Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej zaczynam wierzyć, że Bóg (jeśli istniał) faktycznie był facetem. Stworzył ziemię, ludzi, a nam kobietom, za grzechy Ewy, nadał tyle cech zatruwających życie, że to jabłko mi w gardle właśnie staje, jak sobie pomyśle, że to był tylko jeden kęs. 

dramat każdej kobiety

Nie ma co ukrywać być kobietą nie jest łatwo. Na każdym kroku jakaś przeszkoda, za każdym rogiem jakaś pokusa, każdego dnia te same utrudnienia do pokonania. Im więcej lat dane mi jest przeżyć jako kobieta, im większą mam świadomość swojej kobiecości-tym częściej zazdroszczę facetom. Serio! Przecież oni są zbudowani tak prosto jak cep. Dwa kije i sznurek. Chociaż w przypadku mężczyzny powinniśmy powiedzieć- jeden kij i dwa jajca.

Przez te kilkanaście lat mojego świadomego bycia kobietą, każdego dnia zauważam u siebie coraz więcej cech wspólnych z innymi kobietami. Kiedyś byłam przekonana, że to cechy charakteru. Że to moja wewnętrzna słabość. Ale nie. Dzisiaj jestem przekonana o tym, że cała kobieca część ludzkości ponosi konsekwencje za grzech Ewy. Kurwa, za jeden gryz jabłka takie katusze?

1.Nasze samopoczucie uzależnione jest od cyklu menstruacyjnego.

Wiem, że gdzieś na świecie są kobiety, którym udało się przechytrzyć naturę, ale nigdy takiej nie spotkałam, więc są jak baśń o smokach. Wszyscy słyszeli-nikt nie widział na własne oczy. Jednak 99,99% kobiet na kuli ziemskiej, poczucie humoru, poziom zadowolenia z życia ma uzależniony od hormonów które w nas buzują. Nie, to jest jak sinusoida.

Podczas owulacji czujesz się jak Bogini! Piękna, atrakcyjna, pełna anergii gotowa zawojować świat i zawrócić w głowie każdemu facetowi. Masz niesamowitą ochotę na seks, a wszystko to dokładnie przemyślała natura, bo w tym czasie powinno dojść do zapłodnienia, więc Ty, Twoje ciało i umysł zrobicie wszystko żeby tak było.

Zaraz po owulacji, następuje drastyczny spadek samopoczucia. Im bliżej okresu tym gorzej. Pojawiają się pryszcze, cera robi się szara, wyglądasz okropnie i czujesz się jak kupa. Do tego zaczynasz zbierać wodę, puchniesz. Zaraz później pojawia się PMS-mieszanka wybuchowa wszelkich dolegliwości psychicznych. Płaczesz, śmiejesz i wściekasz się na przemian! Jak się ktoś porządnie nawinie, mogłabyś zabić, mimo, że w innej fazie cyklu olałabyś ciepłym moczem i śmiałabyś się z jego głupoty! I ten nieposkromiony apetyt! Mogłabyś jeść i jeść i jeść…a później płakać, że dupa Ci znowu rośnie.

Kilka dni po tym, jak organizm się oczyści, wszelkie dolegliwości mijają jak ręką odjął i…cały cykl zaczyna się od nowa. I tak miesiąc w miesiąc. Jak pierdzielony dzień świstaka!

2. Całe życie na diecie.

Nie wiem, doprawdy nie wiem, dlaczego to kobiety są wiecznie na diecie. Dlaczego to na nas ciąży bardziej presja żeby wyglądać perfekcyjnie, albo dlaczego to nam bardziej i szybciej dupa rośnie. Nie widzę w tym żadnego sensu, bo gdybyśmy tak mogły jeść-co kochamy najbardziej, i nie tyć-to byłoby spełnieniem naszych marzeń, świat byłby piękniejszy, a wszędzie latałyby różowe nosorożce szczęśliwości.

3. Za mało butów i torebek.

Jeszcze nikt, nigdy nie odpowiedział mi na podstawowe pytanie-dlaczego każda kobieta ma bzika na punkcie torebek i butów? I dlaczego najpiękniejsze torebki i najwygodniejsze najpiękniejsze buty są tak cholernie drogie? Żeby było ciekawiej, każda z nas musi mieć ich całe tuziny, żeby na każdą okazję i do każdego looku dopasować odpowiednie buty i torebkę.  I w zasadzie, nawet gdybyśmy miały w szafie po setki sztuk i tak zawsze będzie mało i tak przy kolejnych zakupach, trafi się jakaś którą koniecznie musimy mieć. Czy faceci mają takie problemy? No właśnie.

4. Za duży wybór.

Na jakiekolwiek zakupy nie pójdziesz, nigdy nie możesz się zdecydować co kupić. Każda bluzka w ośmiu kolorach i we wszystkich oczywiście czujesz się doskonale! Jeansy o piętnastu odcieniach jeansu. I żadne nie są uniwersalne i nie pasują do całej Twojej garderoby. Kanapa do salonu w pięciu kolorach, żaden nie jest idealny, do tego materiał jakiś taki, jeden zbyt tandetny, drugi za sztuczny a trzeci ma ładny odcień ale ta faktura zupełnie nie na topie. Ale to jest nic…

5. Brak idealnego odcienia szminki!

Od przynajmniej osiemnastu lat poprawiam każdego dnia urodę przed lustrem i od tych osiemnastu lat nie znalazłam idealnego koloru szminki. I doskonale wiem, że ma tak większość kobiet! Nie ma takiego odcienia czerwieni, który perfekcyjnie współgrałby z kolorem mojej cery i włosów. No nie ma. Jeden jest za ciemny, drugi za jasny, w trzecim wyglądam jak własna babcia a w czwartym jak kobieta lekkich obyczajów. I nie wiem zupełnie co jest gorsze. A nawet jak na chwilę znajdę ten prawie idealny kolor, to albo zawsze opierdzielę sobie połowę zębów przy malowaniu i oczywiście tego nie zauważę. Co skutkuje tym, że uśmiechając się szeroko do ludzi na ulicy- bo przecież mam wreszcie usta jak milion dolarów, jest się z czego cieszyć- ludzie patrzą się na mnie jak na idiotkę która się nie potrafi umalować . I słusznie.

Albo, moja prawie perfekcyjna szminka schodzi z mych ust, już przy pierwszym zetknięciu z filiżanką, w efekcie więc chodzę jak glonojad, sztucznie wydymając usta, żeby mi się przypadkiem szminka za szybko nie zmazała.

6. Zawsze kiedy pomalujesz paznokcie…

Chce Ci się siku! Za każdym kuźwa jebutnym razem! Ja wiem, ze sika się zaraz przed malowaniem. Ale to nie ma znaczenia. Zawsze zaraz po tym jak nałożę lakier na obie łapy chce mi się siku. A jak nawet mi się z raz, czy dwa uda, to mam przecież dziecko! Jemu zawsze wtedy chce się pić, albo kupa, albo jeść. Albo w głowę się uderzy i koniecznie trzeba zagasić pożar rozgrywającego się właśnie dramatu. Chociaż tutaj, jak na wyrodną matkę przystało, zawsze stosuje mały trik. Z wielką powagą pytam, czy uderzając się głową o stół, moje dziecko nie rozwaliło mi stołu(z premedytacją pomijam stan głowy), i on wtedy z wielkim przerażeniem w oczach bieganie obejrzeć stół i zapomina że przed chwilą bolała go głowa. Działa na wszystkie dzieci, sprawdziłam. Wracając do paznokci, zawsze, kiedy już zdążyłam się nazachwycać jak idealnie je tego dnia wymalowałam, zdarzy się coś z powyższych rzeczy, a zaraz po tym moje paznokcie marszczą się dziwnie, jak całe moje ciało po godzinnej kąpieli w wannie.

W temacie lakieru do paznokci to fenomenem jest jeszcze fakt, że nie wytrzymują w stanie idealnym, nawet kiedy zdążą wyschnąć bez przygód, ani jednego dnia. Wystarczy zwykłe mycie naczyń. Cokolwiek! Jeden dzień i od razu robią się odpryski. Ja doprawdy nie wiem, jak kiedyś kobiety mogły mieć ładne paznokcie, zanim wynaleziono(to na bank wynalazła kobieta!) hybrydy?! Ręce w górze przez cały tydzień? No heloł?!

7. Wstajesz rano i…

Jeszcze się taka kobieta nie urodziła, która budziłaby się piękna. To znaczy-umówmy się-my wszystkie jesteśmy piękne z natury! No wiadomo. Ale nie ma takiej kobiety, która by po przebudzeniu nie odprawiała codziennego rytuału przepoczwarzenia się z zombiee w kobietę po prostu. To zawsze wygląda tak samo. Szybka toaleta i półgodzinny lifting twarzy. Zawsze zajmuje mi to pół godziny. Jak idzie dobrze z makijażem, to włosy nie współpracują. Jak włosy tego dnia same się układają, to akurat kiedy maluje oko eyelinerem Młody trąci mi łokieć i mam sznita na pół twarzy, więc zaczynam zabawę od początku. Swoją drogą kiedyś oglądałam jakiś japoński filmik, na którym, kobieta w dziesięć sekund się maluje. Wygląda to mniej więcej tak, że przykłada do twarzy na kilka sekund maskę, ściąga i voila-perfekcyjny makijaż gotowy! Nie można by tego opatentować i ułatwić życie milionom kobiet na świcie?

Później jest jeszcze rytuał w co się ubrać, w wszystkim czuję się źle, nie mam nowych ciuchów, muszę sobie coś kupić, jestem gruba…

I kiedy dochodzę do tego ostatniego punktu uświadamiam sobie, że mimo tych wszystkich utrudnień, to my kobiety i tak mamy lepiej od facetów! Bo jakby nie patrzeć, nawet jak rano obudzimy się brzydkie, to dla nas jest jeszcze nadzieja. Wstajesz i wyglądasz jak zombie. Kilka przebierek, kilkanaście minut w łazience, odrobina(tiaa…) makijażu i od razu wyglądamy lepiej. A facetom to już nic nie pomoże. No zupełnie nic. W dodatku same pomyślcie- facet w makijażu? A feee!

Będąc facetem nie mogłybyśmy kupować tych wszystkich butów i torebek. Ani chodzić na shopping i polować na przecenione tony ciuchów, które i tak nam się w szafie nie mieszczą. Będąc facetem, nie mogłybyśmy zganiać naszego złego samopoczucia  na PMS. Nie mogłybyśmy zajadać złego humoru czekoladą, popijając winem. No i umierałybyśmy na katar!

Nie. To ja już wolę być kobietą, z całym tym „ciężarem” ;) Jakoś przeżyję.