Kiedy podglądam sukcesy innych, te małe i te wielkie, zawsze zastanawiam się kto za nimi stoi. Bo, że jedna osoba, którą mam przed oczami, to oczywistość. Jednak zazwyczaj jest tak, że za osiągnięciami ludzi stoi ktoś jeszcze, czasem nawet kilka osób. Niewidzialni można by rzec. Jednak z doświadczenia wiem, że gdyby nie te osoby, których nie widać, o których się nie mówi, tych sukcesów nigdy by nie było. 

Wiem, że na świecie są ludzie o silnej woli, silnym charakterze. Typowi fajterzy, którym do zdobywania kolejnych celi nikt nie jest potrzebny. Mają w sobie siłę walki, samozaparcie, hart ducha. Tacy się urodzili. Teoretycznie można by pomyśleć, że nikt nigdy im nie pomagała. Praktycznie, na ich drodze zawsze pojawiał się ktoś, kto popychał motywował, kto zasiewał ziarno woli walki. Zawsze jest taki ktoś.

Nie ma znaczenia, co w życiu robisz i co chcesz osiągnąć. Wsparcie mamy, taty, męża, żony, przyjaciół jest bardzo ważne. To dzięki temu wsparciu właśnie, udaje nam się brnąć nawet w błocie po kolana, w drodze do marzeń. To dzięki tym ludziom, kiedy mamy ochotę rzucić wszystko w cholerę, znajdujemy w obie, a raczej oni pomagają nam znaleźć resztki sił i motywacji, do tego, żeby się nie poddać i walczyć do końca. I chociaż czasem bywa ciężko, kiedy w końcu nam się udaje, mamy świadomość tego, że bez nich nie dalibyśmy rady.

Możesz mi tu teraz opowiadać, jak bardzo silnym i niezależnym człowiekiem jesteś. Ja też kiedyś byłam. Tak mi się wydawało. I guzik wielki z tego miałam. Dopiero, kiedy poczułam silne ramię, które podparło moje, jak się okazało bardzo kruche fundamenty, dotarło do mnie się, że mogę wszystko,ale tak naprawdę wszystko, co tylko sobie wymyślę. I kiedy patrzę na to, co do tej pory udało mi się osiągnąć, tylko utwierdzam się w tym przekonaniu, że bez niego, nadal czułabym się jak marna istota. Szukałabym swojego miejsca na ziemi i sensu życia.

Bo są w naszym życiu osoby, które nadają mu sens, które pomagają zrozumieć, ile znaczymy, jak wiele potrafimy i że mamy siłę. Czasem, trzeba nam to powiedzieć wprost, mocno i dosadnie. Czasem trzeba kopnąć po tyłku, a czasem narysować. Nie ważny jest jednak sposób przekazywania tych fluidów motywacyjnych, najważniejsze, żebyśmy czuli oparcie. Zresztą przeczytajcie, co powiedziały mi na ten temat inne znane blogerki.

Magda SZCZĘŚLIVA

„Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że mój mąż jest przodownikiem w ilości kopniaków motywacyjnych, które mi kiedykolwiek zaserwowano podczas mojego całego żywota. I nie ukrywam, że kopniaków demotywujących dostałam od niego chyba równie dużo.
I w pewnym sensie ma mnie chłopak w garści, bo nawet poprzez tę jego demotywację, wzbudza we mnie żądzę krwi i ja wtedy za wszelką cenę chcę mu udowodnić, że sobie z czymś poradzę. Jak na razie ten mechanizm na mnie działa doskonale.

Poza tym mam w nim pełne wsparcie w zakresie moich działań zarówno w życiu prywatnym jak i okołoblogowym. I jest chyba najwierniejszym czytelnikiem, chociaż nigdy się do tego nie przyzna. To na niego mogę liczyć jeśli potrzebuję pomocy przy obróbce foto czy video. I to do niego uderzam, gdy zaczyna mi wszystko wychodzić uszami i weny brakuje. Lepszego „partner in crime” nie mogłabym sobie wymarzyć.”

1455851_10204465720035706_8135704658976474435_n

Czyli dokładnie jak ja! Kiedy potrzebuje nowego statywu do kręcenia swoich filmów na Vine, czy też lepszego oświetlenia do zdjęć, kiedy jakiś program mi nie działa, albo zwyczajnie mój mózg nie ogarnia, to własnie Szalony uruchamia pracę swojego mega mózgu. To dzięki niemu, moje zdjęcia są coraz ładniejsze. To dzięki, niemu moja kreatywność nie ma limitów ani granic, bo wiem, że czego ja nie ogarnę technicznie w nowym DIY, on nadrobi swoimi pięcioma groszami. Mogłabym go śmiało dopisać do współautorów bloga.

Monika KAMPERKI

„Czasami mam wrażenie, że gdyby nie pomoc mojego męża, nie miałabym nic. Może brzmi to górnolotnie i dziwnie, a już totalnie ukazuje niski poziom wiary w moje siły, ale tak jest. Gdyby nie on, mogę nawet pokusić się o to, że nie miałabym ani bloga, ani pracy, którą wykonuję, ani przede wszystkim tony siły do działania. Jako jedyny wie, ile pracy wkładam w to, co robię, widzi to każdego dnia i w chwili zwątpienia rzuca się na mnie z takimi argumentami, że nie mam innego wyjścia, jak mu wierzyć.

Kiedy potrzebuję chwili spokoju, zabiera dziecko na spacer. Bawi się z nią, kiedy ja pracuję. To z nim konsultuję swoje ruchy, to on zarządza budżetem, podpowiada, kiedy co zrobić i jak zrobić żeby było dobrze. Śmieszne, bo całe życie wydawało mi się, że umiem zadbać o swoje dobro, a teraz widzę, że jego pomoc jest nieoceniona i wręcz czuję się nieswojo, gdy zrobię coś, bez uprzedniej konsultacji. Znosi jak nikt inny moje zmieny nastrojów, kiedy jedego dnia rzucam wszystkim po to, by innego skakać do sufitu, kiedy odoszę sukces. Nie jeden by uciekł, krzycząc że z wariatką nie wytrzyma. A on jest, ciągle jest przy mnie. Pociesza, ociera łzy, odtańcowuje tańce radości i rzuca mięsem, kiedy zaczynam wątpić. Lubię go. I lubię jego wiarę we mnie, której mi często brak.”

10480202_985366774876219_603624269376459868_n

Monika mówi o czymś bardzo ważnym. O wsparciu w życiu na co dzień. O tym, jak jest ważne w budowaniu własnego poczucia wartości. I budowania poczucia wartości naszego partnera. O tym, jak bardzo ważna jest wiara w drugą osobę i jej możliwości, o tym, że tak bardzo potrzebujemy drugiej osoby, żeby przejść z nią przez po prostu przez życie. Nie przebrnąć, nie jakoś przeżyć. Przejść z podniesioną głową!

Marta SUPERSTYLER

„Choć nasza relacja bywa bardzo skomplikowana na co dzień, to śmiało stwierdzam, że mój mąż jest współtwórcą wszystkich wielkich rzeczy w moim życiu. A nawet jeśli nie wszystkich, to prawie wszystkich. W naszym domu obowiązuje włoski model rodziny, choć obydwoje jesteśmy rodowitymi Polakami. Fakt, mąż pochodzi z warszawskiej dzielnicy Włochy, ale to się chyba nie liczy. W każdym razie, latające talerze, krzyki i kipiące emocje to u nas codzienność. I mimo, że taki tryb związku jest bardzo eksploatujący, to bardzo go sobie chwalimy, bo dzięki temu temperatura między nami jest nieustająco wysoka.

Dodatkowo sprawę komplikuje fakt, że mój mąż jest również moim współpracownikiem, bo razem tworzymy bloga i we wszystkich sprawach chcemy mieć decydujące zdanie. Nie ma jednak na świecie drugiej osoby, której byłabym tak wdzięczna. Dzięki Jankowi uwierzyłam w siebie i we własne możliwości. Pochodzę z domu, w którym dzieci nie chwaliło się z zasady. Żeby nie były rozpieszczone, żeby nie osiadły na laurach. Rezultat był taki, że na studia do Warszawy przyjechała dziewczyna z ogromnymi kompleksami i jeszcze większymi marzeniami. Dopiero mój mąż udowodnił mi, że wszystkie one mogą się spełnić. To był przełomowy moment w moim życiu.

To on był tym przełomem. Dziś ciągle mnie ciśnie, bo wie, że na wiele więcej mnie stać. Ktoś by pomyślał: Aha! Czyli nie do końca cię akceptuje. Ale ja widzę to inaczej. W naszej relacji stawiamy na rozwój, na ciągłe życie w ruchu. A rozwój właśnie takim ruchem jest. Dlatego bardzo mocno motywujemy się nawzajem. A odkąd zobaczyliśmy dwie kreski na teście ciążowym obiecaliśmy sobie, że choćby nie wiem co, dla siebie będziemy zawsze najważniejsi. Dlaczego? Bo siebie nawzajem mogliśmy wybrać dobrowolnie, a dziecko jest wypadkową nas. Dlatego, tak bardzo pielęgnujemy to, co do tej pory zbudowaliśmy. Jestem po stokroć wdzięczna mojemu mężowi za to, że jest. To on wpadł na pomysł SuperStylera i zaszczepił we mnie wiarę, że dam radę.”

12596040_10208724286283494_583168779_n

Doskonale wiem, o czym mówi Marta! Zresztą, Marta to taka moja duchowa bliźniacza siostra, a nasze życia są tak bardzo do siebie, że czasem zastanawiam się jak to możliwe. Wielu ludzi, zastanawia się czy można pracować razem. Chociaż nie, w zasadzie, wszystkie głosy jakie na temat wspólnej pracy poznałam, mówią o tym, że do niczego dobrego nie prowadzi. Ja jestem zdania, że wszystko jest kwestią tego, jak bardzo się lubicie, jak bardzo lubicie spędzać ze sobą czas i jak bardzo chcecie być szczęśliwi. Jestem przekonana o tym, że można robić razem coś fajnego, pod warunkiem, że wspieracie się wzajemnie i motywujecie. Blog Marty, pokazuje że można, i że miłość to najlepszy fundament sukcesu.

Czytasz ten tekst i zastanawiasz się o co właściwie mi chodzi. Nadal nie rozumiesz? Nie chodziło mi o to, żeby pochwalić się jak bardzo jestem wspierana ja i moje blogowe koleżanki. Bardzo doceniam wsparcie mojego męża i on o tym doskonale wie. Nie chodziło mi o to, żeby pokazać jakie fajne mamy życie.

Chodziło mi o to, żebyś przyjrzał się swoim bliskim, temu co w życiu robią i kochają i zastanowił się czy potrafisz ich wspierać? Potrafisz? Masz świadomość jak jest to ważne?  Z doświadczenia wiem, że bez odpowiedniej motywacji i wsparcia, nawet najlepsze pomysły wylądują w nicości. Z doświadczenia wiem, że bez wsparcia nawet najpiękniejszy kwiat prędzej czy później zmarnieje. Z doświadczenia wiem, że nic tak nie pomaga walczyć jak ktoś obok, który krzyczy, że dasz radę, kiedy Ty zaczynasz tonąć…

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeżeli go udostępnisz. Możesz też polubić ten post, albo zostawić komentarz. Dla Ciebie to chwila, a dla mnie będzie to mały dowód docenienia mojej pracy ;)