Każda z nas, czy tego chciałyśmy czy nie, była chociaż raz w życiu w takie sytuacji. To jest silniejsze od nas i robimy to intuicyjnie. Bo w głębi  serca, mimo, że czasem nie wychodzi, staramy się być najlepszymi matkami na tej planecie. Zrobimy więc wszystko co dla naszych dzieci najlepsze.

tongues-1031219_1920

Kilka dni temu, zadzwoniła do mnie spanikowana koleżanka. Młoda mama, kilka miesięcy po raz pierwszy wkroczyła do naszego magicznego świata matek. No i przyznam Wam, że te telefony do mnie, zdarzają się dość często. a to kupka nie taka, a to jej dziecko chyba za mało je. Kolejnym razem rozważania nad tym, czy aby w wieku pół roku(sic!) nie zapisać dziecka na jakieś zajęcia rozwijające prace mózgu. Swój mózg rozwiń kobieto- pomyślałam, po czym zrugałam sama siebie. Ale o tym za chwilę, wracając do telefonu.

-Słuchaj czy Twój syn w wieku 6 miesięcy już sam siadał.

-W sumie nie pamiętam, ale chyba już tak.

-Ale siadał sam, czy sadzałaś go i wtedy się w tej pozycji utrzymywał.

-Posłuchaj nie pamiętam., to jednak było jakiś czas temu..

-Dobra to nie zawracam Ci głowy, zadzwonię do swojej pediatry.- rozłączyła się lekko spanikowana

Takich teflonów było dziesiątki, a ja z każdym z nich przypominałam sobie coraz bardziej, że kiedy Młody był w wieku dziecka, mojej koleżanki, zachowywałam się…dokładnie tak samo! Panika na każdym kroku, czy moje dziecko aby na pewno, rozwija się prawidłowo.

Czy nie odbiega rozwojem od reszty dzieci, czy jeśli teraz nie zareaguje, to nie zaszkodzę w późniejszym rozwoju i czy nie narobię mu tym problemów.

Zostawić samemu sobie, żeby rozwijał się w swoim tempie czy stymulować  pobudzać do szybszego działania.

Czy on na przykład nie jest chory, czy jego zachowania, reakcje są normalne.

Czy nie je za dużo, albo za mało, czy śpi odpowiednią do jego wieku ilość godzin.

Czy ubieram go odpowiednio do pory roku i nie przegrzeje, albo nie przeziębię.

Czy zęby już wychodzą(tu był hit, myślałam o tym od drugiego miesiąca!).

Czy dieta jest odpowiednia.

Czy aby nie za dużo płacze.

Czy…czy….czy…

W pewnym momencie, złapałam sama siebie na tym, że jestem chodzącym monitoringiem zdrowego rozwoju swojego dziecka. Z jednej strony to dobrze, bo matki są od tego żeby czuwać, obserwować i kontrolować rozwój swoich dzieci. ale jak, jak większość z matek delikatnie mówiąc przesadzałam. Prawidłowy rozwój Młodego stał się moją obsesją. Czytałam, szukałam, o zgrozo, co robi każda matka PORÓWNYWAŁAM  do innych dzieci.

Najgorszy błąd jaki możesz popełnić, to porównywanie do innych dzieci!

Bo czy siebie porównujesz do swoich koleżanek? No dobra, zdarza się, przecież jesteśmy kobietami. Ale umówmy się, ze zdrowym podejściem, jest takie, że jednak nie porównujemy się do innych ludzi, bo każdy z nas jest zupełnie inny. Ja to ja, ty, to Ty. Dwie odrębne jednostki.

Podobnie jest z dziećmi! Każde, ale absolutnie każde dziecko rozwija się w swoim tempie. Każde z naszych dzieci ma swój rytm, który pracuje tak, jak indywidualnie zaprogramowała go natura. To, że Twoje dziecko jeszcze nie chodzi, nie siada, nie mówi, nie znaczy, że to nigdy nie nastąpi!

Jeszcze w tamtym roku, martwiłam się, że mój syn nie poradzi sobie w szkole. Pozostawienie go w zerówce, drugi rok z rzędu, miał go trochę podciągnąć, bo kompletnie nie umiał liczyć, a literki traktował jak zło. Zapewne jednym z czynników takiego biegu rzeczy, była fakt, ze był to jego, totalnie pierwszy rok w przedszkolu. Wychowawczyni namówiła mnie, żebym go zostawiła. Ja miotałam się sama ze sobą, swoimi myślami, uczuciami, obawami. No bo jak to, inne dzieci już pójdą do pierwszej klasy, czy ja aby nie opóźnię jego rozwoju? Tak wróciły do mnie obawy o rozwój dziecka, z okresu niemowlęcego- czy ja jestem dobrą matką, czy robię wszystko, żeby Bo w moje dziecko rozwijało się prawidłowo? W końcu inne dzieci będą szły dalej, a on, tak jakby stanie w miejscu.

Czas, kolejny raz pokazał, że najlepsze co możemy zrobić dla naszych dzieci, to wsłuchać się w swoją intuicję i pozwolić naszym dzieciom rozwijać się w swoim tempie. Młody został w zerówce i już po kilku pierwszych miesiącach świetnie radzi sobie z liczeniem, dodawaniem, odejmowaniem. Wystrzelił jak petarda i chyba rośnie mi drugi tatuś-domowy kalkulator. Całkiem nieźle idzie mu z literkami i wszystko wskazuje na to, że decyzja o tym żeby nie naciskać, nie gonić za jego rówieśnikami, była najlepszą możliwych.

Dlatego dzisiaj wiem, że skończyłam z podglądaniem innych dzieci. To nie ma najmniejszego sensu. Wiem, ze moje dziecko jest jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne(zupełnie jak Twoje dziecko!) i żaden wyścig tego nie zmieni. To, że Twoje dziecko zacznie mówić później niż inne, chodzić później niż inne dzieci wymawiać literkę „r” (tutaj też mamy problem) nie oznacza wcale, że będzie gorszym dzieckiem, a Ty złą matką. Matką, która zawiodła.

Przestań porównywać, sprawdzać kontrolować. Wsłuchaj się w swoją intuicję. I pozwól swojemu dziecku, rozwijać się we własnym tempie. To czasem najlepsze co możesz zrobić dla siebie i dla niego, żeby nie zwariować. Pocieszę Cię, że to samo mija. Serio.Pewnego dnia budzisz się zmęczona tym ciągłym porównywaniem, ściganiem w rozwoju Twojego dziecka z innymi i stwierdzasz, że masz serdecznie dość. To jest moment, w którym jako matka, osiągasz stan ZEN ;)