Dziecko nie jest wymówką do bycia Fit

Miałam napisać Wam post, o tym że dziecko wcale nie musi być przeszkoda w naszej aktywności fizycznej. I powiedzmy sobie szczerze, ile z nas mam, rodziców usprawiedliwia brak tej aktywności- obecnością dziecka? No właśnie…

Dziecko nie jest wymówką

Dziecko to całe nasze szczęście. Nie chcemy tracić czasu który możemy poświęcić pociechom, żeby egoistycznie zadbać o swoją dupke (a co ze zdrowiem?). Najczęściej jednak dziecka nie mamy zwyczajnie z kim zostawić. Kiepska wymówka. Nie nadaje się w dzisiejszych czasach.

Wiele klubów fitness w swojej oferty ma zajęcia dla mam z dziećmi. Do tego, podczas kiedy Ty ćwiczysz, klub zajmuje się Twoja pociechą w zaadaptowanym do tego celu bezpiecznym, kolorowym miejscu. Czy sama skorzystałam? Nie. Ale to tylko dlatego, że organizuję czas tak, żeby dziecko w tym czasie było z tatusiem. Z resztą ja na siłowni lubię ćwiczyć o świcie, kiedy nie ma ludzi- a wtedy raz że tatuś i dziecko śpią w najlepsze, a dwa przedszkole w klubie jest jeszcze nieczynnie.

Ale może być tak, że na siłownię z jakiegoś powodu chodzić nie możesz. Okej.  Na szczęście nie jest to żadna blokada, bo zawsze możesz ćwiczyć w domu. I wiedz, że możesz osiągnąć podobne efekty jak w siłowni. Kwestia konsekwencji. W sieci jest pełno filmików z treningami, o różnej intensywności, stopniu zaawansowania. Na pewno znajdziesz coś dla siebie. Ale powiesz jak? Przecież dziecko ciągle się krząta…No niby tak, ale to też kwestia organizacji. Tylko i wyłącznie. Kiedy młody był mały, ćwiczyłam kiedy spał. Rano, w czasie południowych drzemek albo wieczorem. Czasem udawało mi się zrobić trening kiedy nie spał, miał dobry humor i bawił się w łóżeczku. Puszczałam mu bajki(tak, jestem z tych wyrodnych matek, zajmujących swoje dziecko bajkami) a sama ćwiczyłam. Kiedy zrobiło się cieplej, spacerowałam. I to bardzo dużo. Robiłam dziennie kilka-kilkanaście czasem kilometrów. To też aktywność fizyczna ;) z czasem młody nauczył się że mama ćwiczy- młody nie przeszkadza. Dzisiaj już mnie motywuje, nagradza i rozbraja kontrolując jak wykonuję ćwiczenia;)

A kiedy robi się ciepło i szkoda czasu na siedzenie w domu, spędzamy czas na wycieczkach.  Różnych. Najczęściej rowerowych, często też jeżdżę z młodym na rolkach. Nie zawsze Szalony nam towarzyszy, ale jeśli już wycieczki są rowerowe i wybieramy się w trasy dalsze.  Ale świetnie radze sobie z młodym sama. Zamontowanie takiej przyczepki to chwila moment. Młody uwielbia te nasze wycieczki. Zawsze dostaje na drogę prowiant, coś do picia. Z góry wybieramy trasę, więc zna cel i zawsze się cieszy. Czasem trasa jest dłuższa, ale kiedy cel jest znany nie am marudzenia. A mama wtedy zażywa niezbędnego, zdrowego ruchu. Najważniejsze, co podoba mi się w mojej aktywności, w której może towarzyszyć młody, to fakt że od małego obeznaje się z faktem że aktywność jest niezbędna, zdrowa ale może być też fajna. Spędzamy razem aktywnie czas. Jest wesoło, nie mam wyrzutów sumienia że  czerpiąc aktywność dla siebie, zaniedbuje młodego.

Pierwszą tegoroczną wycieczkę mamy za sobą. Na razie pogoda (przynajmniej u nas) znów się popsuła…co koliduje z naszymi chęciami. No nic, mamy jeszcze zimę, nie ma co narzekać.

Naprawdę polecam takie rozwiązanie. Podczas ewentualnej wywrotki, wywraca się rodzic na rowerze, a przyczepka stoi nienaruszona.  W przeciwieństwie do fotelika rowerowego, w którym podczas upadku, leżycie razem z dzieckiem,do  tego brak osłony przed zmienną pogodą. Przyczepka jest przystosowana dla jednego, albo dwójki dzieci. Posiada pasy z regulacją długości. Z tyłu mamy pojemy bagażnik na cieplejsze ubranie, kocyk, czy prowiant. Do tego zakrywana buda, dzięki której niestraszna nam pogoda, czy deszcz;) Ja mam najzwyklejszy model. Jeden z pierwszych i raczej tańszych. Na rynku dostępnych jest wiele modeli. Wszystkich zalet Wam nie wymienię. Zwyczajnie ich nie znam ;) Natomiast świetnie zrobiła to Sportowa Rodzina . Polecam przejrzeć ten artykuł, znajdziecie tam wiele modeli i ciekawostek na temat tego czy warto pomyśleć nad wspólną aktywnością ;)