Jestem okularową maniaczką. Mam ich kilka par w swojej kolekcji i przy każdej najmniejszej okazji, szukam powodu, żeby sprawić sobie kolejną. Dzisiaj nie wyobrażam sobie siebie bez okularów, chociaż nie zawsze tak było. Miłość do okularów rodziła się w wielkich mękach, przyznaję się bez bicia.

Pamiętam jak w podstawówce mama zabrała mnie do okulisty. Wtedy wydawało mi się, że to tylko takie badanie i na nim się skończy. Nie brałam w ogóle pod uwagę, że będę musiała nosić okulary. Za „moich czasów” okulary nosiły tylko kujony i to był najlepszy z powodów do tego, żeby się z kogoś ponabijać. Okularnik był najodpowiedniejszą do tego osobą. Zupełnie nie uśmiechało mi się więc wbijanie się na własne życzenie do osób, których się nie lubi.

To było tez trochę tak, że skoro przez dziesięć lat swojego małoletniego życia, radziłam sobie bez okularów, to zupełnie nie rozumiałam, dlaczego nagle miałabym zacząć ich potrzebować. Życie okazało się dla mnie jednak brutalne i jeszcze tamtego feralnego dnia, jak wtedy myślałam, wyszłyśmy z mamą, z gabinetu okulisty z receptą na okulary korekcyjne. Los nie oszczędził tez mojego młodszego brata, więc na pocieszenie miałam w domu towarzysza niedoli.

O dziwo, okazało się w szkole, że wszystkie koleżanki zazdrościły mi okularów. Pamiętam, że w szkole zamiast nosić okularów, których mimo zazdrości koleżanek nadal się wstydziłam-pożyczałam je innym dziewczynkom. Tak, wiem, okularów korekcyjnych nie nosi się dla zabawy i nie powinno się ich nosić, jeżeli nie ma takiej potrzeby. Ale pamiętajcie, byłyśmy wtedy dziećmi i o okularach wiedziałyśmy dwie rzeczy-albo się je lubi albo się ich nienawidzi.  Do tego, ja naprawdę zupełnie nie widziałam różnicy w widzeniu w okularach i bez nich. Wtedy jeszcze moja wada była minimalna i jak twierdziła moja okulistka-zupełnie do skorygowania.

To stwierdzenie wyryło mi się ostro w pamięci tak mocno, że z czasem sama zaczęłam coraz rzadziej okularów używać, bo skoro wzrok miał się skorygować i naprawić…

Dopiero kiedy przed przystąpieniem do egzaminu na prawo jazdy, miałam zrobić badania lekarskie, które miały potwierdzić moją zdolność do prowadzenia pojazdów mechanicznych, okazało się, że ten mój wzrok to jednak nie jest samonaprawialny, a ja jednak bardziej jestem ślepa niż widząca, potraktowałam ta sprawę poważniej.

No dobra. To jeszcze nie był TEN moment, bo za nic nie widziałam się w okularach. Dzisiaj wiem, jaki był tego powód, ale wtedy okulary zakładałam raczej tylko wtedy, kiedy wsiadałam za kierownicę. Jednak kiedy po mocno wysiłkowym porodzie, mój wzrok poleciał na łeb na szyję, a ja zaraz po przebudzeniu nie byłam wstanie zobaczyć własnego męża i dziecka, musiałam pogodzić się z losem. Jednak nadal starałam się zaczarować rzeczywistość i szukałam alternatywy okularów. Co znaczy ni mniej ni więcej, jak to, że zaczęłam nosić szkła kontaktowe.

Na początku było fajnie przyznaje. To było znacznie wygodniejsze-okulary nie parowały, nie spadały z nosa, mogłam pływać i jeździć na nartach a w lecie nosić okulary przeciwsłoneczne, zupełnie niczym się nie przejmując. Ale po prawie siedmiu latach, kiedy słońce, klimatyzacja, suche powietrze  często wysuszały mi oko, a co za tym idzie ten komfort znacznie się zmniejszał, poczułam potrzebę odpoczynku od soczewek.

To był TEN moment, kiedy zaczęłam poszukiwania okularów. I TEN moment trwał, uwaga, uwaga: PÓŁ ROKU!

Najpierw, musiałam sprawić sobie receptę na nowe szkła. Nagle okazało się, że nie mam tylko minusów, ale do kompletu mam tez astygmatyzm. I najprawdopodobniej miałam go od dziecka. Później zaczęła się gehenna ze znalezieniem odpowiednich oprawek. Jedne nie podobały się mi, zwyczajnie źle się w nich czułam. Inne raziły w oczy mojego męża, w jeszcze innych moje szkła zupełnie nie wyglądały ze względu na grubość. Pewnego dnia, postanowiliśmy, że raz na zawsze załatwimy ten temat i znajdziemy oprawki idealne. chodziliśmy więc od salonu do salony, mierząc przy tym setki par oprawek

Trwało to trzy dni.

Ale opłaciło się. Oprawki które wybraliśmy tamtego dnia, noszę do dzisiaj. Mam nadzieję, że nigdy mi się nie zniszczą(chociaż są z tych porządniejszych) bo przyzwyczaiłam się do nich tak, że traktuję je jak integralną część swojego ciała. Wstaję rano i pierwsze co robię, zakładam okulary, i ściągam je dopiero kiedy kładę się wieczorem spać.  Kiedyś nie wyszłam z domu bez mocniejszego makijażu. Dzisiaj wystarczy tusz na rzęsach a resztę dopełnia okular. To są tego typu oprawki w których czuję się po prostu dobrze, wygodnie i ładnie. Dzięki tym oprawkom uświadomiłam sobie wreszcie, że okulary nie muszą być nieprzyjemnym gadżetem który nosimy tylko dlatego, że musimy, ale też dlatego, że pięknie dopełniają nasz wygląd. Pod warunkiem, że ich są dobrane do naszej urody!

Minął rok od zmiany myślenia na temat okularów w moim życiu i postanowiłam, że czas poszukać czegoś nowego. Jak typowa kobieta uważam, że porządnych butów, torebek i idealnie dobranych okularów, w szafie kobiety nigdy dość. Tylko o ile z kupnem  torebek i butów nie mam raczej większych problemów, o tyle nic się nie zmieniło z wyborem oprawek. Nadal muszę schodzić całe miasto, poświęcić na to kilka dni, żeby znaleźć tą idealną parę!

Zupełnie mi się to nie uśmiecha. Kocham nowości w swojej szafie, ale nienawidzę tracić czasu na poszukiwania i zakupy. Dlatego tym razem, postanowiłam zminimalizować zmarnowany na poszukiwania czas. Tym razem postanowiłam kupić okulary bez wychodzenia z domu. Zastanawiacie się jak to możliwe?

Otóż na rynku, na nasze matczyne szczęście, coraz więcej jest internetowych sklepów, które w swojej ofercie mają domowe przymierzalnie swoich produktów. Wybierasz-zamawiasz-produkty przychodzą do domu-przymierzasz-odsyłasz te które Ci się nie podobają. I muszę przyznać, że to jedna z najlepszych opcji zakupów. Bo ile razy mierzyłaś coś w sklepie, a po zakupie i ponownym przymierzeniu w domu, okazywało się że to jednak nie to? W sklepie zazwyczaj się spieszysz, nie możesz spojrzeć na swoje odbicie w „nieoszukanym” lustrze przy normalnych świetlne, nie masz możliwości odczekania chwili, ochłonięcia z emocji „wow, biorę bo mi ktoś wykupi” i ponownej przymiarki ze godzinę, dwie, albo następnego dnia. Kiedy masz produkty w domowej przymierzalni, masz na zastanowienie zazwyczaj od kilku do kilkunastu dni! I ja to lubię bardzo.

Podczas poszukiwań domowej przymierzalni okularów trafiłam na internetowy salon optyczny Kodano. Uwiodła mnie ilość produktów w ofercie, różnorodność cen i marek. Każdy znajdzie coś dla siebie w każdym przekroju cenowym. Jak to działa?

Wybierasz swoje okulary:

Zamawiasz cztery wybrane pary oprawek zupełnie ZA DARMO! Inne domowe przymierzalnie, każą sobie płacić za wszystkie wybrane produkty, a jeśli na coś się nie zdecydujesz, dopiero po odesłaniu, zwracane są Ci pieniądze. Po wybraniu oprawek, zamawiasz wysyłkę w dowolnie wybrane przez Ciebie miejsce, mierzysz, testujesz, wybierasz przez dziesięć dni od momentu odebrania przesyłki.

Znalazłaś swoje wymarzone oprawki? Świetnie. Teraz zamawiasz odbiór wszystkich oprawek. Do Twojej wybranej pary zostaną wstawione szkła korekcyjne, po czym ponownie wróci ona do Ciebie. Proste? Proste!

Taka opcja to niesamowita wygoda i komfort.  Robisz zakupy z wygodnego fotela, bez wychodzenia z domu, bez stania w korkach, bez tłumów. Nie musisz tego robić w pośpiechu, nie musisz kupować na hura! Zupełnie nic nie musisz. Internetowe zakupy podobają mi się coraz bardziej, zwłaszcza, że należę do osób bardzo niezdecydowanych. No dobra, może bardziej takich, które bardzo rozsądnie podchodzą do zakupów, musza sobie na spokojnie przemyśleć każdy wydatek- czy tego naprawdę potrzebuję, czy na pewno będę to nosić i czy juro nie przestanie mi się podobać. A tak zazwyczaj jest. Z domową przymierzalnią, nie muszę się martwić o takie dylematy ;) Przez dziesięć dni, na pewno uda mi się podjąć decyzję. A jeśli nie to mam dwie opcje.

Po pierwsze, po odesłaniu oprawek na które się nie zdecydowaliśmy, możemy zamówić kolejną przymierzalnię i tak do skutku. Czyli rozwiązanie idealne dla mnie! Zamawiam, testuję, przymierzam, odsyłam i zamawiam kolejne. Przy tak wielkim asortymencie jakim dysponuje Kodano, nie ma opcji, żebym nie znalazła czegoś odpowiedniego. Zwłaszcza, że w sklepie znajdziecie naprawdę piękne modele znanych marek. Wierzcie mi, mam wprawę w poszukiwaniu okularów idealnych i wiem co można znaleźć w stacjonarnych salonach optycznych-nigdzie nie znajdziecie takich perełek jak w Kodano!

Możecie też wrzucić zdjęcie na Instagram albo Facebooka z hashtagiem #tryKODANO, a team Kodano doradzi Wam, w czym wyglądacie najlepiej i jakie oprawki będą idealnie zgrywać się Waszym typem urody i kształtem twarzy.

A jeżeli nadal nie możecie się zdecydować, a jesteście na przykład blogerką, która ma taką cudownie zaangażowaną i pomocną społeczność jak ja(lizusostwo level master!), możecie ją poprosić o pomoc w wyborze najbardziej pasującej pary okularów!

Tak. Help! Hife! Ajuto!

Nie mogę się zdecydować! I naprawdę potrzebuję Waszej pomocy. Wybrałam cztery modele, które najbardziej mi odpowiadają, ale jak na kobietę przystało, o trzy modele za dużo. W związku z tym, mam do Was prośbę o pomoc w wyborze oprawek, które według Was najbardziej do mnie pasują. Rzecz jasna z Szalonym mamy swój typ, ale nadal mi podobają się jedne oprawki, a jemu drugie. Trzeba ten spór rozstrzygnąć na forum. Wszak Wy również będziecie mnie w tych oprawkach oglądać na co dzień ;)

Ale UWAGA, UWAGA:

Dla najbardziej pomocnej osoby, mam voucher w wysokości 200 zł na zakup wymarzonej pary okularów w sklepie Kodano! Spośród osób, które najtrafniej wytypują  oprawki na które się zdecydują wybiorę jedną do której trafi voucher. Odpowiednie umotywowanie wyboru może Wam w tym pomóc ;) 10 grudnia 2017 zdradzę Wam które oprawki zostają u mnie i do kogo powędruje voucher.

To co, pomożecie? Na zachętę, mogę dla Was zatańczyć we wszystkich oprawkach ;)

Poniżej jej Królewskość SzalonOKA w czterech różnych modelach. W komentarzach pod wpisem(na blogu albo na Facebooku) wpisujecie numer oprawek w którym podobam Wam się najbardziej.

  1. Versace-znajdziecie je TUTAJ
  2. Versace-znajdziecie je  TUTAJ
  3. Prada-znajdziecie je TUTAJ
  4. Dolce&Gabbana-znajdziecie je TUTAJ

Już rozumiecie mój dylemat? :) Weź się człowieku zdecyduj, jak to wszystko ładne jest i we wszystkim czujesz się dobrze. I wcale nie pomaga stwierdzenie męża ” ładnemu we wszystkim ładnie”, bo wiadomo skoro we wszystkim Ci ładnie, to najchętniej zatrzymałabyś wszystko. Jak typowa kobieta. No natury nie oszukasz-sroka sroką zostanie i będzie zbierała wszystko co piękne.

WYNIKI KONKURSU

Powiem Wam, że nie ułatwiliście mi sprawy! Od początku najbardziej podobał mi się model numer 4 i w zasadzie byłam przekonana, że na nim stanie. A później wymyśliłam sobie, że jak mam tyle czytelniczek i większość wyrazi swoje zdanie, w których oprawkach  jest mi do twarzy, to już będzie mi łatwiej, bo będę mogła to sobie rozłożyć procentowo i udawać że zrobiłam poważną sondę społeczną. Okazało się, że większość z Was celowała w oprawki numer 2 i 3 . O ile jeszcze drugie byłyby całkiem spoko, ale są niemal identyczne  z tymi które mam, o tyle te z transparentnym dołem totalnie mi nie leżą, zupełnie się w nich sobie nie podobam.

Mierzyłam, przebierałam, oglądałam po kilkanaście razy dziennie. I im więcej to robiłam tym bardziej nie mogłam się zdecydować! Ostatecznie Mój największy dylemat rozegrał się między pierwszą parą a ostatnią. I już było mi łatwiej. Bo tutaj wygrała zwyczajnie praktyka i wygoda. Oprawki  Dolce&Gabana  mają ruchome noski czego ja w okularach nie lubię. Tak o to zwycięzcą została para numer !-czyli Versace.

I teraz powiem Wam, że im bardziej się im przyglądam tym bardziej przekonuję się, że to jest dobry wybór. Są wyraziste, mocne i serio najlepiej się w nich czuję :)

Muszę też przyznać, że wybór okularów ułatwił mi też wybór zwycięzcy i właściciela vouchera do Kodano . Spośród kilkuset komentarzy, które zostawiliście mi w sumie tutaj, na Facebooku i Instagramie, tylko kilka osób wytypowało oprawki numer 1. Tak oto zwycięzcą zostaje:

Monika Węgiel

Gratuluję i proszę o kontakt na priw!

Wpis powstał we współpracy z marką KODANO.