Chyba jedyne co tak naprawdę mnie w życiu wkurza to skrajności. Nie lubię popadania z jednej w drugą skrajność. Bo nigdy nic, nie jest albo czarne albo białe. Zwłaszcza jeśli chodzi o życie, o poglądy, o wychowanie dzieci, o dietę.  Cukier największe zło tego świata…

cukier

Kilkadziesiąt lat temu, w dobie kiedy marketing raczkował, bilbordy i reklamy w radio i telewizji krzyczały, że cukier krzepi. Takie było zapotrzebowanie, taką teorię stworzono. Dzisiaj wiemy, że cukier do najzdrowszych jednak nie należy, więc dla odmiany nazwano go białą śmiercią.  Na przestrzeni wieków, popadliśmy ze skrajności w skrajność i mnie osobiście coraz bardziej zaczyna ten fakt mocno wkurzać. Zwłaszcza kiedy dorzucimy tutaj wychowanie dzieci.

Żeby była jasność, nic mi do tego czym kto swoje dzieci karmi. Nie moja broszka, i ten tekst zupełnie niczego nie zmieni. Bo jak ktoś ma pierdolca na punkcie Eco sreko, to ja mu mogę, kolokwialnie mówiąc naskoczyć. I nie żeby mi dbanie o ekologie przeszkadzało, żebym uważała, że ekologiczne żarcie jest gorsze, albo nie ma sensu. Oczywiście że ma! Oczywiście, że marzy mi się świat, w którym wszystko jest pochodzenia ekologicznego- jest zdrowe, bez polepszaczy i konserwantów i smakuje jak należy, a nie jak papier nafaszerowany glutaminianem żeby smakował jak trufle. Marzy mi się, ale to mrzonki.

Bo żeby tak się stało, na naszą planetę musiałby znowu spaść asteroid i cała ewolucja musiałby zacząć się od nowa i…zatrzymać się na pewnym etapie, żeby nie dojść do miejsca w którym jesteśmy teraz. Czyli do momentu, kiedy wszystko jest marną podróbą oryginału byleby więcej, byleby tańsze koszty produkcji i większy zarobek. Nie oszukujmy się.

Oglądałam kiedyś taki film, w którym grupka przyjaciół w latach 60 miała dość postępu, przemocy, technologii. Mając środki, wykupili teren, ogrodzili, zabezpieczyli i osiedlili się w głębi lasu, żyjąc jak nasi przodkowie setki lat temu. W zgodzie z naturą.  Rodzili dzieci, zakładali rodziny, uprawiali ziemię, hodowali bydło i żyli w 100% ekologicznie i bezpiecznie. Nie było prądu ani produkcji elektro i innych śmieci które niszczyły naturę. Dzieci nie znały smaku cukru, ale też nie kusiły ich miliony reklam, wystawowych witryn sklepowych z tonami niezdrowych przekąsek. Życie było po pierwsze łatwiejsze, po drugie zdrowsze.

I teraz zatrzymajmy się na dzieciach i słodyczach. Bo wiem, że nasze dzieci jedzą je na potęgę. Wiem, że jesteśmy zalani przez tandetne gówno z olejami palmowymi, toną chemii i barwników. Wiem też, że odizolowanie naszych dzieci od tego realnego świat nie może się udać.  Nie w warunkach, kiedy każdego dnia robisz mu izolację od rzeczywistości w domu, a następnego ranka uderza go realny świat w szkole, na ulicy, w sklepie. I kusi, i sprawia po prostu przykrość. Bo inne dzieci mogą. Bo jedzą słodkie, a Twoje dziecko nie może. Bo ideologia eco/fit life pomieszała Ci się z czasami w jakich przyszło nam żyć.

I teraz nastąpi atak matek, które z diety swoich dzieci wyeliminowały wszelki cukier, wszelkie słodycze i inne zło tego świata. Że to ich sprawa, że to ich dzieci i nie mam prawa się wtrącać. Owszem. Ja się wtrącać nie zamierzam. Chce jedynie zwrócić uwagę na to, że Waszym dzieciom każdego dnia może być przykro. Że każdego dnia, kiedy Ty serwujesz mu zdrowe przekąski, Twoje dziecko marzy o batoniku w pięknym kolorowym opakowaniu, jakie widuje każdego dnia w sklepie, przynajmniej raz w tygodniu, albo miesiącu…

Nie zapominaj, że Tworzysz dziecku zakazany owoc, którego może pragnąć jak niczego na świecie. I kiedy kolejny raz chcesz we mnie rzucić karczochem, to ja Ci pozwalam, bo zaiste nie moja to broszka, przecież Twoje dziecko na pewno ten eco terror lubi. Spoko. Szanuję to.

Jednak kiedy wpadasz do mojego domu albo do domu swoje matki, a babci Twoich dzieci, która jak każda inna babcia chce tylko trońke, raz w tygodniu, albo miesiącu  porozpieszczać swoje wnuki i serwuje im coś zakazanego, a Ty robisz awanturę bo sorry- babcia truje Twoje dzieci?! Kiedy na każdym kroku atakujesz mnie, jak bardzo złą matką jestem bo nie dałam się zwariować, bo truję swoje dziecko białą śmiercią. Kiedy na każdym kroku uważasz się za kogoś lepszego, bo jesteś ślepo zakochana w swoim stylu życia i nie widzisz nigdzie kompromisów. Kiedy popadasz w skrajności i próbujesz swoim eco sreko terroryzować cały świat. Kiedy umoralniasz na każdym kroku wszystkich jak to wszystko, ale to absolutnie wszystko jest złem zakazanym, na które nawet spojrzeć nie powinniśmy.  Kiedy piszesz, że cola to zło i nie będziesz truła dzieci i jak bardzo wszyscy są nieodpowiedzialni. To mnie po ludzku krew zalewa.

Swojego życia cukrem nie zatruwasz ale życie innych swoim jadem owszem.

Bo każdej matce, zależy na dobru dziecka. Każdej. Każda ma świadomość zła tego świata.  I każda chce swoje dziecko przed nim ustrzec. A ja jestem przekonana, że większym złem-niż dystans i zdrowy rozsądek jest terroryzowanie całego świata i przekonywanie na siłę do swojego stylu życia.

Chcesz się przekonać jak to działa? Wrzuć do sieci jakąkolwiek fotkę, przedstawiającą tonę cukru albo fast food. Dodaj do tego opis „ja i moje dziecko grzeszymy na mieście” i możesz być pewna, że za chwil kilka, zlecą się sępy które będą Cie umoralniać, gnębić i uświadamiać jaka z Ciebie zła matka. Wyliczą Ci wszystkie kalorie na zdjęciu, podadzą skład i zwartość białka i tłuszczu. Dowiesz się jak długo będziesz musiała spalać ten mały grzeszek i jakie choroby grożą Tobie i Twojemu dziecku, które NA PEWNO w przyszłości będzie otyłe, bo przecież doprowadzasz je właśnie(tym wyskokiem raz w tygodniu, albo nawet miesiącu) na skraj śmierci.

Oj zła Ty. Oj niedobra. Jak możesz?

Zaraz po tym, jak sobie na Tobie poużywają, wyciągną ze swojej lodówki cokolwiek, co na bank nie ma 100% zdrowego składu, do niesegregowanych śmieci wyrzuci opakowanie, a wieczorem zapali w domu milion światełek, cotton ballsów, lamp- bo przytulnie i romantycznie. Ale Eco Sreco wyznaje.

Mam dość. Tak po ludzku jestem zmęczona tą całą fit modą. Dopóki była to po prostu zdrowa moda, którą ktoś tak, gdzieś sobie w zaciszu domowym podłapywał wszystko z umiarem, pełną świadomością i nienachalnością to ja podziwiałam, często zazdrościłam samozaparcia, podpatrywałam, inspirowałam się. Z czasem ludziom zatarły się pewne granice mam wrażenie, zdrowego rozsądku. To znaczy, ja nie neguje zdrowego rozsądku do swojej diety, a jedynie podejścia do innych ludzi.

Ta moda na bycie fit stała się agresywna. Z każdej strony atakuje mnie skrajność. Wszyscy i wszystko krzyczy dookoła, że absolutnie wszystko co mam na talerzu jest niezdrowe! Że tego nie mogę, a to powinnam. Że to lepsze a tamto jest trucizną. Doszło do tego, że w tłusty czwartek bałam się wrzucić zdjęcia pączka, w obawie, że zaraz zlecą się fit terrorystki, które będą mnie uświadamiać  ile to cholerstwo ma kalorii! Dlatego bardzo podobała mi się Ewa Chodakowska która pokazała jak powinno wyglądać podejście do zdrowego stylu życia i tamtego dnia pochłonęła chyba z dziesięć pączków! W przeciwieństwie do Ani Lewandowskiej, która zaserwowała  jakieś kosmiczne wynalazki, których absolutnie pączkiem nazwać nie można było.

Wszystko jest dla ludzi. Ale wszystko z głową. Mega zdrowe ideologie życiowe również.