Jeżeli tak jak ja, zostałyście obdarzone takimi wspaniałymi genami, które przy braku kontroli- powodują u Was tycie, zrozumiecie ten wpis doskonale. Jeżeli macie takowy gen,a nie rozumiecie- znaczy że ściemniacie. A jeżeli Najwyższy obdarzył Was figurą idealną, to cholera zazdroszczę! Nie można jednak mieć wszystkiego i pewnie Wy zazdrościcie mi cycków. Jednak mimo wszystko, zaciekawi Was co siedzi w głowie kobiety, która całe życie jest na diecie.Całe życie na diecie.

Całe życie na diecie

Waga 58 kg.

Boszz…jak to cudownie mieścić się we wszystko co wisi w szafie! I we wszystkim wyglądam świetnie. Nic nie wisi, nic nie wystaje, nic się nie trzęsie. Cud miód i maliny! Opłaca się harować,  opłaca się sobie odmawiać. I te zazdrosne spojrzenia! No dobra czasem te głodówki mnie wykańczają. Zrobiłabym czasem jakiś dzień wolnego od Fitowego życia. Jakiś McDonald, pizza jakaś, albo taka wielka kanapka z górą majonezu! Albo nie, mleczko w tubce, chipsy i butelka coli! Okej, tylko jeden dzień, jeden. Obiecuję, jutro wracam znów na właściwe tory…

…jakie to pyszne! Cholera, że też mi dupa od razu musi rosnąc od tych wszystkich wspaniałości! Wrrr….Ja muszę sobie odmawiać, ćwiczyć jak opętana, udawać że przecież lubię, kocham swoje zdrowe życie, że niczego sobie nie odmawiam, że nie potrzebuje, a tym czasem inni wpierdzielają ile wlezie i są sucharami. Gdzie tu sprawiedliwość się pytam?!

Waga 60 kg.

No dobra, miał być jeden dzień, a leci trzeci tydzień jak zaniedbałam dietę i ćwiczenia. Jak zwykle. Od jednego dnia się zaczyna. Kurde ale to wszystko takie smaczne…Zresztą. To tylko dwa kilo na plusie. Nawet nie widać. Szalony nie widzi.* Jeszcze. Okej, coś tam przebąkuje, że co z moją dietą, gdzie ćwiczenia. Ale ileż można?! Cale życie na diecie, całe życie fit obiadki, dietetyczne desery, a ten mi pod nosem na raz całą Milke z orzechami wtrynia. Gdzie solidarność jakaś, motywacja, czy wsparcie? Jak mu się nie podoba, niech se sam przez tydzień pogłoduje, pobiega, pomacha przysiady i brzuszki. Szybko mu ględzenie przejdzie.

Waga 62 kg.

Kurde, przecież jeszcze miesiąc temu wchodziłam w te spodnie bez problemu! What the fuck?! Oooo, dobra wlazłam! Jeeaah! Okej. Wcale nie jest dobrze…dwie minuty w ruchu, spodnie się zsuwają i…Masakra! wszystko mi sie wylewa, wisi…Skąd te boczki?! No ja Cie proszę, Szalona weź się w garść bo tak dłużej być nie może! Dobra, dzisiaj zamaskujemy. Mam jeszcze w szafie jakieś tuniki, czy cuś. Spoko, dzisiaj jeszcze damy radę. Ale od jutra ruszasz dupę kochana!!!

Waga 64 kg.

Kurde, ale tak generalnie to przecież jak założę tunikę i leginsy, to jest spoko. Nawet nie widać że przytyłam. Nikt nic nie mówi, znaczy nie jest źle. A to że nie mieszczę się w spodnie, trudno. Kurde, nie te to inne. Przecież nie mam mega nadwagi. To tylko parę kilo. A jakie życie przyjemniejsze! Znowu mogę jeść na co mam ochotę, niczego sobie nie odmawiać. Nie zrywam sie skoro świt żeby poćwiczyć, albo nie muszę biegać kiedy padam na pysk wieczorem- bo przecież trening trzeba zrobić. Jedyny minus to ciuchy, ale przy odrobinie kreatywności, nadal wyglądam świetnie. Nawet faceci, nadal się za mną oglądają na ulicy! Nie może więc być tak źle? To co, jakieś małe „te ta te” Kochanie? Ale…zgaś światło proszę…

Waga 66 kg.

Lato, wreszcie. Kocham lato. Rozkładamy basen. Gdzie ja wsadziłam to cholerne bikini? Okej, jest. Góra…dół…Oooo nieee!!!! Nie wyjdę tak, nie rozbiorę się przed nikim! Nie, jeszcze nie wyglądam jak mały słonik, ale cholera! Całe ciało mi się trzęsie. Jedna, wielka, chodząca góra celulitu i galarety! Co  ja ze sobą zrobiłam!? Ekstra, teraz to Szalony na bank zauważy. Jasne że zauważył. Czego wcześniej nic nie powiedział? Miał mnie wspierać cholera jasna, a pozwolił mi się tak zapuścić…No pewnie że strzeliłabym focha. Pewnie że obraziłabym się. Ale wreszcie bym się otrząsnęła… A tak? Lato w pełni a ja się kiszę przy obcych udając ze nie jest mi gorąco. Cholera…

Okej. Od dzisiaj bierzemy sie za siebie. To będzie bolało. To będzie cholernie bolało…Boszzz….gdzie moja kondycja? Przecież jeszcze nie tak dawno biegałam! O matko, co to tam się wyłania z tyłu, kiedy robię przysiady?! To jakaś katastrofa jest! Dobrze że wreszcie mam wielkie lustro przed którym mogę ćwiczyć. Patrz babo co ze sobą zrobiłaś! A teraz dajesz, jeszcze dziesięć, dziewięć, osiem…Jutro nie wstanę z łóżka. Na bank.

O jasna cholera. Kurważ jego mać! To boli, to cholernie boli! Przecież ja na kiblu nie mogę nawet usiąść…hłe..hłe…hłe…Takich zakwasów to ja jeszcze w życiu nie miałam! Dobra, dwa dni przerwy i wracamy do gry.

No mała, buty na nogi i lecimy. Jessuuu jak mi sie nie chce….Okej, załóż te cholerne buty na nogi, jak założysz samo pójdzie. Jeszcze tylko Sports Tracker, słuchawki w uszy.Okej teraz nie ma odwrotu, lecimy…Nie dobiegnę, nie dam rady! Jak nie dasz jak dasz! Kuźwa anioł i diablica , dwa różne motywatory. Walcz, dasz radę! Okej już za połową, teraz z górki. Dobiegłam. Jeeaah! Dałam radę! Jeszcze tylko ćwiczenia na uda, pośladki, brzuch i ramiona. Taaa…Iiii raaazzz, iiiii dwaa…..iiii trzyyyy…Jessssu gdziee moje mięśnie brzucha, czemu to tak cholernie piecze! Ja chce moje wysportowane ciało!!! Okej skończyłam. Dałam rade. Jestem z siebie dumna! :)

I tak od kilku dni. Nie ma wyjścia. Jest ciężko. Cholernie ciężko, ale nie chcę już takiego ciała. Przez kilka miesięcy, zapuściłam to na co tak ciężko pracowałam. Energię, zgrabne jędrne ciało, niesamowite samopoczucie i poczucie że mogę wszystko. Chcę to znów odzyskać! Dam rade. Tym razem się uda!

*sprostowanie Szalonego- Jasne że widziałem, ale się nie odzywałem, życie mi jeszcze miłe!