie miałabym większego pomysłu co zrobić. Co za tym idzie, sporo produktów, znając mnie, wylądowałaby w koszu. A tego nie lubi nikt! Jestem trzy tygodnie po zakończonej diecie. Wróciłam z wakacji w Hiszpanii, prosto do kuchni i powiem Wam, że mimo że jesteśmy w pełni sezonu na najpyszniejsze warzywa, te nasze, lokalne, to…stanie w kuchni jest moją udręką. Słońce za oknem, jest tyle do zrobienia w ogrodzie, tyle książek, które mogłabym przeczytać leżąc w hamaku, a ja…stoję znowu przy garach. Więc dieta pudełkowa, to przede wszystkim WYGODA i OSZCZĘDNOŚĆ CZASU!

I chociaż mogłabym się zarzekać, udawać, że wcale nie, że zupełnie mnie to nie rusza, i nie widzę tego czynnika, to…jestem kobietą! I chce czy nie chce, gdzieś w mojej głowie, moje typowe babskie ego widzi, jak bardzo zmieniło się moje ciało! Przez cztery miesiące na diecie pudełkowej LightBox zrzuciłam 9 KILOGRAMÓW! 

Moje przed i po. A raczej PO i PRZED. Nawet nie wiecie jak ciężko, było mi znaleźć zdjęcie, które by ujmowało mnie w całym moim jestestwie przed dietą. Bo ja to się potrafię ustawić, zapozorować, nóżką popracować, żeby na zdjęciu zakryć to i owo i wyjść jak najlepiej. Jeszcze bardziej to potrafię to potrafię kasować niewygodne zdjęcia, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Czyli wszystko się zgadza-jestem TYPOWĄ kobietą ! ;)

Nie da się tego przeoczyć i jestem z tego faktu cholernie dumna! Mogłabym więcej, ale życie niestety lubi płatać psikusy i więcej fizycznie mi nie pozwolono. Dopiero w maju, mimo usilnych, wcześniejszych nieporadnych prób-ruszyłam tyłek i zaczęłam pedałować. W sensie jeździć na rowerze. I kocham to! Za każdym razem kiedy wsiadam na rower, robię ponad dwadzieścia kilometrów, po mniejszych i większych wzniesieniach.

I powiem Wam, że ja jeszcze w życiu nie widziałam żadnej aktywności fizycznej, po której OD RAZU widać efekty. Moje póki co, są mało estetyczne, bo po każdym treningu na moich udach zauważam kolejne „dziury”-dosłownie, po spalonym tłuszczu. Tego nie zobaczycie na moich zdjęciach, bo…tego po prostu nie widać, serio. Ja nawet chciałam znaleźć takie zdjęcie, które najbardziej oddawałoby stan rzeczy, ale nie znalazłam. Muszę przyznać, że moje uda w tym momencie wyglądają o wiele gorzej niż przed dietą i okresem zanim zaczęłam jeździć na rowerze. Dopiero na filmach z wakacji mogłam to zobaczyć. Na tych samych na których dumnie, w stroju kąpielowych przechadzam się po plaży, zupełnie nie widząc, tego co zobaczę już po wakacjach. Trudno. Taka już jestem, takie mam kulawe ciało. Mam teraz większą motywację, żeby walczyć z tym ciałem dalej i te dziury wyrównać ;)

Ale w tym roku, po raz pierwszy chyba od dekady, zrobiłam sobie, a raczej mój mąż zrobił mi, zdjęcia w stroju kąpielowym. Inaczej. On zawsze mi te zdjęcia robił. Tylko wiecie, tak z ukradka. Ja zawsze szybko je kasowałam i wszyscy byli szczęśliwi. Nigdy nie byłam zadowolona ze swoich zdjęć w stroju, bez względu na to jak szczupła byłam. To chyba wiek i umiejętność docenienia tego co mam i ile osiągnęłam-którą wreszcie posiadłam.

Jednak nie umniejsza to faktowi, że da się! Da się, bez większych wyrzeczeń, wygodnie, bez straty czasu na godzinne stania w kuchni schudnąć. I to bez katowania się ćwiczeniami, bo jak wiecie, mnie się to katowanie nie udało, chociaż taki był pierwotny plan.  Serio dieta może być całkiem przyjemna, zupełnie nie monotonna. Dieta może być różnorodna smaczna i przygotowana…w sekundę. Dokładnie w tą sekundę, w którą ktoś pod drzwi Twojego domu dostarcza gotowe pięć posiłków na cały dzień ;)

I teraz największa obietnica, którą złożyłam przed rozpoczęciem przygody z LightBox. Obiecałam, a raczej Alvaro obiecał, że jeśli schudnę to kupi tyyyle smalcu, o takiej gramaturze jak utracona przeze mnie waga, obwiesi mnie tym smalcem i zrobi mi genialne foto. I wierzcie mi, że próbowaliśmy! Kupiliśmy 45 kostek smalcu. Żebyście widzieli miny ludzi w sklepie, kiedy staliśmy z tym smalcem przy kasie! Jednak mimo tego, że mi to się wydawało, że co to jest dziewięć kilo, ż eto takie trochę nic, bo miałam chrapkę na więcej. Jak typowa baba, zupełnie nie doceniałam sama siebie. To wyobraźcie sobie, że ja tych dziewięciu kilogramów nie byłam w stanie dźwignąć! Nie było opcji, zrobienia korali ze smalcu-bo zwyczajnie było tego za dużo i urwałyby mi kark. W jednej misce też nie ogarnęłam, bo po pierwsze się nie mieściły, a po drugie, nadal był to zbyt wielki ciężar. Dopiero jak rozłożyłam ciężar na dwie miski, i wcisnęłam je pod pachę robiąc mała podpórkę, była w stanie, przez chwilę, z zaciśniętymi zębami pozować do zdjęć. Doceńcie to proszę ;)

Ach! Byłabym zapomniała o najważniejszym! Wy mi teraz nie gratulujcie, bo teraz przede mną mozolna praca nad samą sobą. Utrwaliłam pewne nawyki. Jadam pięć posiłków dziennie-a z tym było u mnie najgorzej. Piję dużo i regularnie nawadniam organizm. Staram się uważać na to co jem. A raczej jeść bardziej świadomie. I to jest coś-co na diecie pudełkowej jest fantastyczne. Dostajesz totalne wsparcie merytoryczne i dietetyczne od samego początku. Masz gotowe posiłki, których się uczysz, i nawyki które wdrażasz i utrwalasz mozolnie od początku. Później jest już znacznie łatwiej, chociaż…mimo wszystko, życie po diecie pudełkowej jest ciężkie i nie będę Was kłamała, że jest inaczej. Z pudełkami żyło mi się znacznie prościej! I jeszcze wiele potknięć przede mną, wiele pracy muszę nad sobą i swoją kuchnią wykonać. Ale!

Wy mi teraz powiedzcie, co jam mam z tymi dziewięcioma kilogramami smalcu zrobić! Serio! Leży ten smalec w lodówce i patrzy na mnie z pogardą. Z pogardą-bo wiem że to jest ciężar, który zrzuciłam z barek i przecie go nie zjem, bo znów mi się tyłek rozpuchnie, nie? ;) No to co, co ja mam z tym smalcem zrobić?!

 

PARTNEREM WPISU JEST LIGHTBOX